703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Miłość, droga Pani Schubert

 

Ewa Lipska

a5, 2013

 

O miłości powiedziano już wszystko i to wieki temu. Od czasów, gdy jej walory opisywał św. Paweł, a biblijny Oblubieniec zachwalał wdzięki swojej Oblubienicy, nic się w tej materii nie zmieniło. Przez lata kolejni pisarze i poeci uparcie opisywali jej uroki i cierpienie, jakie wielokrotnie ze sobą niesie. Powielali oni dobrze zakorzenione w tradycji literackiej motywy, używali tych samych metafor, co niezliczeni poprzednicy. Tą samą myśl wciąż podaje się przystrojoną akcentami charakterystycznymi dla danej epoki, dostosowuje się do obyczajowości odbiorcy.

 

Tymczasem zupełnie nie zważając na wyczerpanie się owego romantycznego tematu, Ewa Lipska, jedna z najwybitniejszych poetek współczesnych należąca do generacji Nowej Fali, stawia ją na pierwszym miejscu w tytule swojej najnowszej książki. Widniejący na okładce powiększony wyraz na czerwonym tle zachęcająco puszcza oczko do wszystkich tych, którym żarliwe uczucia w literaturze jeszcze się nie znudziły i prawdopodobnie nigdy już im nie zbrzydną. Nie powinno się jednak oceniać książki po okładce, lepiej zbadać jej zawartość.

 

Oto przed oczami czytelnika wyłaniają się krótkie listy, napisane ręką mężczyzny, który zwierza się ze swoich uczuć bliżej nieokreślonej pani Schubert. Kim ona jest? W pierwszej chwili można pomyśleć, że taka persona wcale nie istnieje, że zostaje przez autora użyta jedynie jako sposób na uatrakcyjnienie tekstu. Tymczasem po bliższym zapoznaniu się z treścią tomiku odkrywamy, że ta osoba istnieje, odbywała z podmiotem lirycznym podróże, prowadziła z nim dyskusje i co najważniejsze, oboje łączyła tytułowa miłość. Teraz są rozdzieleni, zostaje im tylko korespondencja. Niezbyt długa, ale za to niezwykle piękna i treściwa.

 

Kim w takim razie jest ten tajemniczy nadawca? Znawcy twórczości Ewy Lipskiej wiedzą, że nie jest to wcale anonimowa postać. Miłość, droga pani Schubert to nie pierwszy tom, w którym autorka skoncentrowała się na tych bohaterach. Po raz pierwszy para ta pojawiła się w 1997 roku na kartach tomiku Ludzie dla początkujących, gdzie to niejaki pan Schmetterlinger rozważa jej uśmiercenie. Całe szczęście nigdy do tego nie doszło i bohaterowie ci powracają kolejno w zbiorze 1999 oraz jedenaście lat później w Pogłosie, aż w 2012 roku doczekali się osobnego tomiku o znajomo brzmiącej nazwie Droga pani Schubert, którego wzbogaconej o element miłości kontynuacji doczekaliśmy się rok później. I chociaż są to postaci od lat przewijające się przez twórczość autorki, to jednak nasza wiedza na ich temat wciąż w dużej mierze opiera się jedynie na domysłach.

 

Wracając do omawianego tomu, już po lekturze kilku pierwszych utworów część czytelników dozna zawodu, podczas gdy ci pozostali odetchną z ulgą. Nie znajdziemy  tutaj ani cukierkowej miłości pełnej gorących wyznań rodem z telenoweli. Próżno wypatrywać tutaj sonetów, nie znajdziemy też wyuzdanych erotyków. Bo choć podmiot zwierza się ze swoich uczuć, robi to w sposób na tyle inteligentny, że sprawnie omija większość powielanych od lat frazesów i klisz. Posługuje się on starannie dobranym i wyważonym językiem, za nic mając dorobek romantycznych wieszczów. Zamiast wręczać ukochanej naręcza kwiatów i szeptać do ucha słodkie słówka, on posługuje się słownictwem, któremu bliżej do zimnego świata nauki.

 

W moim odczuciu ‘miłość’, pomimo zaszczytnego miejsca na stronie tytułowej książki, zostaje w tekście zepchnięta na dalszy plan przez ‘pamięć’. Uczucia i emocje, choć są obecne praktycznie we wszystkich tekstach, pojawiają się szczelnie opatulone metaforami, nie znajdziemy tutaj zbyt wielu otwartych deklaracji. Gro listów podmiot zaczyna za to od słów „Droga pani Schubert, czy panięta Pani…”, po czym przechodzi do odtwarzania pewnych sytuacji z ich wspólnej przeszłości. Zdaje się, że tym, co obecnie łączy tę parę są, oprócz wymiany korespondencji, jedynie wspomnienia. Mężczyzna przyznaje się, że cierpi z powodu „nadmiaru pamięci”, którą z chęcią podzieliłby się panią Schubert. Zwłaszcza, że ona sama zdaje się cierpieć na jej deficyt, co możemy wyczytać z wiersza „Pamięć”. Jak na to reaguje nasza bohaterka? No cóż, tego możemy się już jedynie domyślać.

 

Miłość, droga pani Schubert to tomik zaskakujący. Choć zamieszczone w nim utwory rzadko kiedy rozmiarem przekraczają dziesięć wierszy tekstu, to jednak zawarte w nich treści wykraczają poza tak skromny format i nadają się do wielokrotnej interpretacji. Choć tomik ten stanowi kontynuację poprzednich dokonań Ewy Lipskiej, to jednak nawet bez ich znajomości czytelnik będzie mógł cieszyć się przyjemną i inteligentną lekturą.