703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Zobaczyć świat

 

Oskar Hansen

Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, 2005

 

Ostatnio zapanowała moda na powrót do myśli wielkich autorytetów świata architektury i designu. W księgarniach pojawiają się, niekiedy nawet z ponad 50-letnim opóźnieniem, dzieła Le Corbusiera, Adolfa Loosa, Roberta Venturi. Sięgamy po ich wizje przestrzeni, zachwycając się niekiedy innowacyjnymi pomysłami, jednocześnie ubolewając, że na naszej polskiej ziemi nie pojawił się żaden tak uzdolniony architekto-pisarz.

 

Twierdzenie to jest oczywiście błędne i zupełnie pozbawione podstaw.

Jeszcze nie tak dawno temu jeden z przedstawicieli filozofujących architektów całkiem sprawnie prosperował na terytorium naszego kraju. Był nim Oskar Hansen (1922-2005), urodzony w Helsinkach syn Rosjanki i Norwega (warto wspomnieć, że miał on również polskie korzenie) którego dziwne koleje losu sprowadziły właśnie do Polski. Tutaj mieszkał, projektował, nauczał a przede wszystkim głowił się nad tym, jak za pomocą architektury poprawić życie człowieka. Zostawił on po sobie znienawidzony przez niektórych Przyczółek Grochowski w Warszawie (ostatnio wracający do łask za sprawą Filipa Springera, autora Zaczynu, opowieści o Zofii i Oskarze Hansenach) oraz kilka ciekawych koncepcji zawartych w wydanej w roku jego śmierci publikacji Zobaczyć świat.

 

Zacznijmy od słowa wyjaśnienia: Oskar Hansen był jednym z przedstawicieli modernizmu. Mógł się on poszczycić znajomością z samym Le Corbusierem, zamiast jednak bezkrytycznie adoptować niekiedy szaleńcze pomysły mistrza, uczeń wolał wymyślać własne teorie, niekiedy w nie mniejszym stopniu oderwane od rzeczywistości.

 

Zobaczyć świat to swojego rodzaju manifest Formy Otwartej. Co kryje się za tym tajemniczo brzmiącym pojęciem? No cóż, myślę że najłatwiej wytłumaczyć ten koncept w następujący sposób: Formą Zamkniętą (FZ) jest ten mętlik architektoniczny, który znamy z ulic naszych miast, natomiast Forma Otwarta (FO) to konstrukcja, która zamiast dominować nad otoczeniem, usuwa się na drugi plan, stanowi niejako tło zdarzeń.  Zdaniem autora FZ to przede wszystkim realizacja woli posiadania, podczas gdy FO zmierza ku podkreśleniu funkcji poznawczej. Forma Otwarta jest mniej opresyjna, nic nie narzuca,jest przyjazna środowisku i zamiast dzielić – łączy.

 

 

Nowojorskiemu Manhattanowi z całą pewnością dużo brakuje do osiągnięcia

standardów Formy Otwartej

 

Hansen oczywiście popiera swoją teorię całą rzeszą przykładów, nie ograniczając się jedynie do architektury, ale sięgając również po inne dziedziny sztuki. Forma Otwarta nie jest bowiem koncepcją zarezerwowaną jedynie dla świata budowli, jej znaczenie jest o wiele szersze. I tak na szczególną uwagę zasługuje odwołanie do urbanistyki i kształtowania przestrzeni. Autor wracając do początków życia plemiennego, krok po kroku przedstawia kolejne etapy rozwoju naszego otoczenia. Na niezamieszkałej polanie kolejno wyrasta pierwsza, prehistoryczna osada obok której z czasem wyrasta gród, zamek, pierwsze miasto itd. W pewnym momencie na prostej linii rozwoju powstaje rozwidlenie – jedna droga prowadzi w kierunku dobrze znanej nam FZ, druga prowadzi ścieżką nieznanej FO. Łatwo się domyślić, że FZ kończy się wielkim mętlikiem, zupełnym brakiem miejsca na dalszy rozwój (co z kolei prowadzi do wyburzania reliktów przeszłości), przestrzenią z dominującymi monumentami. FO prowadzi natomiast do rozwoju „pasmowego układu osadniczego”, który pozbawiony jest jednoznacznej dominacji. W tym samym czasie, kiedy miasto FZ jest wypchane po brzegi, FO wciąż dysponuje wolnym miejscem pod dalszy rozwój, wciąż widać fragmenty pierwotnej łąki, nadal widzimy zamki i grody. Kierunek, w którym zmierzać będzie przestrzeń zależy wyłącznie od nas samych.

 

 

Gotycka bazylika Saint-Denis ze swoimi pokaźnymi rozmiarami i bogactwem zdobień stanowi idealny przykład FZ

 

Następnie autor zarzuca nas wieloma realizacjami FZ odzwierciedlonymi w architekturze. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jednym z jej wyznaczników jest przytłaczająca monumentalność, to prawdopodobnie możemy się spodziewać, w jakie miejsca zapragnie zabrać nas autor. Wycieczkę zaczynamy od ogromnych piramid w Egipcie, skąd przenosimy się do świata chrześcijańskich kościołów i katedr (zwłaszcza znienawidzonych chyba przez większość architektów tworów gotyku) oraz islamskich meczetów.  Oczywiście nie tylko budowle religijne posiadały cechy negatywne, miały je również siedziby władców absolutnych, nie mogło się obyć oczywiście bez wspomnienia wciąż dominującego nad przestrzenią Warszawy Pałacu Kultury i Nauki.

 

Willa Savoye - mieszanka cech FZ i FO

 

Oczywiście nie wszystkie założenia można jednoznacznie określić mianem FZ lub FO, niektóre z nich stanowią połączenie cech charakterystycznych obu tych form. Są nimi przede wszystkim domy, na czele z domem arabskim i japońskim, których skromne wnętrza stanowią idealne tło nie próbujące integrować w życie mieszkańców. Ten ostatni przypadek cechuje się również dużym stopniem przekształcalności, co gwarantują mu przesuwne drzwi i minimalistyczne umeblowanie. Skoro już jesteśmy przy domach warto wspomnieć również Willę Savoye, dzieło Le Corbusiera, która pomimo swoich silnych modernistycznych cech nie w pełni wpisuje się w obraz FO. O ile pomalowane na biało wnętrze stanowi idealne ‘tło’ a nacisk na funkcjonalność gwarantuje łatwe przekształcanie przestrzeni mieszkalnej, to jednak budynek wciąż pozostaje zwartą bryłą wyraźnie dominującą nad otaczającą ją przestrzenią.

 

Teren szwedzkiego krematorium idealnie wpisuje się w założenia FO, będąc symbiozą architektury i krajobrazu

 

Nasuwa się więc oczywiste pytanie – co w takim razie w pełni spełnia wymagania FO? Autor podaje zaledwie jeden przykład historyczny, którym jest Machu Picchu, ostatnia stolica Inków, „tło integrujące człowieka z kosmosem”. Wśród nowszych konstrukcji znajdziemy tereny krematorium pod Sztokholmem, wnętrze dworca Wasrzawa-Śródmiescie, kilka przestrzeni muzealnych, inicjatyw artystycznych i dzieł sztuki. Niezbyt wiele, niezbyt konkretnie (przynajmniej w porównaniu z FZ).

 

Jeżeli wydaje się wam, że założenia FO brzmią zbyt pięknie i w trakcie lektury zapala wam się lampka ostrzegawcza „uwaga, utopia!”, to macie rację. Pomysł Hansena jest nierealny i raczej nie przewiduję, by założenia FO zostały w najbliższym czasie wprowadzone w życie na skalę masową. Miasta linearne, chociaż zostały wymyślone już na przełomie XIX i XX wieku, pomimo swoich oczywistych zalet, nie cieszą się zbytnią popularnością. Zresztą, żyjemy w czasie, kiedy miasta są już ukształtowane  a ich ewentualne dostosowanie do standardów FO wymagałoby niszczenia i burzenia, co z kolei byłoby zupełnie sprzeczne z założeniami Hansena. Jeśli chodzi o budowle, to tutaj również nie jest łatwo. O ile stworzenie domu utrzymanego w takim stylu nie byłoby trudnym zadaniem, to jednak zastanawiam się, jaki procent społeczeństwa wyraziłby zadowolenie z życia w pustej, chłodnej przestrzeni. Wydaje się, że FO w najbliższym czasie ma szanse sprawnie funkcjonować jedynie w dziedzinie malarstwa, rzeźby, czy performance, dziedzinach bardziej podatnych na eksperyment.

 

Na koniec kilka słów o kwestii technicznej. Książka została wydana w nieco nieporęcznym formacie (można zapomnieć o czytaniu jej w trakcie przejażdżki tramwajem), jednak to jedyna rzecz, którą można jej zarzucić. Koncepcje Hansena są bogato ilustrowane zdjęciami, rysunkami oraz wykresami, co zdecydowanie ułatwia zrozumienie niekiedy zawiłego i skomplikowanego toku myślenia autora. Dla tych, którzy zupełnie pogubią się w treści (co jest chyba mało prawdopodobne), przewidziano małe ściągi w postaci pasków. Jeśli na danej stronie omawiana jest FZ, pojawia się pasek czarny, jeśli FO – biały, natomiast kiedy autor przywołuje obie formy – oba. Dzięki tym wszystkim urozmaiceniom, po książkę może sięgnąć praktycznie każdy, kto tylko interesuje się architekturą i sztuką. Pozycja zdecydowanie godna uwagi, zwłaszcza, że pochodzi z naszego rodzimego podwórka.