703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Wiele demonów

 

Jerzy Pilch

Wielka Litera, 2013

 

Pilch milczał przez pięć lat. Może niezupełnie, bo przecież w 2012 roku wydał Dziennik, ale nie licząc tego drobnego wybryku, autor przez tak długi czas wstrzymywał się od twórczości literackiej. Nadszedł jednak kwiecień 2013 i światło ujrzała nowa powieść mistrza polskiej prozy. Choć powroty po tak długiej nieobecności bywają ryzykowne, to jednak Wiele demonów z miejsca zyskało przychylność krytyki literackiej oraz czytelników (choć nie wszystkich). Udany powrót  został przypieczętowany nominacjami do dwóch najbardziej prestiżowych nagród literackich – Nike oraz Gdyni. Czemu zawdzięcza ten sukces?

 

Przepis na bestseller: weź garść dobrze znanych wątków i motywów (nie zapomnij o nieco zacofanej wsi i kościele), całość wymieszaj z najpoczytniejszymi gatunkami (kryminałem i fantastyką). Jeśli chcesz, żeby twój bestseller ładnie wyrósł i nie nabawił się zakalca, nie zapomnij do całości dolać szklanki własnej kreatywności. Przed podaniem całość posyp szczyptą dobrej promocji i voilà – arcydzieło gotowe.

 

Pilch ten przepis dobrze przyswoił. I tak na kartach Wielu demonów autor przenosi czytelnika do dobrze już znanej Sigły, tym razem tej z lat 50-tych minionego wieku, w sam środek małomiasteczkowej społeczności, w której zgodnie z dawnymi standardami najważniejszą postacią jest duchowny. Tu, w tym nieco archaicznym miejscu, którego mieszkańcy wciąż kierują się w życiu zasadami wywiedzionymi wprost z tradycji ludowej, zachodzą tajemnicze, niewytłumaczalne zdarzenia. Sigła miast reprezentować stereotypowy, sielski krajobraz wsi, staje się miejscem zdominowanym przez ciemne moce. Z pastorem konkuruje szarlatan i cudotwórca Fryc, a Siglanie swoim postępowaniem dają wielokrotnie upust mrocznym instynktom. Tyczy się to zwłaszcza córek pastora, które swoim dość niekonwencjonalnym zachowaniem zwracają na siebie uwagę całej miejscowości i sieją w niej spory zamęt. Zwłaszcza, gdy jedna z nich ucieka z domu i rozpływa się we mgle.

 

Powieść ta pod wieloma względami przypomina Ciemno, prawie noc Joanny Bator, ubiegłorocznej laureatki Nike. Począwszy od dość tajemniczego, momentami mrocznego klimatu powieści, przez dobór miejsca akcji i umieszczenie w nim przesiąkniętych złem bohaterów, aż po wątki kryminalne, religijne oraz miłosne (te dwa ostatnie zdecydowanie mocniej zarysowane u Pilcha). U Bator ginęły dzieci, u Pilcha ginie nastolatka. U Bator był prorok, u Pilcha również się taki pojawia. Bator przeniosła nas w mroczne korytarze pod Zamkiem Książ, Pilch zabiera czytelnika w wiele tajemniczych, przypominających labirynt przestrzeni. I choć obie te powieści mają ze sobą w warstwie fabularnej tak wiele wspólnego, to jednak zupełnie się od siebie różnią.

 

Wiele demonów to przede wszystkim opowieść. Nie jest to tradycyjna narracja, której celem jest poprowadzenie czytelnika od rozpoczęcia do zakończenia historii (tak jak miało to miejsce w przypadku prozy Bator). Wiele czytelników zarzuciło Pilchowi, że jego najnowsza powieść jest zbyt przegadana, że ciekawy wątek kryminalny zginął gdzieś pod warstwą opowieści, anegdot i wspomnień. Za mało konkretów, za dużo chaosu. Trudno się z tymi zarzutami nie zgodzić. Treść powieści Pilcha rozwija się bowiem wyjątkowo leniwie, płynie sieciami luźnych skojarzeń od jednego wydarzenia do drugiego, stopniowo odkrywając kolejne karty z historii Siglan, wciąż jednak pozostawiając miejsce na niedopowiedzenia. W przeciwieństwie do Bator, Pilch mroczne zdarzenia obudowuje znacznie większą dozą ironii i humoru, dzięki czemu całą historię można odczytywać również jako pewnego rodzaju parodię, w której kryje się dość poważne przesłanie.

 

Niektórzy narzekają, że tak pięknie zapowiadający się wątek został popsuty przez przekombinowany styl pisarza, jednak moim zdaniem, to właśnie ta cała nieuporządkowana narracja, w której groza przeplata się z humorem, sprawia, że jest to pozycja po którą warto sięgnąć. Nie każdemu przypadnie do gustu pełen dygresji gawędziarski styl autora, zwłaszcza tym, którzy uwierzyli, że Pilch napisał kryminał. Wiele demonów jest powieścią złożoną, jednak jeśli się w nią dobrze wgryzie, to jej lektura nie będzie dla czytelnika czasem straconym.

 

A jeśli komuś nie spodoba się rozwlekłość Pilcha, to odsyłam do Ciemno, prawie noc Joanny Bator. Panuje tam podobny klimat, nieco łatwiejszy jednak do przyswojenia.