703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Trociny

Trociny - Varga Krzysztof

Autor: Krzystof Varga

Wydawnictwo Czarne, 2012

 

Pierwsza z serii książek nominowanych do Nike.

 

Podchodziłam do tej lektury z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony słyszałam o niej dużo dobrego ale perspektywa przeczytania 367 stron rozmyślań pięćdziesięcioletniego mężczyzny nie napawała mnie zbytnim optymizmem. Obawy nasiliły się po pobieżnym przekartkowaniu książki i odkryciu, że w całym tekście nie ma ani jednego dialogu. Chcąc nie chcąc rozpoczęłam lekturę i już po kilku pierwszych stronach pozbyłam się wszelkich uprzedzeń.

 

Trociny to zapis rozmyślań Piotra, pięćdziesięcioletniego komiwojażera, który utknął w pociągu na trasie do Wrocławia.  Jednak nie oznacza to wcale, że jesteśmy zamknięci w jednej przestrzeni. Wręcz przeciwnie, Piotr w swoich rozmyślaniach w nieco chaotyczny sposób pokazuje nam historię swojego dotychczasowego życia. Nie są to jednak sentymentalne wspomnienia, próżno tutaj szukać tęsknoty za minionymi dniami. Nasz bohater darzy negatywnymi uczuciami wszystko i wszystkich – swoich rodziców, byłą żonę, współpracowników, polską wieś, religię itd. Na palcach jednej ręki można policzyć to, co sprawia mu przyjemność.

 

Treść tej książki to tak naprawdę krytyczne spojrzenie na Polskę i polskość. Zarówno tą tradycyjną, jak i tą nowoczesną. Autor za pomocą swojego bohatera demaskuje wiele cech typowych dla przeciętnego, wręcz stereotypowego Polaka. Znajdziemy tutaj kilka słów o katolicyzmie, miłości do sportu a nawet komentarz dotyczącey polskiej kuchni. Wiele razy podczas lektury uśmiechałam się i myślałam ‘prawda, to dokładnie tak wygląda’, czasami jednak czerwieniłam się ze wstydu. W tym strumieniu narzekań każdy niestety znajdzie również coś o sobie. A skoro już o narzekaniu mowa – pomimo ogromniej niechęci do Polski, nasz główny bohater wprost emanuje jedną z najbardziej polskich cech – ciągłym wyrażaniem niezadowolenia z życia. Chcąc nie chcąc jest Polakiem, mieszka w Polsce i jest wprost przesiąknięty polskością. I chociaż nie wiem, jak mocno by się tego wypierał, nie uda mu się tej cechy pozbyć. Ma ją już zapisaną w genach.

 

Trociny to nie tylko książka ciekawa ale również bardzo dobrze napisana. Autor, w tym skąd inąd anty-Polskim tekście, robi doskonały użytek z języka polskiego. Język Vargi jest dość bogaty, pojawia się tutaj sporo zadziwiających ale jednak niezwykle trafnych porównań oraz metafor. Mimo że tekst ma formę monologu wewnętrznego i niektóre zdania ciągną się prawie przez pół strony, całość czyta się bardzo płynnie. Na pochwałę zasługuje również umiejętne sterowanie naszymi uczuciami względem głównego bohatera. Przez większą część książki nie darzymy go zbyt wielką sympatią, później przez chwilę mu współczujemy aż w końcu… No właśnie, koniec jest wyjątkowo zaskakujący. Jednym przypadnie do gustu, innym nie. Mnie wprawił w zakłopotanie, poczułam się, jakby ktoś podrzucił mi kukułcze jajo, z którym jeszcze nie wiem, co zrobić. I w sumie nie wydaje mi się, żebym szybko znalazła wyjście z tej sytuacji.

 

Ta książka Vargi to lektura wyjątkowa. Nie dość, że czyta się ją bardzo dobrze, to jeszcze zmusza do refleksji. Nie ma chyba osoby, która po przeczytaniu całości stwierdziłaby ‘mnie to nie dotyczy’ i szybko by o niej zapomniała. Nie dziwię się, że Varga dostał za nią nominację do nagrody Nike, bo z pewnością sobie na to zasłużył. A co najważniejsze, jest to tekst ponadczasowy. Za kilkanaście lat być może przybędzie w nim kilka przypisów ale treść pozostanie wciąż aktualna. Chociaż nie jestem pewna, czy to jest akurat powód do radości.