703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa

 

Elisabeth Åsbrink

tł. Irena Kowadło-Przedmojska

Czarne, 2013

Reportaż nominowany do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego

 

Każdy kraj ma jakiś mało chlubny epizod w swojej historii, o którym jego obywatele wolą nie mówić. Najlepiej zamieść ślady po danym wydarzeniu pod dywan i udawać, że nigdy się ono nie wydarzyło. Wymazać z pamięci, zapomnieć. Przyznać się do winy? Nigdy!

 

W Polsce jakiś czas temu ogromne emocje wzbudziła kwestia niezbyt przykładnego zachowania naszych rodaków w czasie II Wojny Światowej. Obraz Polaka-miłosiernego samarytanina, obrońcy uciśnionych obywateli narodu żydowskiego, zawsze gotowego do niesienia bezinteresownej pomocy bliźniemu legł w gruzach. Nagłośnione wydarzenia z Jedwabnego, książka Złote żniwa, czy ostatnio film Pokłosie wzbudziły gorące emocje w społeczeństwie i podzieliły je na dwie części – tych którzy zaakceptowali te niewygodne fakty oraz tych, którzy wciąż walczą z historią.

 

Aż ciężko w to uwierzyć, ale spokojni i wyważeni Szwedzi mają również swoje grzeszki, o których niechętnie wspominają i które w dodatku również związane są z czasami II Wojny Światowej i Holocaustem.

 

I tak jak w Polsce burzę rozpętała publikacja Grossa, tak Szwecja zawrzała po pojawieniu się na rynku reportażu W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa pisarki i dziennikarki Elisabeth Åsbrink.  Nie dość, że za jej pomocą autorka burzy stereotypowy wizerunek Szwecji jako państwa neutralnego, to jeszcze miesza w to wszystko jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek krajowych, jaką od lat jest IKEA.

 

Zacznijmy od początku, czyli od Ottona. Otto miał wyjątkowego pecha, urodził się bowiem nie tylko w złym czasie i w złym miejscu, ale również i w nieodpowiedniej rodzinie. Posiadanie żydowskich korzeni w Wiedniu w latach ’30 minionego wieku nie było najbardziej pożądaną cechą wśród obywateli tego przyłączonego siłą do Rzeszy terenu. Teorie o czystości rasy zaczęły rozprzestrzeniać się wewnątrz granic państwa jeszcze na długo przed wybuchem wojny, niebezpieczeństwo zagrożenia życia wisiało w powietrzu i nieustannie drażniło nozdrza spacerujących ulicami Wiednia mieszkańców. Przyszłość jest niepewna, trzeba się ratować, uciekać z tego miejsca. Okazja ku temu nadarza się w momencie, gdy neutralna Szwecja uchyla swoich drzwi i nieśmiało deklaruje, że może przyjąć na przechowanie kilka żydowskich dzieci. Do tego grona udaje się dostać Ottonowi, który z żalem serca opuszcza rodziców i wyrusza do nieznanej, dalekiej krainy.

 

Tam czeka go niemałe zaskoczenie, bowiem okazuje się, że nie cała Szwecja jest neutralna i z różnych stron zaczynają napływać głosy obywateli sympatyzujących z ideami nazizmu, a co za tym idzie – również i o poglądach antysemickich. Jednym z nich był młody Ingvar Kamprad, chłopiec wychowany w rodzinie w której siejącego postrach Hitlera nazywano ‘wujkiem’. Los chciał, że pewnego dnia na farmie jego ojca pojawił się Otto, który wcale nie krył swojego żydowskiego pochodzenia.

 

Łatwo się domyślić, jak taka historia potoczyłaby się w większości przypadków. Szwed dorwałby przybysza i w imię chorej ideologii dokonałby prawdopodobnie zbrodni. Takie opowieści słyszeliśmy już wielokrotnie i pomimo swojej brutalności, wydają się nam oczywiste.

 

Ingvar i Otto nie pozabijali się jednak wzajemnie, lecz zostali najlepszymi przyjaciółmi. Razem pracowali, razem chodzili na zabawy, razem dokonywali podbojów miłosnych, przy czym ten pierwszy nie porzucił swojej fascynacji płynącymi z Rzeszy ideami. Co więcej, po wojnie Ingvar zatrudnił przyjaciela w swojej firmie, która po kilkunastu latach stała się prawdziwą potęgą w dziedzinie produkowania mebli. Brzmi nieprawdopodobnie, ale jednak jest to prawda.

 

W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa to jednak nie tylko książka o niezwykłej i trudnej do wytłumaczenia przyjaźni osadzonej w tak niebezpiecznych realiach. Otto znalazł schronienie w Szwecji, ale w Wiedniu zostali przecież jego najbliżsi. I chociaż mówiąc o tej książce najczęściej skupia się uwagę na trawiącym Szwecję nazizmie, to jednak w moim odczuciu to właśnie wątek rozłąki rodziny Ullmannów bardziej porusza czytelnika i przez to dominuje historię. Nie da się ukryć, że większa cześć tekstu zbudowana jest właśnie w oparciu o korespondencję prowadzoną pomiędzy rodzicami a ich jedynym dzieckiem, z której z wiadomych powodów zachowały się jedynie listy adresowane do Ottona. Dają one czytelnikowi wgląd w sytuację w jakiej znaleźli się austriaccy Żydzi w czasie II Wojny Światowej. I chociaż rodzice nie chcieli zbytnio stresować swojej pociechy drastycznymi wiadomościami z ojczyzny, to jednak w listach odczuwa się narastający niepokój i coraz większą wątpliwość w to, czy ich drogi kiedykolwiek ponownie się zejdą.

 

Åsbrink pisząc swój reportaż zdecydowała się nieco oddalić od suchej literatury faktu i ubrała swój tekst w formę przypominającą powieść. Toczy narrację, w której posiłkując się listami adresowanymi do małego Ottona po kolei odtwarza dzieje jego pobytu w Szwecji oraz sytuacji w rodzinnym Wiedniu. Równolegle dostarcza jednak czytelnikowi wielu informacji historycznych niezbędnych do głębszej analizy owych zajść. Fragmenty pism urzędowych, czy korespondencji obnażają smutną prawdę o ówczesnej sytuacji polityczno-społecznej, o której prawdopodobnie ani  Otto, ani jego rodzina nie mieli zbyt dużego pojęcia. Byli oni jedynie pionkami w grze toczonej przez nie tylko przez zwolenników Hitlera ale i przez szwedzki kościół, który choć wyraził wolę ratowania żydowskich dzieci, to jednak wcześniej dokonywał skrupulatnej selekcji i z całego tłumu dzieci wybierał tylko te, które mogły się przydać w Szwecji.

  

W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa z pewnością nie wzbudzi w polskim czytelniku takich emocji, jak miało to miejsce w ojczyźnie autorki, jednak z całą pewnością książka stanowi cenny wkład w wielką narrację o Holocauście, burząc neutralne oblicze Szwecji i tym samym udowadniając nam, że chociaż od II Wojny Światowej minęło już 70 lat, to jednak o tym temacie wciąż nie wiemy jeszcze wszystkiego.