703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Nie ma jednej Rosji

Nie ma jednej Rosji - Barbara Włodarczyk

Barbara Włodarczyk

Wydawnictwo Literackie, 2013

 

Barbara Włodarczyk - dziennikarka, korespondentka TVP w Rosji - zdecydowała się przenieść na papier swoje reportaże telewizyjne ukazujące życie codzienne mieszkańców tego kraju. Swój zbiór przewrotnie nazwała Nie ma jednej Rosji – z jednej strony udana parafraza nazwy dominującej partii z Putinem na czele, z drugiej trafne odzwierciedlenie różnorodnej struktury tamtego społeczeństwa.

 

Mówisz 'książka o Rosji' - ja już jestem w księgarni. Chcę ją zamówić (akurat zbliżał się Dzień Matki, idealny pomysł na prezent) a tu pojawia się problem - zarówno w Empiku, jak i w Matrasie brak dostępnych egzemplarzy. W przeciągu kilku dni po premierze wszystkie egzemplarze rozeszły się jak ciepłe bułeczki. I w tym momencie powstało w mojej głowie pytanie - czy jest to książka fenomenalna, czy po prostu księgarnie dysponowały małym nakładem? I chociaż kilka dni później udało mi się ją zdobyć, za znalezienie odpowiedzi na to pytanie zabrałam się dopiero teraz.

 

Wnioski są przewidywalne: nie jest to żaden fenomen, nie znalazłam tutaj nic odkrywczego, nic nadzwyczajnego. Ta mała czerwona książeczka (sic!) kryje w sobie za to sporą dawkę bardzo dobrze napisanych reportaży. Autorka sprytnie pokazuje czytelnikowi to rozwarstwienie Rosji, o którym mówi się coraz częściej. Z jednej strony widzimy bogatą projektantkę mody, z drugiej bezdomne dziecko, które spędza całe swoje życie na dworcu. Znajdziemy tutaj również kilka portretów pełnych absurdu, jak chociażby wizyta w sekcie czczącej Putina. Zwiedzimy wielofunkcyjny dom starców, zawitamy do szkoły kadetek, przejdziemy się moskiewskim metrem. W każdym reportażu zwiedzimy inną lokację, spotkamy innych bohaterów. Na monotonie nie możemy narzekać.

 

Reportaże czyta się wyjątkowo dobrze, już na pierwszy rzut oka widać, że pani Włodarczyk związana jest z telewizją. Autorka skupia się na zwięzłym przedstawieniu akcji, oszczędzając czytelnikowi brnięcia przez przydługie opisy. Sama również jest w nich obecna, od czasu do czasu wtrąca własne spostrzeżenia, jednak cały czas na pierwszym planie pozostają bohaterowie danego reportażu. Stara się ona nie ingerować w to, co dzieje się wokół niej, nawet jeśli dochodzi do porwania dziewczyny, czy gdy towarzyszy grupie neofaszystowskiej. Jedynym wyjątkiem jest przypadek bezdomnego chłopca, którego chce zaprosić na śniadanie. Ten jednak odmawia i upomina dziennikarkę mówiąc: „Przecież mamy filmować moje prawdziwe życie”.

 

Jednak najbardziej przypadł mi do gustu reportaż o leśniczym-kłusowniku znad jeziora Bajkał. Dlaczego? Tutaj sięgamy daleko poza strefę miejską. Oczywiście Moskwa to nieskończone źródło inspiracji dla każdego reportera, jednak i ona wypada blado w porównaniu z tą Rosją nieco bardziej dziką (żeby nie powiedzieć dziewiczą). W tym jednym reportażu autorce udało się opisać przyrodę (Bajkał i okolice), mniejszość etniczną (Buriaci) oraz wspomnieć o miejscowych zwyczajach (błogosławieństwo od szamana). To wszystko oczywiście zostało zaprezentowane w odniesieniu do współczesnych realiów rosyjskich, w których oczywiście kluczową rolę pełni alkohol.

 

Nie ma jednej Rosji to książka ciekawa i dobrze napisana, ale… No właśnie, jest jakieś ale. To ale tyczy się wydawcy. Całość jest dobrze wydana, poręczny format, dobry papier, duże litery – czyta się idealnie. Niestety, gorzej jest z ilustracjami, które wyglądają jak stop-klatki z filmowych wersji reportaży. Nieostre, a przez to mało czytelne, wyglądają zdecydowanie mało estetycznie. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się takiego bubla po tak renomowanym wydawnictwie. Nie mniej jednak polecam ją wszystkim tym, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej o życiu współczesnych Rosjan. Oczywiście o ile nie oglądali już filmowej wersji tych reportaży.

 

 

A ja wciąż czekam na książkę, która odstawi na bok Moskwę i zajmie się rosyjskim interiorem.