703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Travesti

 

Mircea Cărtărescu

tłum. Joanna Kornaś-Warwas

Czarne, 2007

 

Wiktor, 17-letni mieszkaniec Rumunii, był dość naiwnym chłopcem. Chciał zostać pisarzem, jednak jego wyobrażenia o tym fachu miały więcej wspólnego z mitami o romantycznych wieszczach, niż ze smutną rzeczywistością lat 70. XX wieku. Twierdził, że dobry artysta powinien żyć w odosobnieniu, najlepiej w mało komfortowych warunkach, cierpieć i cały swój ból przelewać na karty kolejnych dzieł.

 

Dorosły Wiktor już wie, że to nieprawda, życie samo zweryfikowało jego dawne poglądy. I choć udało mu się zostać pisarzem, to jednak jego obecna postawa zaprzecza wszystkiemu , w co wierzył. Dopiero teraz, po wielu latach, jest gotowy stanąć oko w oko ze swoimi młodzieńczymi przekonaniami. Wrócić na moment do pewnego szkolnego obozu i zrozumieć to, co się wówczas wydarzyło.

 

Travesti nie jest bowiem powieścią o rozwoju młodego artysty, lecz o odkrywaniu swojej osobowości. Cărtărescu opowiada o nieco zagubionym chłopcu, który gardzi wszystkimi doczesnymi rozrywkami swoich rówieśników (zwłaszcza ich inicjacjami seksualnymi), zamykając się niczym schizofrenik w swoim własnym świecie, szczelnie otoczonym ścianami pokrytymi poezją Rilkego. Zamiast towarzystwa przyjaciół wybiera książkę lub samotny spacer w głuszy, kreując się na prawdziwego outsidera. A może Wiktor naprawdę stoi na krawędzi szaleństwa? Wieczorami trapią go okropne wizje, zupełnie sprzeczne z jego czystym światopoglądem oraz powracają dziwne wspomnienia z przeszłości, których nie jest w stanie sobie wytłumaczyć. Bohater skrywa w sobie tajemnicę, potrzebuje jednak czasu, by ją w pełni zrozumieć.

 

Mircea Cărtărescu stworzył opowieść, nie tylko ciekawą i pełną niedopowiedzeń (choć tytuł wiele tłumaczy). Niezwykle odważną, ale również pięknie napisaną. Ten rumuński pisarz jest mistrzem słowa, wie jak posługiwać się językiem, by stworzyć gęste opisy, balansujące na granicy przejmującego horroru i seksualnego uniesienia. Tworzy świat doszczętnie przesiąknięty oniryzmem, w którym nie ma miejsca na wytarte frazesy. Tutaj też należą się słowa uznania dla tłumaczki, Joanny Kornaś-Warwas, która w pełni udźwignęła ciężar przetłumaczenia tego tak trudnego tekstu.

 

Travesti nie przypadnie jednak do gustu wszystkim czytelnikom. Jest to książka tak naładowana odmiennością i oniryzmem, że jej lektura nie zalicza się do tych najłatwiejszych, surrealistyczne wizje natomiast sprawiają, że nie jest też przyjemna. Nie pomaga również zdecydowana przewaga treści poetyckich nad opisywaną akcją. Dlatego ta pozycja Cărtărescu sprawdza się świetnie w przypadku tych najbardziej wymagających czytelników, którzy w literaturze szukają oryginalności.  Inni po kilku pierwszych stronach zostaną skutecznie zniechęceni brakiem wyraźnie nakreślonej akcji. Mimo to warto się zmierzyć z tą książką, której lektura przypominała mi spacer w wyjątkowo mroźny i śnieżny zimowy poranek – mało przyjemne a nawet lekko irytujące w pierwszym odczuciu doświadczenie z czasem zamienia się w prawdziwą ucztę dla zmysłów, o uczuciu ulgi i zadowolenia na samym końcu takiej wyprawy nie wspominając.