703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

To oślepiające, nieobecne światło

To oślepiające, nieobecne światło - Tahar Ben Jelloun

Tahar Ben Jelloun

tł. Małgorzata Szczurek

Karakter, 2008

 

Maroko jak każde młode afrykańskie państwo (niepodległość odzyskało dopiero w 1956 roku) zmagało się z problemem ukształtowania własnego kraju. Społeczeństwo było zawiedzione formą, jaką przybrała władza oraz z jej decyzjami, co znalazło odbicie w licznych demonstracjach i protestach. Narastające niezadowolenie doprowadziło nawet do zamieszek oraz próby zgładzenia króla Hassana II. Monarcha z tej nieudanej próby zamachu wyszedł bez szwanku, natomiast zamachowcy zostali pojmani i wtrąceni do więzienia. Zamiast oczekiwanej kary śmierci zostali jednak poddani znacznie gorszej próbie. W zamian za ocalenie życia mieli spędzić kilkanaście lat w tajnym więzieniu, gdzie każdy skazany został zamknięty w maleńkiej celi doszczętnie pozbawionej światła.

 

Jednym z więźniów jest głównych bohater i narrator Tego oślepiającego, nieobecnego światła, Salim, któremu jako jednemu z nielicznych udało się dożyć końca wyroku i powrócić do normalnego życia. Od samego początku wiadomym jest, że kara śmierci wydaje się zbawienna w porównaniu z tym, na co zostali skazani zamachowcy. Wyjątkowo mała przestrzeń życiowa, skąpe racje żywnościowe, brak prywatności i przede wszystkim wszechogarniająca ciemność. Nic więc dziwnego, że liczba więźniów z czasem zaczęła gwałtownie spadać, takie warunki sprzyjają rozwojowi chorób, nie tylko tych fizycznych, ale również (a nawet przede wszystkim) psychicznych.

 

Salim przeżył, ponieważ zachował zdrowy rozsądek i potrafił myśleć w sposób racjonalny. By nie popaść w odmęty szaleństwa i demencji, starał się codziennie trenować swój umysł, do czego również zachęcał swoich współwięźniów. Wspólne opowiadanie zasłyszanych historii, streszczanie przeczytanych książek, wymyślanie opowieści a nawet nauka angielskiego. Wszystko to pozwalało skazanym nie tylko na pobudzanie aktywności mózgu, ale również na zachowanie pozorów normalności. Ustalanie planu dnia oraz innych zasad, sprawiło, że długie i ciemne dni spędzone w izolacji stawały się nieco bardziej znośne.

 

Przy życiu Salima trzymało nie tylko umiłowanie wiedzy i zdrowy rozsądek, ale również wiara. Poświęcał on dużo czasu na recytację ustępów Koranu, oddawał się modlitwie i medytacji. Choć wielu z jego towarzyszy odeszło a ich śmierć poprzedzały niekiedy długie męczarnie, on nie panikował, nie tracił nadziei. Paradoksalnie, wraz z upływem czasu stał się niejako przywódcą wszystkich uwięzionych wraz z nim zamachowców, stojąc na straży zachowania ustalonych reguł i tym samym pozorów normalnego życia.

 

Książka ta, choć jest lekturą wywodzącą się z zupełnie innego kręgu kulturowego, idealnie wpisuje się w nurt europejskiej literatury obozowo-łagrowej. Już po pierwszych kilku stronach, czytelnik czuje, że trafił na znajomy grunt. Losy uwięzionych Marokańczyków korespondują z doświadczeniem osób, które trafiły do obozów koncentracyjnych, czy łagrów. Oczywiście skala, powód i przebieg tych form eksterminacji są zupełnie inne, jednak towarzyszące temu cierpienie oraz nieuchronna śmierć doskonale je łączy. Tahar Ben Jelloun, podobnie jak świadkowie masowych zagład w czasach II Wojny Światowej, zamiast uciekać do świata metafory, opisuje cierpienie i śmierć zgromadzonych tam osób w sposób jak najbardziej realistyczny. Nawet obraz powrotu głównego bohatera do życia na wolności idealnie pokrywa się z relacjami byłych więźniów obozów koncentracyjnych, na których psychice doświadczenie pobytu w takim miejscu zostawiło nieodwracalny ślad, pokazując, że koszmar uwięzienia nie kończy się wcale tak szybko, jak można by było się tego spodziewać.

 

To oślepiające, nieobecne światło to świetny przykład opowieści, która chociaż brzmi dla nas, polskich czytelników, znajomo, to jednak opowiedziana przez Tahara Ben Jellouna uzupełnia ją o nowy, nie tylko egzotyczny, ale i duchowy kontekst. Jakby nieco na przekór przyjętym standardom, nie jest to jednak książka pogrążona w ciężkiej, niemal grobowej atmosferze. Wręcz przeciwnie, opanowanie i wiara Salima stanowi przeciwwagę dla całego kontekstu, w którym się znalazł. Autor zamiast napisanego surowym językiem sprawozdania oferuje czytelnikom niemalże poetycki, plastyczny opis, który jedynie pozornie kontrastuje z drastycznymi i naturalistycznymi opisami losów więźniów. W rzeczywistości ten kontrast pomiędzy językiem a treścią sprawia, że jest to książka nie o pobycie w pozbawionym światła więzieniu, nie o cierpieniu zamkniętych tam osób, ale o silnej woli i nadziei, która nie jest wcale matką głupich i może sprawić cuda.