703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Trębacz z Tembisy. Droga do Mandeli

 

Wojciech Jagielski

Znak, 2013

 

Wojciech Jagielski swoim najnowszym reportażem nieco zmylił niektórych czytelników. Głównym bohaterem tej książki nie jest bowiem ani tytułowy trębacz, ani spoglądający z okładki Nelson Mandela, nie jest nim nawet sam autor. Główne skrzypce w Trębaczu z Tembisy gra bowiem łącząca wszystkie te postaci pasja, za którą wielokrotnie przychodzi zapłacić naprawdę wysoką cenę.

 

Nelson Mandela, pierwszy czarnoskóry prezydent Republiki Południowej Afryki, spędził aż 27 lat w więzieniu zanim mógł wreszcie raz na zawsze położyć kres rasistowskiej polityce apartheidu. Odniósł zwycięstwo, został laureatem pokojowej nagrody Nobla, bohaterem narodowym. Sukces przypłacił nie tylko latami spędzonymi za więziennymi kratami, ale również swoim własnym zdrowiem i szczęściem rodzinnym. Freddie Maake (pseudonim Saddam), wynalazca symbolu Mundialu 2010, wuwuzeli, całe swoje życie podporządkował futbolowi. Szczerze oddany kibic, dla którego mecz ulubionej drużyny jest znacznie ważniejszy niż wszystko to, co dzieje się wokół niego, łącznie z życiem rodzinnym. I jeszcze autor – Wojciech Jagielski – reporter z powołania. Zawsze jest tam, gdzie dzieje się coś ważnego, najczęściej znajdując się w samym środku najbardziej gwałtownych i niebezpiecznych wydarzeń. Jakie konsekwencje niesie ze sobą tak ryzykowna pasja powiedziała czytelnikom rok temu jego żona za pomocą osobistych wyznań zawartych w jej książce Miłość z kamienia.

 

W Trębaczu z Tembisy przeplatają się historie wszystkich trzech bohaterów. Owszem, oś całej narracji zasadza się na opowiadaniu o losach Mandeli nierozerwalnie związanych z historią najnowszą RPA. Gdyby nie on, ów reportaż nie miałby racji bytu. Jagielski nie pojechałby na Mundial do RPA tylko po to, by kibicować obcym drużynom, nie spotkałby również Saddama, który uwielbienie dla futbolu dzieli z szacunkiem dla byłego prezydenta. Jednak w wielu miejscach swojego reportażu autor porzuca opowieść o południowych obszarach Afryki po to, by snuć rozważania na temat swojej pasji. Pojawia się wiele wspomnień i retrospekcji, zupełnie, jak gdyby robił on rachunek swojego reporterskiego sumienia. W pewnym dialogu pojawia się również wspomnienie o żonie, która znalazła się w szpitalu psychiatrycznym. Między wierszami można wyczytać, że autor czuł potrzebę odpowiedzenia na Miłość z kamienia, jednak zamiast wydawać osobną książkę, postanowił swoją opinię wpleść w treść zupełnie innej historii. I choć całość spięta wspólnym motywem wydaje się spójna, to jednak nie wszystkim czytelnikom ta wielowątkowość przypadła do gustu.

 

Przekleństwem dla owej pozycji okazało się być smutne wydarzenie, które miało miejsce niecałe dwa miesiące po premierze reportażu. Ze światem pożegnał się Nelson Mandela, a jak to w przypadku tak wybitnych postaci bywa, jego śmierć wywołała popyt na wszelkie pozycje dotyczące jego życia. Większość osób szukających w księgarniach biografii Mandeli w pierwszej kolejności docierała do Trębacza z Tembisy i zupełnie mylnie brała ten reportaż za coś, czym on zupełnie nie jest. Słyszałam już takie opinie jak „za mało Mandeli w książce o Mandeli” i „za dużo Jagielskiego w książce o Mandeli”, choć tak naprawdę w żadnym miejscu tej pozycji nie zostało napisane, że zamysłem autora było stworzenie portretu noblisty.

 

Niektóre z opinii zdezorientowanych czytelników nie były jednak zupełnie pozbawione podstaw.  Jeśli podejdziemy do tej książki jak do typowego reportażu, to prywatne wtrącenia autora, wielokrotnie przerywające historię i przyćmiewające losy bohaterów, mogą irytować lub co najmniej dziwić. W końcu w idealnym reprezentancie tego gatunku sylwetka reportera powinna jak najmniej rzucać się w oczy, najlepiej pozostać niewidoczna. Najważniejszy jest temat danego reportażu i to on, a nie autor, powinien znaleźć się w centrum uwagi. Tymczasem w Trębaczu Jagielski bez pardonu spycha Afrykę na drugi plan i zaczyna opowiadać o tym, jak przegapił moment dorastania swojego syna. Paradoksalnie jednak takie wstawki zamiast irytować równie dobrze mogą rozbudzić ciekawość czytelników. Nic tak w końcu nie ciekawi każdego fana literatury, jak detale z życia ich ulubionych autorów.

 

Trębacz z Tembisy to reportaż wielowymiarowy i nieszablonowy. Nie jest ani zapisem konkretnych wydarzeń rozgrywających się na terenie RPA, ani typową biografią Nelsona Mandeli, choć osoby pragnące poznać przebieg życia noblisty i poznać jego nieco mniej pomnikowe oblicze, na pewno nie będą zawiedzione. Zwłaszcza, że Jagielski wie, jak należy tworzyć dobrą literaturę faktu, która nie tylko dostarcza czytelnikowi wielu informacji, ale również sprawia, że lektura takiej książki jest przyjemnością. Szczególnie dla tych, którym postać Wojciecha Jagielskiego nie jest zupełnie obca.