703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian

 

Ziemowit Szczerek

Korporacja Ha!art, 2013

 

Pierwsza połowa 2014 roku zdecydowanie należała do Ukrainy. Niewinny protest na kijowskim majdanie przerodził się w prawdziwą rewolucję. Utrata części terytorium, zmiana władz i wciąż nieustabilizowana sytuacja we wschodniej części kraju - media non stop atakują nas kolejnymi wiadomościami zza naszej wschodniej granicy. Choć sytuacją na Ukrainie poruszona była cała Europa, to jednak tu, w Polsce, mówiło się o niej najwięcej. W końcu to państwo jest naszym sąsiadem i to sąsiadem szczególnym z którym łączą nas specyficzne, słodko-gorzkie stosunki.

 

Więzi łączące Polskę i Ukrainę zdecydował zbadać się Ziemowit Szczerek. Zamiast jednak wertować księgi w bibliotece i przeprowadzać skomplikowane badania, on wziął plecak i pod pretekstem pracy reporterskiej wyruszył na podbój Ukrainy. Z butelką wysokoprocentowego balsamu „Wigor” w ręce beztrosko porusza się po tym rozległym kraju. Trochę zwiedza, choć tak naprawdę to poznawanie zabytków nie jest jego głównym celem w tej wyprawie. On woli obierać te mniej oficjalne ścieżki, od zamków i pałaców woli te mniej reprezentacyjne dzielnice miast. Z chęcią zawiera znajomości z mieszkańcami (koniecznie przypieczętowane kroplami alkoholu), ginie w oparach marihuany, chłonie miejscowy koloryt.

 

Efektem tych podróży jest nagrodzona Paszportem Polityki książka o dość osobliwym tytule Przyjdzie Mordor i nas zje. To nawiązująca nieco do konwencji powieści drogi relacja z wielokrotnych wypraw zza wschodnią granicę, obraz Ukrainy jeszcze sprzed tegorocznych zamieszek. Kraju nieco zacofanego, biednego, który, choć marzy o dołączeniu do struktur Unii Europejskiej, wciąż nie może pozbyć się naleciałości poprzedniego ustroju.

 

Jednak Ukraina wcale nie jest jedynym przedmiotem obserwacji Szczerka, już od pierwszych stron książki na pierwszy plan wysuwają się bowiem nasi rodacy. Autor niemal na każdym kroku spotyka Polaków, którzy z różnych pobudek ściągnęli na wschód. W jakim celu? Cóż, zrobili to z przyczyn tak mało chwalebnych, że wstyd im się do tego przyznać, choć i tak mieszkańcy Ukrainy doskonale je znają. Jak stwierdza jedna z bohaterek książki:

 

„Przyjeżdżacie tutaj, bo w innych krajach się z was śmieją. I mają was za to, za co wy macie nas: za zacofane zadupie, z którego się można ponabijać. I wobec którego można poczuć wyższość.”

 

Bądźmy szczerzy – dziewczyna trafiła w sedno.

 

Szczerek za pomocą swojej opowieści skutecznie burzy mit o romantycznych wyprawach na dzikie ukraińskie stepy, podążania śladami wybitnych Polaków, czy by oddać hołd jakiemuś skrawkowi polskości, który wciąż pozostaje tam widoczny. To nie patriotyzm nas tam ciągnie, ale raczej zwątpienie w jego słuszność. Podróż na wschód działa jak oczyszczenie, przekraczając ponownie Polską granicę z najgorszego miejsca na ziemi ojczyzna zamienia się w krainę mlekiem i miodem płynącą. Przynajmniej na tych kilka pierwszych godzin.

 

Szczerek podróżując po Ukrainie na kartach Przyjdzie Mordor i nas zje nie chce wcale pokazać nam Ukrainy. Jego opis jest niezwykle jednostronny i jak się dowiadujemy w trakcie lektury, nie musi wcale w pełni pokrywać się z prawdą. Ta książka to portret naszego wschodniego sąsiada widzianego nie okiem obiektywnego obserwatora, ale typowego polskiego turysty. Z jej lektury nie dowiemy się niczego nowego o Ukrainie (o tym, że tam piją, oszukują i żyją w nędzy doskonale już wiemy), za to usłyszymy wiele gorzkich słów o nas samych.

 

Ze względu na tą niezwykłą przewrotność polecam tą książkę każdemu, a zwłaszcza tym, którzy w ostatnim czasie gotowi byli ruszyć z Ukraińcami do boju – nawet oni dostrzegą tutaj cząstkę siebie.