703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Śpiewający pisarze i piszący muzycy

 

Muzyka i literatura często idą ze sobą w parze, fakt ten nie powinien nikogo dziwić. O tym, że do melodii granej na instrumencie można dodać tekst wiemy już od dawna. Chociaż wraz z nastaniem komercyjnej muzyki rozrywkowej więzi łączące te dziedziny sztuki zostały w znacznym stopniu rozluźnione i już rzadko kiedy możemy w tekstach piosenek dostrzec ślady literatury, to jednak wciąż zdarzają się artyści, którzy kontynuują tę tradycję – zarówno muzycy, jak i literaci.

 

Leonarda Cohena wszyscy jednoznacznie kojarzymy ze światem muzyki, a konkretnie z jedną piosenką o dość podniosłym tytule „Hallelujah”. Mało kto jednak wie, że ów pochodzący z Kanady muzyk swoją przygodę ze sztuką zaczynał właśnie od literatury. Zanim w 1967 roku ukazał się jego pierwszy album (nazwany po prostu Songs of Leonard Cohen), zdążył wydać cztery tomiki wierszy oraz dwie powieści (Ulubiona gra oraz Piękni przegrani). I choć później skupił się głównie na twórczości muzycznej, wciąż od czasu do czasu na rynku pojawiają się nowe tomiki jego wierszy. W Polsce do tej pory wydano m.in. Księgę tęsknoty (2006) w przekładzie Daniela Wyszogrodzkiego, tom, który doczekał się muzycznej interpretacji w wykonaniu Philipa Glassa.

 

 

Oczywiście literacka przeszłość Cohena uwidacznia się również w tekstach jego piosenek. Mówi w nich głownie o miłości, często tej nieszczęśliwej, choć wplata w swoje teksty również wątki biblijne. Ich kunszt i uniwersalne przesłanie sprawiają, że z łatwością trafiają one do każdego słuchacza. Nic więc dziwnego, że jego twórczość wyjątkowo dobrze przyjęła się w naszym kraju, który wciąż (choć niestety coraz rzadziej) lubi łączyć poezję z muzyką. Niektóre z tekstów jego piosenek doczekały się przekładu na język polski (głównie za sprawą Macieja Zębatego i Macieja Karpińskiego), co oczywiście wykorzystali nasi rodzimi artyści. Już w 1978 roku powstało widowisko „Pieśni Miłości i Nienawiści”, które w całości wypełniły polskie interpretacje piosenek Cohena w wykonaniu m.in. Andrzeja Poniedzielskiego, Elżbiety Adamiak, Jana Kantego Pawluśkiewicza, czy samego Macieja Zębatego.

 

 

Zgoła innym przypadkiem jest Bob Dylan. Ten artysta oprócz napisanej w latach 60. eksperymentalnej Tarantuli oraz wydanej w 2004 roku pierwszej części swojej autobiografii Chronicles: Volume One, nie może pochwalić się zbyt bogatą twórczością stricte literacką, a jednak już od kilku lat jego nazwisko pojawia się na liście twórców typowanych przez bukmacherów do Literackiej Nagrody Nobla. Moc Dylana tkwi bowiem głównie w tekstach jego piosenek, gdyby nie one prawdopodobnie nie osiągnąłby tak spektakularnego sukcesu. Bądźmy szczerzy – nie może się on pochwalić ani pięknym głosem (Jimy Hendrix twierdził, że ograniczał się jedynie do grania na gitarze, ponieważ nie potrafił śpiewać. Nabrał odwagi dopiero po tym, gdy usłyszał śpiew Dylana), muzycznie większości jego piosenek daleko jest do przebojowości znanej chociażby z twórczości zaprzyjaźnionych z nim Beatlesów. Jednak żadna z gwiazd drugiej połowy lat 60. nie mogła pochwalić się tak głębokimi i dobrze napisanymi tekstami, które idealnie odzwierciedlały zmiany zachodzące w ówczesnym społeczeństwie („The Times They Are a-Changin'”), snując rozważania natury filozoficznej („Blowin' in the Wind”), często zawierając w nich również krytykę pewnych działań gospodarczych i politycznych („North Country Blues”, „With God on Our Side”).

 

 

Oczywiście Dylan nie był jedynym twórcą, który w tamtych czasach poruszał w piosenkach tematy trudne, stanowiące problem ówczesnego społeczeństwa. W latach 60. XX wieku w USA nie brakowało młodych muzyków, którzy za pomocą protest-songów chcieli walczyć z niesprawiedliwością społeczną. Wśród nich znaleźli się również Pete Seeger, Nina Simone, Aretha Franklin, czy Joan Baez. Chociaż stworzyli oni równie silne utwory, które na zawsze zapisały się na kartach muzyki rozrywkowej, to jednak nie mogą liczyć na Nobla. Teksty Dylana mają nad nimi tę przewagę, że oderwane od muzyki zamieniają się w pełnoprawne utwory poetyckie (a to nieczęsto się zdarza).

 

Twórczość Dylana już w latach 60. dotarła również do naszego kraju, gdzie za jej interpretację zabrała się m.in. Maryla Rodowicz, wykonując piosenki „Odpowie ci wiatr” oraz „Czas wszystko zmienia”.

 

 

Dorota Masłowska (Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta)

 

Czas na przykład z naszego rodzimego podwórka. Ostatnio za tworzenie muzyki zabrała się Dorota Masłowska, która jako Mister D. wydała w tym roku debiutancką płytę Społeczeństwo jest niemiłe. Materiał na niej zgromadzony nijak się jednak ma do wrażliwości dwóch panów opisanych powyżej. Zamiast lirycznych nut słuchacza uderza psychodeliczna mieszanka punku, hip hopu i muzyki tanecznej, którą uzupełniają dość oryginalne teledyski. O czym śpiewa autorka Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną? O tym, co dzieje się tu i teraz, współczesnym polskim społeczeństwie, o zakupach w Żabce, o przyjaciółce Ryszarda Kalisza, o Kindze Rusin. I chociaż niektórzy krytycy kręcą nosem i wszelkie dyskusje ucinają stwierdzeniem „Masłowska skończyła się na Pawiu królowej”, to jednak swoją twórczością trafiła w gusta wielu odbiorców, a za sprawą występującej w teledysku do „Chleba” Anji Rubik została już zauważona w zagranicznych mediach. Czy Masłowska wzorem Cohena poświęci się głównie twórczości muzycznej? Słysząc entuzjazm, z jakim wypowiada się o tym najnowszym projekcie nie można tego wykluczyć.

 

 

Również w naszym kraju w tekstach muzyków można doszukać się cząstek poezji. Nakładem wrocławskiego Biura Literackiego w kwietniu ubiegłego roku ukazał się wybór tekstów Bartosza Waglewskiego, znanego w świecie muzyki pod pseudonimem Fisz. Nie, Fisz nie zaczął pisać poezji. Warszawka płonie to zbiór istniejących już tekstów muzyka, wybranych przez krakowskiego poetę Wojciecha Bonowicza. Jak brzmią hiphopowe teksty pozbawione beatu? Jak prezentują się w wersji papierowej, pozostawione same sobie, bez interpretacji autora? Recenzja już wkrótce.

 

 

 

Oczywiście powyższe przykłady nie zamykają listy ani śpiewających pisarzy, ani piszących muzyków. Oczywiście nie wszystkie próby literackie piosenkarzy można uznać za udane, podobnie jak nie każdy pisarz ma dar do tworzenia muzyki. Nie każdy jest wszechstronnie utalentowany, dlatego też tym bardziej należy docenić te osoby, które sprawnie radzą sobie w różnych dziedzinach twórczości.