703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

ości

 

Ignacy Karpowicz

Wydawnictwo Literackie, 2013

 

Warszawa AD 2014. Masa ludzi wyległa z wnętrzności budynków i rozlewa się po ulicach i chodnikach, w pośpiechu mknąc do celu. Mieszkańcy miasta stołecznego, przyjezdni (zwani od niedawna ‘słoikami’), goście, turyści. Kobiety i mężczyźni. Przedstawiciele wszelkich orientacji seksualnych, związków wyznaniowych, opcji politycznych i systemów wartości. Choć każda jednostka diametralni różni się od siebie, w momencie w którym wyjdą z domu, szkoły, czy zakładu pracy stają się częścią bezbarwnej ludzkiej masy. Niektórzy zwą ją ‘mieszkańcami Warszawy’, inni rzucają szersze określenie ‘społeczeństwo Polskie’. Jak zwał, tak zwał – w tłumie i tak wszyscy jesteśmy skazani na anonimowość.

 

Ignacy Karpowicz, zdaniem wielu jeden z najciekawszych współczesnych pisarzy, postanowił wyłowić z tej niedookreślonej ławicy kilka interesujących okazów i uczynić ich reprezentantami współczesnego polskiego społeczeństwa. Pokazać na ich przykładzie jak prezentuje się obecny model rodziny, jak wyglądają relacje międzyludzkie, jakie więzi wytwarzają się pomiędzy poszczególnymi osobami oraz jakie wartości wyznają Polacy w XXI wieku. Dość ambitne zadanie, zważywszy na rozległe terytorium, jakie zajmuje nasz kraj i na przepaść dzielącą poszczególne pokolenia. Dlatego też autor zawęził swoje obserwacje do obywateli jednego miasta (Warszawa), będących w podobnym przedziale wiekowym (30+), reprezentujących podobny poziom wykształcenia (wyższe) oraz posiadających dość liberalny światopogląd.

 

ości staną w gardle niejednemu czytelnikowi o skrajnie konserwatywnych poglądach. Bohaterami powieści są bowiem dość kolorowe indywidua, które nie jeden prędzej widziałby w roli eksponatu we współczesnej wersji gabinetu osobliwości, niż jako przedstawiciela ogółu społeczeństwa. Wystarczy tylko rzucić okiem na znajdujący się na tylnej stronie okładki blurb:

 

Kot Bury zdechł… Maja, które oskarża Szymona o romans mieszka z Brunonem i czując się wewnętrznie rozdarta, nie umie dokonać wyboru między Szymonem a Frankiem…

Ninel, która dla swojej matki wciąż jest Kubą, wiąże się z Norbertem, poznanym na konkursie drag queens. Ten jednak związany jest z Maksem i od lat kocha się w Krzysiu, którego związek z Andrzejem stanął właśnie pod znakiem zapytania…

Maria ma męża Kuana, czasem widzi na jego powiekach cień niebieskawego cienia, a zza paska u spodni wystający brzeg koronkowych majtek…

 

Brzmi jak streszczenie brazylijskiego tasiemca? No cóż, nie da się ukryć, że wszyscy bohaterowie są tutaj ze sobą połączeni. I to najczęściej poprzez łóżko.

Wśród przewijających się przez tekst głównych postaci nie sposób znaleźć chociażby jednego osobnika, który powielałby stereotyp statystycznego Polaka, który wciąż oscyluje wokół średniowiecznego chrześcijanina i barokowego sarmaty. Zamiast zaściankowości znajdziemy szeroko rozumianą otwartość i względną tolerancję. Nasi bohaterowie są przedstawicielami różnych orientacji seksualnych (w tym również drag queen), w większości nie związanych żadną religią, nie przejmujących się zbytnio przysięgą małżeńską. Jako trzydziestoparolatkowie powinni być ludźmi względnie ustatkowanymi, tymczasem zaprezentowane postaci miotają się niczym ćma wokół żarówki.

 

Jeszcze gorzej wygląda schemat rodziny prezentowany przez Karpowicza. Aż chciałoby się napisać, że rodzina w XXI wieku ulega rozpadowi, więzy łączące poszczególnych jej członów ulegają rozluźnieniu i w rezultacie każdy element zaczyna funkcjonować zupełnie niezależnie. Tymczasem na kartach ości podstawowa komórka społeczna wciąż istnieje, uległa jedynie lekkiemu przekształceniu. Fakt, że matka i/lub ojciec mają na swoim koncie zdradę, czy dłuższe romanse nie prowadzi wcale do wielkiej tragedii, lecz paradoksalnie zacieśnia więzi pomiędzy członkami rodziny. Fakt, że przykładny mąż co weekend przemienia się w kobietę i sypia z mężczyznami, nie jest powodem potępienia go i odejścia. Nawet, jeśli jego kochanek jest najlepszym przyjacielem domu. Nawet, jeśli żona, jako jedna z niewielu, pozostaje w kręgu religii chrześcijańskiej.

 

I w tym momencie w głowie zapala się nam lampka i wyświetla się duży, migoczący napis: „Uwaga! Hipokryzja!”. Chociaż może się wydawać, że bohaterami ości są beztroscy, wolni i pozbawieni uprzedzeń ludzie, to jednak tak naprawdę rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana. Maria wierzy, że jej lubiący przebieranki i seks z mężczyznami Kuanek jest dobrym katolikiem, a biblijne przykłady Sodomy i Gomory oraz żony Lota są „chyba od dawna już nieaktualne”, ponieważ „[a]postołowie wielu rzeczy nie przewidzieli”. Norbert jest homofobem i rasistą, co nie przeszkadza mu jednak w przyjaźnieniu się i sypianiu z Wietnamczykiem Kuanem. Maja urażona jest domniemaną zdradą męża, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by wkrótce sama wdała się w namiętny romans. Pod znakiem zapytania stoi również ich tolerancyjność, bo o ile dobrze radzą sobie z dostosowaniem swojego życia do współczesnych realiów, to jednak mają poważne problemy z akceptacją zachowań swoich nieco bardziej zachowawczych rodziców. W trakcie lektury okazuje się, że ich otwartość jest jedynie pozorna i tak naprawdę nie potrafią oni ani rozmawiać o swoich uczuciach, ani ich okazywać. Tak więc konserwatysta zauważając pewne dysfunkcje w tym społeczeństwie ma rację, jednak leżą one w zupełnie innych obszarach, niż się mu to wydaje.

 

Lektura ości to jednak nie zabójczo poważna analiza bohaterów, ale przede wszystkim doskonała zabawa. Podobnie jak w wznowionym ostatnio Cudzie, również i w tym przypadku czytelnik musi naszykować się na dużą dawkę inteligentnego humoru i ironii. Karpowicz na kartach swoich powieści lubi wywoływać sytuacje oderwane od rzeczywistości i sprawiać, żeby postępowanie jego bohaterów nie było do końca racjonalne. Widać to również w sferze językowej, gdzie nie raz spotykamy zaskakujące zestawienie określeń, ożywiające nieco zatęchłą już polską mowę. Po raz kolejny autor również urozmaica formę swojego tekstu, tym razem przedzielając narrację wieloma cytatami. Wycinki dzieł ok. 50 autorów polskich i zagranicznych (prawdopodobnie z przewagą Julina Barnesa) wchodzi w dialog z prozą Karpowicza, czasami nawiązując do niej wprost, stanowiąc kontrast, czy po porostu urozmaicając lekturę. A trzeba przyznać, że zdecydowana większość z nich jest niemniej ciekawa, niż treść książki.

 

Dla kogo są ości? Chciało by się napisać, że dla wszystkich. Przypuszczam, że każdy czytelnik, bez względu, czy gustuje w romansach, czy w esejach, znajdzie na kartach najnowszej powieści Karpowicza coś dla siebie… o ile nie jest przedstawicielem ugrupowań skrajnie prawicowych (chociaż kto wie, nie zawsze czytamy to, z czym się zgadzamy, czasami odrobina masochizmu ideologicznego nie zaszkodzi). Całość nie dość, że wywołuje uśmiech na ustach (choć czasami bywa dość poważnie), to jeszcze ten tak dobrze napisany tekst dostarcza przyjemności intelektualnych i estetycznych. Nie zdziwię się, jeśli o ościach jeszcze w tym roku usłyszymy. I to nie raz.