703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Echa

 

Wojciech Bonowicz

Biuro Literackie, 2013

 

Echo zawsze powraca. Raz wypowiedziane słowa wracają do autora z nieznacznym opóźnieniem tak, aby ich autor po raz kolejny mógł się w nie uważnie wsłuchać. Nieco słabsze, odrobinę rozmyte i wyciszone zawisają w powietrzu i pomimo pozornego braku mocy ze zdwojoną siłą uderzają w świadomość ich autora, po czym zupełnie zanikają.

 

Wojciechowi Bonowiczowi też zdarza się posłuchać echa, czego efekty możemy znaleźć w jego najnowszym tomiku poetyckim. Do poety powracają kolejno wspomnienia z beztroskiego dzieciństwa, rozmaite cytaty, przeczytane wiersze, obrazy. Powracają do niego te migawki codzienności, które z pewnych nieoczywistych przyczyn, być może towarzyszącym im uczuciom, czy panującej wokół atmosferze, zapisały się mocniej w pamięci autora. Zarówno obrazy dobre, jak i złe, choć w tym przypadku rozróżnienie dobra i zła może okazać się być dość względne.

 

Mówiąc o Echach nie sposób wspomnieć o kwestii najczęściej poruszanej w kontekście tego tomiku – o Oświęcimiu. Zacznijmy od nieporozumienia: wszyscy nagminnie mylą Oświęcim z Auschwitz, traktują oba słowa jak synonimy, choć wcale nimi nie są. Na nic zdadzą się upomnienia, że w kontekście wojny powinno się używać tej drugiej nazwy, ta pierwsza i tak większości osób kojarzy się jednoznacznie z okrutnymi latami wojny. Do nielicznych wyjątków należy Bonowicz, dla którego dym spowijający niebo nad Oświęcimiem kojarzy się z bezpieczeństwem ("Świąteczne popołudnie"). Los sprawił, że najbardziej beztroskie lata swojego życia spędził w mieście naznaczonym ludzkim cierpieniem, jego wspomnienia z tego miejsca osadzają się wokół radosnego biegania po łąkach, a nie sterty połamanych okularów. Autor sam wielokrotnie wspominał, że tragizm tego miejsca w pewien sposób go naznaczył, zwłaszcza, gdy przeprowadził się w wieku 7 lat do Krakowa, czego echo wyraźnie pobrzmiewa w szkolnym wspomnieniu "Pierwsza lekcja".

 

„Ilu ludzi zginęło w Oświęcimiu?”,
spytała pani.

 

Skuliłem się i modliłem w duchu
żeby było ich
jak najmniej.

 

Bonowicz z Oświęcimia zamiast tragedii wyniósł wspomnienia łąk, pól, jezior i rzek. Ta wrażliwość na świat przyrody znajduje również odbicie w tym tomiku, gdzie do niemal każdego wiersza poeta włącza obraz morza czy rzeki, na falach których ustawia statki i łodzie. Choć takie obrazki przeważane wprowadzają w tekście spokój, Echa podszyte są uczuciem niepokoju i grozy. Po części spowodowane jest to oczywiście wprowadzeniem motywu II Wojny Światowej, choć i pozostałe wiersze nie przedstawiają pozytywniejszej wizji rzeczywistości. Brak tuta wierszy jednoznacznie pozytywnych, nieco paradoksalnie największe ciepło bije z wspomnianego już utworu "Świąteczne popołudnie".

 

Znowu wspominamy Oświęcim i nasze szczęśliwe łąki
to jak się chodziło do żab perkozów kto gdzie mieszkał
jak nazywali się sąsiedzi (Fariaszewscy). Na spacerach
rwało się szczaw margerytki rozkładało koc nad Sołą
owijał nas bezpieczny dym z domów. Ojciec mówi:
coraz częściej śni mi się że wracam do Oświęcimia
z Krakowa z różnych innych miejsc.

 

W Echach pomiędzy wierszami rozbrzmiewają również głosy innych osób, autorów ważnych dla Bonowicza, których poeta cytuje, do których się odwołuje, których prace go inspirują. Dzieci z wesołego wierszyka Juliana Tuwima przedostały się do "Ech", gdzie cały świat przedstawiony został obdarty z radości i beztroski. Pobrzmiewa tam również Herbert i jego wiersz o 17 września, wprawiony czytelnik z łatwością wyłapie również nawiązania do innych poetów. Wyjątkiem jest "Kobieta płacze jak smok (ponieważ jestem poetą)", niedługi wiersz, który jest w całości cytatem z wypowiedzi Jana Błońskiego zastanawiającego się, kim właściwie jest poeta:

 

"Los poety jest nieszczęśliwy. Ja bym nie chciał
być poetą. Tu jest sporo łaski tu wiele
nie zależy od pracy.

Pisarz to co napisał
przerabia sprawdza
krytyk może się uczyć

a poeta?"

 

Na tym nie kończą się rozważania Bonowicza na temat tworzenia poezji. Na kolejnej stronie w wierszu "Pokój" autor opisuje sposób, w jaki tworzy, dalej natomiast ogłasza śmierć pewnego rodzaju poezji. Jakiego? No cóż, tego musi już się domyśleć czytelnik. Utwory te są bowiem pozbawione gotowych odpowiedzi, zawarte w nich niedopowiedzenia pozostawiają odbiorcy dużo miejsca na własną interpretację.

 

Wielorakość tematów, połączonych tytułowym echem, układa się w najnowszym tomiku Bonowicza w pewną logiczną i uporządkowaną całość. Autor tym razem postawił na symetrię, przedzielając dłuższe wiersze dziewięcioma krótkim formami. Te krótkie, liczące 3,4 wersy wierszyki, wypełniają środek tomu pozornie dając czytelnikowi chwilę na wytchnienie, choć tak naprawdę nie zwalniając go z wysiłku intelektualnego. Ten minimalizm ukazuje w pełnej krasie precyzję z jaką autor dobiera słowa i tym samym udowadnia, że jakoś dzieła nie leży w jego długości, ale w myśli, którą w sobie zawiera.