703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Byłsk rewolwru

Błysk rewolwru - Wisława Szymborska

Czym jest „Błysk rewolwru”? Na pewno nie jest to nowy tomik wierszy Szymborskiej. O nie, jego zawartość pamięta czasy przedwojenne, kiedy to młoda Wisława ściskając ołówek w swojej małej, niewprawnej rączce kreśliła pierwsze literki i nieporadnie składała pierwsze zdania. To rzeczy nie nowe ale raczej odnalezione. Kiedyś zgubione, zapomniane teraz wychodzą na światło dzienne. Nie nazwałabym tego również tomikiem. Tomik kojarzy mi się z czymś uporządkowanym, poważnym. A tutaj mamy chaos (oczywiście kontrolowany), zawartość, która z powagą nie ma nic wspólnego. Ich autorem nie jest Szymborska-noblistka. One zostały napisane przez Szymborską żartownisię, poetkę obdarzoną niesamowitym poczuciem humoru. Nie ma tutaj patosu, jest za to świetna zabawa.

 

Część pierwsza to „Juwenilia”. To tutaj znajdziemy całą kolekcję rysunków małej Ichny oraz jej pierwsze teksty. Pojawiają się wiersze (większość z nich ewidentnie nawiązująca do tradycji romantycznej) jak również próba napisania powieści (której pełen tekst niestety się nie zachował). Jak sam tytuł tego zbioru wskazuje, możemy spodziewać się tutaj niemałych niespodzianek w zakresie ortografii. No cóż, nawet najwybitniejsi miewali z tym problemy. To co najlepsze zaczyna się w kolejnej części „Na Krupniczej, w szufladzie, na rybach”.  Mamy tutaj króciutkie, żartobliwe wierszyki inspirowane pobytem na rybach, garść moskalików, czy też fragment jej osobistego ‘pele-mele’. Pojawia się tutaj również  „Słownik wyrazów obelżywych”, w którym znajdziemy dość pokaźną kolekcję wyrazów, których możemy użyć, gdy chcemy kogoś obrazić w niebanalny sposób (chociaż są tutaj i takie słowa, które nie nadają się do zacytowania w miejscu publicznym). Trzecia cześć to „Utwory gatunkowe”, czyli bajeczki, limeryki, epitafia, altruiki, lepieje, adoralia itp. Całość zamyka „W Lubomierzu”, czyli ostatnie żartobliwe wybryki noblistki, jak chociażby wpis do księgi pamiątkowej opowiadający o zdemolowaniu domu właściciela czy miłosne liściki pisane do jej przyjaciółki w imieniu tajemniczego parkingowego. Zbiór zwieńczony jest ostatnim wierszykiem Szymborskiej, napisanym na kilka tygodni przed śmiercią.

 

Warto jeszcze dodać, że całość jest bardzo ładnie wydana. Szata graficzna jest adekwatna do zawartości – nie znajdziemy  tutaj białych stron, wszystkie wypełnione są rękopisami, zdjęciami, rysunkami czy wyklejankami. Jest kolorowo i radośnie. Mamy również przypisy i komentarze, które wyjaśniają genezę większości dzieł, więc nikt nie poczuje się zagubiony.

 

Dla kogo jest ten zbiór? Dla wszystkich – i dla tych, którzy panią Wisławę lubią i szanują, jak i dla tych, którzy za poezją nie przepadają. Nie nazwałabym jednak tego kolejnym tomem jej wierszy, to raczej taka wisienka na szczycie pysznego tortu, która nie jest jego niezbędnym składnikiem, aczkolwiek jest niewątpliwie smaczna. To kolejny poprawiacz humoru, może nawet bardziej przystępny niż dowcipnie redagowane przez Tuwima i Słonimskiego wydania gazet z W oparach absurdu.

 

Wpis kończę cytatem z Szymborskiej:

 

Spożywając pasztet z dzika,
wnet się zmienisz w nieboszczyka.

 

Warto sobie wziąć to do serca.