703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Podróże z Charleyem

 

John Steinbeck

tłum. Bronisław Zieliński

Prószyński i S-ka, 2014

 

Jest rok 1960. John Steinbeck, autor m.in. takich dzieł jak Grona Gniewu czy Myszy i ludzie, opuszcza swój dom w Sag Harbour. Wsiadał się do kampera, któremu nadał jakże wymowne imię Rosynant, odpala silnik i wyrusza w drogę. Przed nim 10 000-milowa podróż, tułaczka po amerykańskich szosach, wzdłuż i wszerz tego czwartego co do wielkości państwa na świecie. Dwa i pół miesiąca wędrówki, w której jedynym towarzyszem 58-letniego pisarza będzie pies Charley. A to wszystko po to, by zbadać kondycję społeczeństwa amerykańskiego AD 1960 i następnie swoje spostrzeżenia spisać w formie reportażu.

 

Steinbeck i jego wierny towarzysz w trakcie swojej podróży zahaczają o niemal wszystkie stany Ameryki. Są w dużych miastach i małych miasteczkach. Jadą przez tereny silnie zurbanizowane i zupełne pustkowia. Spotykają na swojej drodze ludzi mniej i bardziej uprzejmych. Odwiedzają miejsca znane autorowi, w niektórych goszczą po raz pierwszy. Są to typowe atrakcje turystyczne, jak również miejsca w które nikt przeważnie nie zagląda. Jednym słowem, jest to niezwykle przekrojowa podróż, z której możemy dowiedzieć się doprawdy wiele interesujących faktów na temat USA. Przynajmniej w teorii.

 

Rzeczywistość okazuje się jednak zupełnie inna. Owszem, Steinbeck odbywa podróż po swojej ojczyźnie, ale szybko się dowiadujemy, że społeczeństwo stanowi jedynie tło tej powieści. Na pierwszym planie bezsprzecznie pozostaje sama droga, motyw tak typowy dla kultury amerykańskiej. W momencie w którym autor dociera do Chicago (gdzie spotyka się ze swoją żoną), jego misja bycia w drodze zamienia się w chęć jej najszybszego przebycia. Na swój sposób jest to więc powieść drogi, w której bohater okrąża kraj, nie tyle w celach turystycznych, co z zamiarem oderwania się od rzeczywistości. Oczywiście pierwotny zamiar stworzenia obrazu współczesnych Amerykanów nie znika kompletnie z kart tej książki. I tak zamiast mrożących krew w żyłach przygód osoby podróżującej od wybrzeża do wybrzeża, mamy tutaj spokojne uwagi podróżnika dotyczące otaczającej go rzeczywistości.

 

Obraz Stanów Zjednoczonych, jaki wyłania się z Podróży z Charleyem, jest niezwykle cenny. Z historii doskonale pamiętamy, że lata 60. XX wieku stanowiły punkt przełomowy w historii społeczeństwa. Rewolucja seksualna, wyzwolenie kobiet, pozbycie się segregacji rasowej, kult młodości i wyraźniejsze zaznaczenie się nowej grupy wiekowej, nastolatków – wszystko to zdarzyło się w ciągu jednej dekady. W 1960 roku wszystkie te przemiany nie nabrały jeszcze rozpędu, dlatego to, co widział Steinbeck szybko z obrazu współczesnej Ameryki zamieniło się w ostatni obraz Ameryki tej nieco bardziej tradycyjnej. Najdobitniej widać to, gdy autor dociera na przesycone rasizmem południe, gdzie segregacja rasowa jest wciąż na porządku dziennym. Z drugiej strony na prezydenta za moment zostanie wybrany Kennedy, przedstawiciel Demokratów, niosący ze sobą pewien powiew świeżości. Jednym słowem – jest to ciekawy obraz Ameryki stojącej w rozkroku, pomiędzy starym a nowym porządkiem.

 

Książka Steinbecka z prawdziwym reportażem ma jednak niewiele wspólnego. Raz: taki tekst powinien być obiektywny, dwa: powinien oddawać rzeczywistość. Tymczasem tutaj obecność autora wielokrotnie dominuje obserwacje. Mało to, już po śmierci autora okazało się, że fakty zawarte w Podróżach z Charleymem zostały w dość znaczny sposób podkolorowane. Fikcja miesza się z rzeczywistością, nie można być pewnym, czy osoby, które autor spotkał na swojej drodze faktycznie istnieją, czy może są one jedynie wytworem wyobraźni Steinbecka. Oczywiście wydarzenia dodane, czy nieco naciągnięte przez autora nie są nieprawdopodobne, każda taka sytuacja mogła się zdarzyć. Niesmak jednak pozostaje.

 

Podróże z Charleyem znajduje się gdzieś pomiędzy reportażem, powieścią drogi a autobiografią autora. Fakty mieszają się z fikcją, choć bez wcześniejszego uprzedzenia nie sposób odkryć drobnego oszustwa Steinbecka. Nie jest to może książka rewolucyjna, która demaskuje niewygodne fakty dotyczące amerykańskiego społeczeństwa, czy samego autora, nie ma w niej wartkiej akcji, ale jednak coś sprawia, że trudno się oderwać od jej lektury.