703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

bum!

 

Mo Yan

tłumacz: Agnieszka Walulik

W.A.B., 2013

 

Nie dalej niż trzy lata temu usłyszałam śmiałe stwierdzenie: powieść umiera. W dobie internetu i Twittera ludzie nie są już gotowi na czytanie długich form, ich zakres koncentracji kurczy się w zastraszająco szybkim tempie. Wielka powieść odchodzi do lamusa, należy przestawić się na krótsze, przyjazne dla czytelnika formy. Czasy w których komunikowała ważne idee i pobudzała do działania już dawno minęły, twórczość wielkich pisarzy pozytywizmu i epoki wiktoriańskiej nie ma już racji bytu.

 

Tymczasem chiński pisarz Mo Yan, laureat Nagrody Nobla, za nic ma proroctwa wygłaszane przez znawców literatury i uparcie kultywuje prozę w jednym z jej najbardziej tradycyjnych wymiarów. Chce tworzyć teksty z prawdziwym rozmachem, nie przejmując się objętością dzieła. Powieść według Mo Yana ma nie ograniczać się do opowiadania historii, ma poruszać, docierać do tragedii, ma komunikować określone idee i kusić językiem. Jednym słowem ma posiadać te cechy, które zdaniem współczesnych proroków nie są już atrakcyjne dla czytelnika.

 

Rozważania w obronie powieści snuje autor we wstępie do wydanej w Polsce w zeszłym roku powieści bum!, książki, która jego zdaniem stanowi idealny przykład tej właśnie formy. Czy spełnia ona zatem wszystkie te założenia?

 

Bum! już od samego początku nawiązuje do tradycyjnego wymiaru powieści. Oto bowiem znajdujemy się w rozpadającej się świątyni, gdzie pewien młodzieniec opowiada staremu mnichowi  burzliwe dzieje swojego dotychczasowego życia. Xiaotong urodził się na prowincji, w miejscu zwanym Wioską Rzeźników, gdzie życie mieszkańców toczy się wokół wyrobu i konsumpcji wyrobów mięsnych. Opowiada po kolei o odejściu ojca, który uciekł z inną kobieta zostawiając syna i żonę na pastwę losu. O tym, jak jego matka postawiła sobie za cel pokazanie wszystkim, jak dobrze potrafi sobie sama ułożyć życie, odkładając wszystkie pieniądze na wystawny dom, ignorując przy tym potrzeby swojego syna. A młody Xiaotong nie pragnął wiele, posiadał tylko jedno, aczkolwiek dziwne marzenie: najeść się mięsa. Jak się później okaże, marzenie to nie tylko ulegnie spełnieniu, ale również będzie miało znaczny wpływ na dalsze losy chłopca.

 

Jak można łatwo się domyślić rola mięsa w wiosce o takiej specjalizacji nie ograniczała się jedynie do składnika diety. Stanowiło ono również podstawowe źródło utrzymania mieszkańców, którzy często wykorzystywali niekoniecznie legalne i etyczne sposoby, by jego sprzedaż przynosiła coraz to większe zyski. Pozornie niewinny produkt szybko staje się synonimem czegoś złego, czegoś, co potrafi doprowadzić ludzi do szaleństwa, a nawet odebrać im życie. To ‘coś’ ukryte pod zaskakującą metaforą mięsa to konsumpcyjny tryb życia i nawyki, które napływają do Chin z Zachodu i wgryzają się w tak dobrze zakorzeniony tam komunizm.

 

Opowieść bohatera to jednak nie wszystko, w bum! rozgrywają się równolegle dwie historie. Druga, osadzona w świątyni, zupełnie odbiega od tradycyjnej narracji młodzieńca. Rozgrywają się tutaj wydarzenia z pogranicza jawy i snu, postacie z opowieści przedostają się do przestrzeni otaczającej Xiaotonga zacierając granicę pomiędzy rzeczywistością a mistycznymi doświadczeniami narratora. Oniryczny nastrój wydarzeń odbywających się w świątyni kontrastuje z osadzonymi w nieco bardziej realistycznym świecie wizjami z przeszłości (choć nie do końca). Wszystko jednak niezmiennie spina wielką klamrą wszechobecne mięso, co jak łatwo można się domyślić, nie wróży niczego dobrego. Przepełnione erotyzmem i brutalnością sceny stanowią mocny kontrast do atmosfery przypisanej świątyni, która rozpada się tracąc wypełniającą jej mury duchowość.

 

Jak zatem ma się bum! do założeń formy powieści przedstawionych przez Mo Yana? Czytelnik otrzymuje długą, wielowątkową narrację, która zdecydowanie przekazuje odbiorcy pewne idee. To prawdziwie klasyczna powieść, w której próżno szukać innowacji, czy zabaw z formą. Nawet sam fakt, że drugi tor narracji zostaje przedstawiony w formie opowieści wygłaszanej przez głównego bohatera stanowi zgrabne nawiązanie do początków tego gatunku, który przed wiekami przekazywany był drogą przekazu mówionego. A co z elementem poruszenia i tragizmu? No cóż, warto wspomnieć, że wszechobecne na kartach tej książki mięso to wcale nie smaczna szynka, kabanosy i kotlety. Bohaterowie nie są wybredni i spożywają oraz przetwarzają wszystko, co tylko podsunie im się pod rękę, wykorzystując dane zwierzę w całości. Świńskie łby i ogonki, garb wielbłąda, martwe psy – nawet największy smakosz potraw przyrządzanych na bazie mięsa w pewnym momencie poczuje prawdziwy niesmak, którego nie jest w stanie zniwelować nawet poetycki język autora.

 

Bum! to powieść broniąca tradycji i to niekoniecznie jedynie tej literackiej. Jest to książka emanująca kontrowersyjnymi obrazkami, która jednocześnie porusza i za sprawą wplecionych wątków humorystycznych również bawi. Chociaż sam autor zarzeka się, że nie tworzy dzieł o podłożu politycznym, to jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ten bliżej nieokreślony fragment Chin stanowi metaforę drogi, którą podąża obecnie jego ojczyzna. Bez względu na to, co miał tak naprawdę na myśli Mo Yan, bum! jest idealnym dowodem na to, że powieść nie tylko nie umiera, ale wciąż z powodzeniem funkcjonuje w swojej tradycyjnej, klasycznej formie. Do sukcesu nie potrzebuje wcale wielu zabiegów ingerujących w formę książki, czasami wystarczy jedynie pomysł i talent literacki autora.

 

O Chinach

Szlakiem literatury zagranicznej