703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Marcovaldo

W kwestii okładki - 'moja' biblioteka specjalizuje się w pozbawianiu książek ładnych obwolut.

 

Italo Calvino

tłum. Alina Kreisberg

W.A.B., 2013

 

Dawno, dawno temu, gdzieś w połowie XX wieku, w pewnym włoskim mieście żył sobie Marcovaldo. Nasz bohater wiódł zupełnie przeciętne życie, chodził do mało opłacalnej pracy a wolny czas spędzał ze swoją żoną i szóstką dzieci. Od czasu do czasu zdarzało mu się wpaść jednak na jakiś szalony pomysł lub przeżyć dziwną przygodę. Trzeba bowiem dodać, że poczciwy Marcovaldo, choć niewątpliwie posiadał bujną wyobraźnię, nie grzeszył jednak sprytem a przy tym był nieco fajtłapowaty i z pewnością pechowy. Jednak kolejne niepowodzenia nie pozbawiały go ani pogody ducha, ani nie zniechęcały go przed kolejnymi próbami walki nie tylko ze swoją marną sytuacją majątkową, ale również otaczającym go obcym i wrogo nastawionym tworem – miastem.

 

Zaraz po premierze książka Marcovaldo wybitnego włoskiego prozaika Italo Calvino uznawana była za książkę dla dzieci. Ciężko się z tym zdaniem nie zgodzić, wystarczy przeczytać kilka pierwszych stron tekstu, by przekonać się, że zamiast ciężkiej prozy postmodernistycznej, otrzymujemy coś wyjątkowo lekkiego i przyjemnego w odbiorze. Dwadzieścia opowiadań osadzonych w różnych porach roku zostało idealnie skierowane do młodszego odbiorcy – nie dość, że całość została napisana prostym i barwnym językiem, to jeszcze tytułowy bohater zachowuje się niczym duże dziecko, co często owocuje wydarzeniami balansującymi na krawędzi rzeczywistości i surrealizmu. A wisienką na szczycie tego tortu niech zostanie wątek edukacyjny, pouczający morał płynący z każdej z krótkich opowieści, których struktura wyraźnie przypomina dwuwarstwową  formę przypowieści. Sympatyczni bohaterowie, brak seksu, przemocy i przekleństw – książka wprost stworzona dla młodego czytelnika.

 

Tylko czemu ten zbiór w księgarniach znajduje się w dziale z literaturą dla dorosłych?

 

W przypadku zbioru opowiadań Italo Calvino to właśnie to alegoryczne drugie dno, często niedostępne i niezrozumiałe dla młodego czytelnika, zdaje się być ważniejsze niż same przygody tytułowego bohatera. Tak naprawdę postać fajtłapowatego Marcovaldo jest jedynie pretekstem do dyskusji nad kondycją współczesnego autorowi miasta. I chociaż poszczególne opowiadania powstawały na przestrzeni lat ‘50 i ’60 minionego wieku, to ciężko oprzeć się wrażeniu, że ich treść idealnie dopasowuje się również do XXI wieku.

 

Miasto z kart Marcovaldo to ogromny twór, któremu daleko do cichych i uroczych miasteczek włoskich. Wciąż odczuwalna jest w nim ciężka atmosfera ery industrialnej, która zamieniła miasta w zatłoczone skupiska ludzi, pozbywając się z tkanki miejskiej wszelkich oznak natury. Powoli zaczynają pojawiać się pierwsze oznaki konsumpcyjnego i komercyjnego stylu życia, przy trasach znajdują się billboardy reklamowe, nocą okolicę oświetlają kolorowe neony a mieszkańcy gnają na zakupy do wypełnionych po brzegi towarem supermarketów. Co gorsza wszyscy gdzieś spieszą, trwają w pogoni za pieniądzem. Jak w tym świecie może odnaleźć się przeciętny (nawet bardzo), niewykwalifikowany i niezbyt rozgarnięty mieszkaniec metropolii?

 

Italo Calvino roztacza przed nami nieco przerysowaną, aczkolwiek zmuszającą do refleksji wizję ludzi, którzy żyją w zupełnym odseparowaniu od natury. Dzieci nie widzą zbyt wielkiej różnicy pomiędzy drzewami a tablicami reklamowymi, kolorowe światła neonów są dla nich nowymi gwiazdozbiorami. Miasto zdaje się na wszelkie możliwe sposoby negować każde oznaki natury. Próba spędzenia nocy na łonie natury w pobliskim parku kończy się dla naszego bohatera fiaskiem, a zrywane przez niego grzyby są skierowaniem na toksykologię. Chociaż wiele na to wskazuje, Calvino nie opiera jednak swojej twórczości na stereotypach i zaprezentowana przez niego prowincja nie jest wcale synonimem arkadii. Pobyt jednego z synów Marcovaldo na wsi nijak ma się do wizji jego ojca o radosnym i beztroskim obcowaniu z przyrodą. Na szczególną uwagę zasługuje z pewnością opowiadanie „Ogród upartych kotów”, które stawia duży znak zapytania nad kwestią stłamszenia natury przez miasto i zamieszkującego je człowieka.

 

Marcovaldo jest więc paradoksem. Z jednej strony Calvino raczy nas mało wymagającymi historyjkami, z fabułą przywodzącą na myśl filmowy slapstick, które niewątpliwie dostarczą nam rozrywki i wywołają uśmiech na twarzy. Z drugiej, tej mniej oczywistej strony snuje on poważne refleksje na temat kondycji miasta i jego relacji z naturą. Niestety, przypominające historię Flipa i Flapa czy kreskówkowego Kaczora Donalda przygody bohatera i jego rodziny zdają się zagłuszać ten jakże ciekawy i wciąż nie tracący na ważności wątek, co prawdopodobnie zaowocowało wytypowaniem wychowanego na bajkach młodego czytelnika na głównego odbiorcę tego tekstu. Nie należy się jednak zrażać tą pozorną prostotą i dać szanse tym opowiadaniom. Warto bowiem pamiętać, że pozory mylą a pierwsze wrażenie, choć najważniejsze, często mija się z prawdą.

 

O Włoszech

Szlakiem literatury zagranicznej