703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero

 

Magdalena Rittenhouse

Wydawnictwo Czarne. 2013

 

Czy istnieje jakieś miasto na świecie, które jednoznacznie symbolizuje spełnienie marzeń i zdaje się zwiastować szybki rozwój kariery i napływ dużej gotówki? W zależności od upodobań możemy typować różne miejsca, choć i tak zapewne szybko dojdziemy do wspólnego wniosku, że z całą pewnością jest nim Nowy Jork. Chociaż powyższe założenie jak ulał pasuje do sposobu, w jaki zwykło się mówić ogólnie o Stanach Zjednoczonych, to jednak właśnie to położone na wschodnim wybrzeżu miasto szybko stało się najbardziej obleganym i pożądanym miejscem na terytorium USA. Pierwszym obrazem, jaki staje nam przed oczami na myśl o tym kraju jest albo Statua Wolności, albo wysokie wieżowce Manhattanu. Co jest takiego w tym mieście, że swoją popularnością przebiło stolicę państwa, Waszyngton?

 

Magdalena Rittenhouse, polska dziennikarka i tłumaczka, postanowiła zabrać nas na krótką wycieczkę po tym intrygującym mieście, lub raczej po jego rdzeniu, jakim jest Manhattan. Przyzwyczailiśmy się do tego, że zewsząd otaczają nas reportaże o krajach zmagających się ze wszelkiego rodzaju problemami, począwszy od skrajnej biedy po skorumpowaną władzę. Stajemy się ekspertami w dziedzinie krajów bałkańskich, syberyjskich pustkowi, czy afrykańskich konfliktów, zajmujemy nasze umysły krainami w których rzeczywistość prezentuje się znacznie gorzej niż w Polsce. Bo co może być fascynującego w miejscach dobrze rozwiniętych, w których średni standard życia prezentuje się na całkiem zadowalającym poziomie? Poza tym o Nowym Jorku każdy posiada dogłębną wiedzę i nic nie jest w stanie nas tam już zaskoczyć.

 

Czyżby?

 

Na początek – skrócona lekcja historii, czyli powrót do opowieści o Holendrach, którzy to, jak głosi legenda, zakupili od Indian Manhattan za garść nędznych paciorków. A co jeśli ta powtarzana przez wieki opowieść jest nie do końca prawdziwa? Co jeśli owa transakcja wyglądała nieco inaczej? W tym miejscu, już na samym początku tego liczącego 400 stron tomu, autorka daje nam do zrozumienia, czym tak właściwie jest ta książka. Rittenhouse wcale nie wciela się w niej w rolę przewodniczki, która mechanicznie powtarza wyuczone z bedekerów suche informacje przyprawiając swoich słuchaczy o nagłe ataki narkolepsji. Zamiast powielać znane od lat fakty, stara się ona je podważać, lub dochodzić ich genezy, przez co kolejne rozdziały jej książki przypominają krótkie reportaże, czy nawet fabularyzowane opowieści. W ten sposób próbuje ona odtworzyć początki Nowego Jorku, od wspomnianej już legendarnej transakcji, przez powstanie Wall Street (którego nazwa bynajmniej nie wzięła się z powietrza, lecz ma prawdziwy związek z murem), aż po tłumy imigrantów zajmujących obszar Ellis Island, które u bram celu podróży witała imponująca Statua Wolności. To opowieść o tym, jak z małej osady indiańskiej miejsce to przemieniło się w prawdziwy tygiel narodów, nieco wybiórcza, ale z całą pewnością treściwa.

 

Manhattan

 

Po tak przyspieszonym kursie historii możemy ruszyć na wędrówkę ulicami Nowego Jorku. Nie będzie to jednak spacer z mapą w ręku (choć taką znajdziemy na wewnętrznych stronach okładki książki) z przystankami przed kolejnymi ważnymi budynkami. Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero to raczej podróż wiedziona pewnymi skojarzeniami, skupiająca się raczej na określonym motywie, niż na konkretnym miejscu, które stanowi jedynie punkt wyjścia do szerszej dyskusji. Rittenhouse dołożyła ponadto wszelkich starań by stworzony przez nią obraz Manhattanu był wielowymiarowy i odbiegał od tego, co możemy przeczytać w pierwszym lepszym opracowaniu dotyczącym Nowego Jorku. I tak obok standardowego obrazu wielkiego miasta z drapaczami chmur, Mostem Brooklińskim i Times Square, wyłania się przed czytelnikiem miejsce, w którym lokalne społeczności starają się z uporem maniaka przywrócić naturalną zieleń, o którym prawdopodobnie niewiele osób do tej pory słyszało. Zamiast po raz kolejny relacjonować ze szczegółami atak na World Trade Centre, autorka woli poświęcić nieco miejsca kwestii powstania meczetu w Strefie Zero. Poza tym miasto to nie tylko budynki, ale również (a może nawet przede wszystkim) i społeczeństwo. Autorka poświęca niektóre rozdziały oddolnym inicjatywom mieszkańców Wielkiego Jabłka, jak chociażby już wspomnianej kwestii przywracania dzikich terenów zielonych w centrum, niedawnej okupacji Wall Street, czy miejscu w którym można szkolić się w sztuce opowiadania historii. Dzięki takim rozdziałom Nowy Jork, ta wielka betonowa dżungla, zyskuje bardziej ludzką twarz i staje się nam nieco bliższa.

 

High Lane Park, czyli chwasty w Nowym Jorku (http://www.thehighline.org)

 

Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero nie jest tym, co zdaje się zwiastować tytuł. Nie znajdziemy tutaj opisu całego miasta, ani chronologicznego porządku wydarzeń. Otrzymamy za to ciekawe opowieści o miejscu, które niektórzy odważnie określają mianem stolicy świata. Nagromadzenie różnych wątków i motywów daje czytelnikowi możliwość poszerzenia swojej wiedzy o kolejne ciekawostki z dziedziny architektury, sztuki, mody, inżynierii, czy gospodarki oraz umożliwi wgląd w życie codzienne jego mieszkańców. Warto dodać, że Magdalena Rittenhouse jest nie tylko dobrą obserwatorką, ale również może pochwalić się dość dobrym warsztatem pisarskim (choć to dopiero jej debiutancka książka). Dzięki temu lektura tej pozycji jest prawdziwą przyjemnością intelektualną od której momentami wprost trudno się oderwać.

 

Czy znajdziemy tutaj odpowiedź na pytanie dotyczące fenomenu Nowego Jorku? Chyba nie rozczaruję nikogo mówiąc, że nie, ponieważ jednoznaczne wytłumaczenie tej kwestii po prostu nie istnieje. Książka Rittenhouse pomoże nam za to nieco lepiej go zrozumieć, przyswoić i oswoić, ale wciąż pozostawiając miejsce na stawianie pytań i poszukiwanie odpowiedzi. Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja, osoba której daleko do wyrażania zachwytów pod adresem USA, po zakończeniu lektury poczułam, że mój poziom sympatii w stosunku do Nowego Jorku zaczyna powoli wzrastać.