703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Lewiatan

Lewiatan - Akunin Boris

Boris Akunin

Świat Książki, 2009

 

Nie sięgam zbyt często po kryminały. Doceniam sposób, w jaki angażują w treść czytelnika, wciągają go i nie chcą go puścić, dopóki w ostatnim rozdziale nie okaże się, kto zabił i dlaczego dopuścił się tak drastycznego czynu. Nie chodzi też o znikome wartości literackie takich tekstów. Nie ma się co łudzić, kryminały rzadko są napisane pięknym językiem, jednak to nie styl a fabuła powinna brać górę w przypadku tego gatunku. Więc jeśli fabuła zostaje poprowadzona źle, to cierpi na tym cała powieść. I właśnie w tym momencie dotarłam to tego, co mnie w kryminałach zniechęca – wtórność. Powielanie schematów, odgrzewanie kotleta, opowiadanie tej samej historii na nowo. W tym przypadku rozwiązanie zagadki autor podaje nam na tacy w momencie, w którym prezentuje nam osoby podejrzane o jej popełnienie. Nie ma zaskoczenia, nie ma radości z lektury.

 

Mimo powyższych obiekcji postanowiłam ostatnio sięgnąć po Lewiatana Borisa Akunina. Jest to trzecia część przygód Erasta Farodina, rosyjskiego detektywa (choć w tej odsłonie tytułuje się on jeszcze dyplomatą), który ma dziwny talent do znajdowania się w miejscach, nad którymi zawisa dość skomplikowana intryga. Nie inaczej prezentuje się sytuacja również i w tym przypadku.

 

Jest 1878 rok. Na pokładzie tytułowego Lewiatana, statku zmierzającego do Kalkuty, znalazł się komisarz Gauche. Jego udział w tym rejsie nie jest jednak podyktowany chęcią zobaczenia tak egzotycznego kraju jakim są Indie (wówczas jeszcze wchodzące w skład Imperium Brytyjskiego), czy zamiarem dobicia interesów. Tak naprawdę cel podróży zupełnie nie ma dla niego znaczenia, o wiele bardziej istotny jest statek, a raczej znajdujący się na nim pasażerowie. Wśród nich ukrywa się  bowiem osoba, która dokonała „zbrodni stulecia”, wtargnęła do paryskiej posiadłości kolekcjonera antyków, zamordowała dziesięć osób (łącznie z gospodarzem) oraz ukradła cenną statuetkę. W wyniku przeprowadzonego dochodzenia, w kręgu podejrzanych znalazło się siedem osób, w tym również nasz znajomy Erast Farodin. Teraz wystarczy tylko zgadnąć, kto jest winny. Oczywiście zadanie to okazuje się być nieco trudniejsze, niż się to komisarzowi wydaje.

 

Ten krótki opis treści książki ujawnia nam już niepokojący zabieg autora. Ile już razy wcześniej spotkaliśmy się z fabułą, której bohaterowie byli skazani na przebywanie w odizolowanym miejscu w ekskluzywnej grupie, w skład której wchodzi morderca? Jest to sytuacja wyjątkowo atrakcyjna do pisarza, chociażby ze względu na relacje międzyludzkie , które się wówczas wytwarzają. Każda osoba zaczyna samodzielnie dążyć do rozwikłania zagadki, staje się podejrzliwa względem innych członków grupy, nawiązują się pewne sojusze, powstają teorie spiskowe a nie raz ginie również kolejna osoba, co tylko podsyca i tak gorącą już atmosferę. Trudno się oprzeć tak kuszącemu motywowi, więc nic dziwnego, że sięgnął po niego i Akunin. Decydując się na taki krok podejmujemy jednak ryzyko bezmyślnego powielenia tego tak oklepanego schematu. By nie skazać się na obiekcje ze strony krytyki, należy wprowadzić jakąś zmianę. Chociaż jedną.

 

Akunin zdecydował się zamieszać w narracji. I tak zamiast jednego, odgórnego narratora, historię opowiadają nam niemal wszyscy podejrzani uczestnicy rejsu (z wyjątkiem Erasta Farodina) oraz sam komisarz. Każdy z nich na swój własny sposób relacjonuje postępy w śledztwie oraz kolejne wydarzenia, które mają miejsce na pokładzie statku. Niektórzy z nich piszą listy do swoich bliskich, inni oddają głos bezpiecznemu niezależnemu narratorowi, dając mu wgląd w swoje myśli. Oczywiście nie spodziewajmy się, że któraś z tych postaci wyjawi wprost czytelnikowi, że to ona wyrżnęła w pień całą rodzinę, tak łatwo nie będzie. Na rozwiązanie zagadki tradycyjnie musimy poczekać do końca powieści, a po drodze przyjdzie nam oczywiście zmierzyć się z kilkoma fałszywymi tropami i innymi odwracaczami uwagi.

 

Nie znaczy to jednak, że zakończenie będzie dla nas szokiem i wywróci do góry nogami całą intrygę. Tak naprawdę zabójcę przeciętny czytelnik powinien wskazać dość szybko, przynajmniej w okolicach połowy książki. Nic nas nie zaskoczy i pomimo kilku zwrotów akcji (które swoją drogą nie należą do tych najbardziej gwałtownych), wszystko potoczy się zgodnie z przewidywaniami czytelnika. Jednak Akunin skonstruował tekst w taki sposób, że pomimo tych oczywistości, czytelnik i tak z zaciekawieniem śledzi losy pasażerów Lewiatana. Jak do tej pory nie zdiagnozowałam jeszcze, czym jest ów tajemniczy czynnik. Może to narracja, może lekki i przyjemny w lekturze język autora, a może osadzenie akcji w XIX wieku - coś musiało zadziałać.

 

Lewiatan to ciekawy i wciągający kryminał, jednak nie znajdziemy na jego kartach nic zachwycającego ani odkrywczego. To pozycja idealna dla tych czytelników, którzy szukają lekkiej i niewymagającej lektury, która nie odstrasza grafomaństwem, czy banalną konstrukcją akcji. I chociaż pozycja ta wchodzi w skład pewnego cyklu, to jednak brak znajomości poprzednich części nie przeszkodzi w odbiorze całości. Erast Farodin, postać kluczowa w powieści, jest tutaj nieco zepchnięty na dalszy plan. I chociaż ostatecznie to on znajduje odpowiedzi na wiele pytań, to tak naprawdę pozostaje raczej biernym obserwatorem, niż aktywnym uczestnikiem akcji.