703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Drugi dziennik

 

Jerzy Pilch

Wydawnictwo Literackie, 2013

 

Pilch w 2013 roku powrócił i to dwukrotnie. Rok otworzył swoją najnowszą prozą, zamknął go natomiast zbiorem felietonów. Te opublikowane pierwotnie na łamach Tygodnika Powszechnego teksty zostały wydane w formie dziennika oddającego rok z życia pisarza, jego refleksje, radości i zmartwienia. Pilch jest jeszcze bardziej szczery i otwarty, choć w dalszym ciągu nie skory do spontanicznych aktów ekshibicjonizmu.

 

Drugi dziennik w pierwszej chwili zdaje się być bratem bliźniakiem swojego poprzednika, wydanego w 2012 roku Dziennika. Pilch ponownie za pomocą swoich felietonów uchyla czytelnikowi rąbka tajemnicy otaczającej jego strefę prywatną. Owszem, lwią część swojego tekstu poświęca na komentowanie (przeważnie nieco uszczypliwe) innych książek i polemikę z ich autorami (tudzież wydawcami), ale w chwilach wytchnienia od spraw stricte zawodowych autor lubi, jak na prawdziwy dziennik przystało, pisać o swoim życiu osobistym. O ile w pierwszym tomie dziennika Pilch zgrabnie balansował na granicy tych dwóch światów, tak w wydanej w zeszłym roku kontynuacji pisarz coraz więcej miejsca poświęca sprawą osobistym, a zwłaszcza jednej – chorobie.

 

Nie jest tajemnicą, że Pilch od lat zmaga się z problemami zdrowotnymi. Najpierw musiał uporać się z chorobą alkoholową, teraz przyszło mu stawić czoła chorobie Parkinsona. Wyniszczająca przypadłość, która zdecydowanie ogranicza zdolności motoryczne chorego, wyraźnie nie daje spokoju autorowi i przez to staje się osią całego dziennika. Jego życie staje się powoli coraz bardziej podporządkowane jej działaniu, jej obecność ujawnia się nawet w doborze lektur, które niebezpiecznie oscylują wokół spraw ostatecznych. I chociaż w pewnym momencie Pilch zwierza się, że zamierzał ograniczyć do minimum częstotliwość pojawiania się w tekście słowa ‘choroba’, to jednak nigdy nie wcielił swojego postanowienia w życie. Po prostu się nie dało.

 

Z kart Drugiego dziennika spogląda na odbiorcę nie tylko człowiek chory, ale również osobnik wycofujący się z życia publicznego i towarzyskiego. Zamiast relacji z suto zakrapianych alkoholem przyjęć, czy przygód miłosnych , autor coraz częściej powraca myślami do swojej rodzinnej Wisły. Miejsce to zdaje się pełnić tutaj podwójną funkcję – z jednej strony stanowi punkt wyjścia do barwnych, nieco gawędziarskich wspomnień rodzinno-dziecięcych, z drugiej jawi się jako bastion wiary luterańskiej. Bo chociaż w poprzednim tomie Dziennika Pilch wszem i wobec ogłosił, że traci wiarę, to jednak ta kwestia wciąż powraca w jego felietonach. W dodatku wykracza ona poza tradycję z której wyrósł autor, co widać chociażby w satysfakcji z jaką przytacza informację, że przodkowie Jana Pawła II byli lutrami.

 

Obecność choroby i narastająca samotność nie oznacza wcale, że autor popada w minorowy nastrój i w swoich zapiskach żal przeplata poczuciem bezradności. Owszem, ten tom jest bardziej refleksyjny od poprzedniego, ale Pilch wciąż pozostaje sobą, mistrzem polskiej frazy, który uwielbia wciągać czytelnika w równego rodzaju gry a jego teksty są okraszone dużą dozą ironii. Dlatego wiele zapisów pojawiających się na kartach tej książki należy traktować z dystansem a nie jako prawdę objawioną. Jeśli Pilch pisze, że ogłosił casting na swoją asystentkę, to nie oznacza to wcale, że taka inicjatywa miała miejsce.

 

Drugi dziennik to lektura idealna dla tych czytelników, którzy doceniają styl Pilcha. Ci którzy liczą na pikantne informacje z życia autora muszą w dalszym ciągu obejść się smakiem. Owszem, autor bardziej otwiera się w tym tomie, niż w poprzednim, eksponuje swoją chorobę i stara się ją w pewien sposób oswoić. Obnaża również swoje fascynacje literackie (zwłaszcza zaskakującą słabość do literatury rosyjskiej), jednak na tym kończą się wszelkie przejawy ekshibicjonizmu. Na pierwszym planie nadal pozostaje prawdziwa literatura, a nie sensacja. Całe szczęście.