703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

W oparach absurdu

W oparach absurdu - Słonimski Antoni,  Tuwim Julian

Z okazji roku Tuwima.

 

W oparach absurdu kusiło mnie już od dawna, niestety jakoś zawsze odciągałam w czasie zakup tej pozycji. Aż tu pewnego dnia wchodzę na stronę mojego ulubionego antykwariatu i co widzę? Egzemplarz jednej z moich wymarzonych lektur! Uznałam to za znak od losu i kilka dni później trzymałam już ów tomik w ręce i jak tylko skończyłam wszystkie zaplanowane lektury, od razu zabrałam się za ten nowy nabytek.

 

Myślę, że ten rok powinien się okazać idealną okazją na zerwanie raz na zawsze z wizytówką Tuwima jako autora Lokomotywy. Tuwim wielkim poetą był i przyklejanie mu metki poety piszącego wesołe wierszyki dla dzieci jest niezwykle krzywdzące. Tworzył on również dla dorosłych, aczkolwiek i w tym przypadku często spod jego pióra wychodziły teksy o charakterze żartobliwym, co jest zresztą doskonale widoczne w tym tomiku.

 

W oparach absurdu to zbiór tekstów satyrycznych, które Tuwim napisał razem z Antonim Słonimskim w latach 1920-1936. Rzecz zdecydowanie na poprawę nastroju, jednak jeśli ktoś spodziewa się komizmu sytuacyjnego, może się lekko rozczarować. Panowie preferują humor lingwistyczny (co chyba nie jest dla nikogo zaskoczeniem), więc w tym tomiku znajdziemy gro żartów bazujących na zabawie z językiem. W dodatku wszystkie, zgodnie z tytułem, ocierają się o absurd. I tak mamy tutaj zmyślone doniesienia z kraju, kroniki wypadków, recenzje czy też fikcyjne ogłoszenia.

 

Wady? Ciężko jakiekolwiek znaleźć. To, że nie przy wszystkich żarcikach wybuchamy śmiechem raczej ciężko jest uznać za wadę. Ot, normalna kolej rzeczy. Trzeba również wziąć poprawkę na czas, który upłynął od publikacji poszczególnych wydań primaaprilisowych (bo to z nich pochodzą zebrane w tym tomie teksty). Nie jesteśmy w stanie wyłowić (i zrozumieć) wszystkich aluzji, bez naprawdę dobrej znajomości tamtych realiów.

 

Komu polecam?

 

Wszystkim. Dosłownie. Myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.