547 Obserwatorzy
158 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Historia leśnych kochanków i inne opowiadania
Kazimierz Orłoś
Bałkany wyobrażone
Maria Todorova
Przeczytane:: 204/575 stron

Wsi spokojna, wsi wesoła?

Zofia Stryjeńska Wiejska zagroda

 

Wsi spokojna, wsi wesoła!
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki
Może wspomnieć zaraz wszytki?

Tak polską wieś sławił słynny Jan Kochanowski. Ten przedstawiciel doby renesansu bywał na dworach znanych i bogatych, zwiedził wiele tętniących życiem miast, a mimo to upodobał sobie właśnie proste tereny wiejskie. Kupił wieś Chechły a sam sprowadził się do Czarnolasu. Jak pamiętamy z lekcji języka polskiego, podziwiał tutaj słynną lipę, a uroki życia wiejskiego chwalił w cytowanej powyżej Pieśni świętojańskiej o Sobótce. Pomimo osobistej tragedii, żyło mu się tam dostatnio.

 

Henryk Siemiradzki Sielanka

 

Oczywiście Kochanowski nie był jedynym pisarzem, który poczuł fascynację prowincją. Tereny wiejskie od zawsze interesowały twórców, począwszy od pierwszych prób literackich. Trend ten rozpoczęli już nasi starożytni przodkowie, na czele z greckim poetą Teokrytem, który jest przez wielu uważany za ojca sielanki, gatunku który w nieco wyidealizowany sposób prezentuje uroki życia na wsi. Oczywiście w Rzymie doczekaliśmy się jego odpowiednika (co biorąc pod uwagę zamiłowanie Rzymian do ‘czerpania inspiracji’ z podbitych terenów, nie powinno nikogo dziwić) w postaci Wergiliusza, który wzorował swoje idylliczne Bukoliki właśnie na twórczości swojego poprzednika, odpowiednio dostosowując tekst do realiów jego własnej ojczyzny.

 

W Polsce boom na sielanki nastał wraz z nadejściem renesansu, który chętnie sięgał do tradycji antycznych. I tak zarówno Rej jak i wspominany już Kochanowski, chociaż obaj bywali w wielu wspaniałych miejscach, w swoich utworach często wracali właśnie na prowincję, do obszaru, który zdawał się być starożytną arkadią, mityczną krainą urodzaju i szczęścia. Rozległe tereny zielone miały niewątpliwą przewagę nad ciasnymi uliczkami renesansowych miasteczek. Oczywiście musimy pamiętać, że to co było krainą szczęścia dla warstwy znajdującej się na nieco wyższym szczeblu drabiny społecznej, dla tych stanowiących jej podstawę było smutną rzeczywistością. W czasie kiedy Kochanowski siedział pod lipą i zbijał bąki, cały zastęp chłopów uwijał się w pocie czoła za półdarmo, by Janek miał co do ust włożyć. Cóż, rzeczywistość bywa okrutna.

 

Franciszek Kostrzewski Grzybobranie

 

Podobnie było przez następne kilka epok w dziejach kultury i literatury polskiej. Wieś widziana była oczami pisarzy, którzy gościli w dworkach, pałacykach, majątkach, kontemplowali piękno otaczającej ich przyrody, jednie czasami wspominając coś o ciężko pracujących chłopach. Dla nich wieś była edenem, miejscem odpoczynku od zgiełku miasta. Gdyby ówcześni chłopi potrafili pisać, ich wersja życia na prowincji znacznie odbiegałaby od relacji tych bogatszych osób. Dla nich piękne okoliczności przyrody nie były niczym niezwykłym, nie zachwycali się nimi, ponieważ pola, lasy, rzeki były dla nich codziennością. Co więcej, warto zauważyć, że większość chłopów nie znała innej rzeczywistości (no, może najwyżej z zasłyszanych opowiadań), ponieważ nie mieli potrzeby ani tym bardziej możliwości opuszczenia rodzinnej wioski.

 

Z nastaniem XIX wieku(a zawłaszcza jego drugiej połowy) wszystko zaczęło się stopniowo zmieniać. Nastąpił ogromny postęp techniczny a wraz z nim w życiu ludzi pojawiło się wiele udogodnień. Gwałtowny rozwój miast sprawił, że tereny wiejskie przestały być już tak atrakcyjne, jak kilkanaście lat wcześniej. Motyw arkadii odszedł powoli w zapomnienie, teraz źródłem fascynacji było miasto, w którym życie stało się znacznie łatwiejsze. W przewodach popłynął prąd, zabłysły pierwsze żarówki, po ulicach zaczęły kursować pierwsze tramwaje. Jak grzyby po deszczu wyrosły teatry, kawiarnie oraz inne miejsca spotkań. Kto chciałby porzucać tak wygodne życie na rzecz pogrążonej w ciemności wsi?

 

Alfred Wierusz-Kowalski Niedzielny poranek

 

Oczywiście literatura nie odpuściła tak łatwo i pisarze często wysyłali swoich bohaterów na wycieczkę w tereny wiejskie. Dziwnym zbiegiem okoliczności, prawdopodobnie ze względu na bliskość natury, takie wypady często kończyły się wyznaniami miłości. Z drugiej jednak strony zaczęto zwracać uwagę na rdzennych mieszkańców prowincji, na warunki w których żyją. Przedstawiciele pozytywizmu wiedzeni hasłem pracy u podstaw chcieli krzewić edukację wśród przedstawicieli najniższych warstw społeczeństwa. O krok dalej poszedł Reymont, który akcję całej swojej powieści osadził na wsi, ale zamiast opisywać życie szlachty, postanowił sportretować tą prawdziwą społeczność wiejską. Bohaterowie Chłopów mieszkają w lichych, drewnianych chatach, są słabo (lub wcale) wyedukowani, zajmują się pracą na roli i rozmnażaniem. Na pierwszy rzut oka mieszkańcy Lipiec są prości, niemalże prymitywni, jednak głębsza lektura powieści pokazuje od dawna znaną prawdę, że pozory mogą mylić.

 

 

Kolejny, XX wiek, to już całkowity triumf miasta. Dwie wojny światowe położyły kres beztroskiego życia arystokracji. Dworki w których mieszkali zostały albo zniszczone albo zaadaptowane do nowych celów (mieszkania komunalne, PGR-y, magazyny). Wieś dla większości przestała kojarzyć się utopią, była raczej miejscem nieco zacofanym, gdzie można wysłać dzieci na wakacje lub samemu chwilę odpocząć, ale mieszkać już niekoniecznie. Praca na roli jest trudna i mało nobilitująca, za to miasto otwiera znacznie większe możliwości. Lepsza praca, lepsze szkoły, lepsze warunki życia. Przynajmniej jest elektryczność i telefon.

 

Ten tok myślenia przestał być adekwatny pod koniec XX wieku. Wieś zaczęła doganiać miasto i wiele różnic zaczęło się zacierać. Elektryczność zawitała praktycznie do każdego zakątka naszego kraju, ostatnie jednostki podłączały się do sieci telefonicznej. W większości domów zagościł samochód i telewizor, z czasem pojawiły się pierwsze komputery i internet (chociaż na ten szerokopasmowy trzeba było jednak trochę poczekać). Dzięki samochodom odległość przestała odgrywać tak istotną rolę i coraz więcej ludzi opuszczało ciasne kamieniczki czy wątpliwej jakości wielką płytę na rzecz własnego domku na prowincji, nie rezygnując przy tym z dotychczasowego źródła utrzymania.

No cóż, do tej grupy zaliczam się również i ja.

 

Po wejściu do Unii i otworzeniu worka z dotacjami, wieś zaczęła tracić swój pierwotny charakter. Ci chłopi, którzy u Reymonta żyli skromnie (dziś powiedzielibyśmy ‘w skrajnym ubóstwie’), ewoluowali do roli przedsiębiorcy. We wsi ciężko znaleźć drewnianą chałupę, dziurawe drogi zostały wylane asfaltem (nie oszukujmy się - również dziurawym). Po polach suną wielkie maszyny, po drogach tiry. Krowy pasą się same a obory są niemalże sterylnie czyste. Zamiast siedzieć na ławeczkach przy drodze, ludzie siedzą na kanapach przed telewizorem. Ta niegdyś dobrze funkcjonująca społeczność zaczęła się rozpadać, fragmentować.

 

A co na to pisarze? Bo przecież motyw wsi wciąż powraca do literatury niczym bumerang. No cóż, wieś którą mamy możliwość najczęściej obserwować na kartach współczesnej powieści ma dwa oblicza, zależnie od gatunku. W literaturze kobiecej jest to ta wciąż wyidealizowana arkadia, w której można się zaszyć się uciekając od zgiełku miasta (teoretycznie - polecam pobyt na wsi w trakcie żniw). Z drugiej strony pojawia się trend wspominkowy. Mamy przecież Myśliwskiego, który najchętniej powraca do wsi powojennej, na której wciąż żyło się zgodnie z porami roku. Była też wieś u Orłosia, która zamiast wiać grozą powojennych porachunków, wprowadzała czytelnika w iście sielską atmosferę. Nawet w poezji Jarosza jego wieś sprawia wrażenie, jakby zupełnie zatrzymał się w niej czas. Jak na złość nikomu nie chce się pisać o polskiej prowincji, która weszła do UE.

 

 

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Właśnie trzymam w ręce Miedzę AndrzejaMuszyńskiego i wiążę z nią duże nadzieje. Mam nadzieję, że w zbiorze opowiadań tego zaledwie pięć lat starszego ode mnie pisarza, znajdę obraz wsi współczesnej.

Bo mam dość wsi, której wystaje słoma z butów. Taka wieś już nie istnieje.

 

*powyższy tekst przedstawia motyw wsi w literaturze oczywiście w sposób znacznie uproszczony*

 

źródła obrazów: 1 2 3 4 5