703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Kartki na wodzie

Kartki na wodzie - Leszek Aleksander Moczulski

Leszek Aleksander Moczulski

Biblioteka "Toposu", 2013

 

Czas zmierzyć się z legendą. Jak to powiedział Bronisław Maj w trakcie tegorocznego benefisu autora, „Leszek [Moczulski] jest jednym z niewielu poetów tak intensywnie, tak mocno, tak wspaniale obecnych w naszym życiu, w naszej współczesności”. Każdy z nas zna jego twórczość, nie tą stricte poetycką, ale tą przyodzianą w warstwę muzyczną, słyszaną w radio, nuconą pod nosem. I chociaż pan Leszek swoim dorobkiem mógłby obdzielić sporą grupę początkujących poetów, to jednak nie spoczywa na laurach i cały czas tworzy. Właśnie nakładem Biblioteki „Toposu” ukazał się jego najnowszy tomik.

 

Kartki na wodzie to 41 głęboko refleksyjnych wierszy, w dużej mierze oscylujących wokół tematu przemijania. Nie uważam za stosowne wypominanie autorowi wieku (w końcu liczy się stan ducha a nie metryka), jednak w tym przypadku fakt ten odgrywa dość istotną rolę. Przychodzi bowiem taki moment w życiu, kiedy człowiek zaczyna robić rachunek sumienia, pewnego rodzaju podsumowanie. Wraca myślami do lat dzieciństwa, częściej myśli o Bogu i o tym, co będzie później, dalej. Wygląda na to, że autor, który w tym roku obchodził 75 urodziny, właśnie znalazł się w tym punkcie i swoje rozmyślania na owe tematy postanowił zawrzeć w formie tomiku.

 

[…]Nadzieja nie spodziewa się wiele,
ale tam, gdzie jest miłość – tam kocha.
A wiara nie wiadomo skąd jest, a nie ustaje i wierzy.
(„Przyczynek do codzienności”)

Wystarczy przeczytać kilka dowolnych wierszy z Kartek na wodzie, by zauważyć, że najczęściej powracającym tematem jest kwestia wiary i Boga. W przeciwieństwie do wielu poetów, którzy w pewnym momencie zaczynając tworzyć teksty odzwierciedlające ich poszukiwania jakiejś siły sprawczej i domagających się jej ujawnienia, autor jawi się jako osoba, która Boga znalazła już dawno. Jest mu wdzięczny za wszystkie działania i w pewien sposób stara się pogodzić również z tym, że „ ta ręka niewidoczna / która kwiat rozchyla” pewnego dnia „zamknie nam powieki” („Ta ręka niewidoczna”). Nie sprzeciwia się temu nieuchronnie zbliżającemu się wydarzeniu, nie stawia pytań ‘po co?’ i ‘dlaczego?’. On podchodzi do tego spokojnie, bo wierzy, że dzięki Panu rzeczy straszne nie są straszne („Przez Ciebie”). Oczywiście nie umyka jego uwadze fakt, że z wiarą we współczesnym społeczeństwie jest raczej krucho i nawet ci, którzy mówią o sobie ‘wierzący’ nieco zboczyli z wyznaczonej im ścieżki, czego wyraz daje w wierszu „Piosenka na koniec świata. My poganie chrześcijanie”. Dwa utwory poświęcone zostały również kwestii ego, życia na własną rękę, braku poszanowania dla innych. Jak to puentuje autor:

„Na własną rękę Piotra quo vadis,
a solidarność nasze katharsis.
(„Ego (2)”)

 

Oczywiście nie wszystkie wiersze koncentrują wokół Boga. W utworze „Ach,”, autor powraca do rodzinnych okolic, do Sobolewa, Suwalszczyzny, którą porzucił na rzecz Krakowa. Jako miejsce, w którym spędził dzieciństwo, obszar ten jawi mu się niczym arkadia, raj na ziemi, kraina wiecznego szczęścia. Co ważne, w wielu utworach pojawiają się opisy przyrody, korespondujące nie z zasnutym smogiem Krakowem, ale właśnie z zielonymi łąkami i jeziorami okolic Suwałk.  Najlepszym przykładem jest refleksyjna „Ballada o śródleśnym jeziorze”, w której autor tak piękne okoliczności przyrody łączy z motywem śmierci. Natomiast w wierszu „Tablica kamienna” pojawia się refleksja na temat tego, co po nas zostanie dla przyszłych pokoleń i jaką funkcję będziemy pełnić w ich życiu. W zbiorze znalazło się również miejsce na tekst poświęcony zmarłej w ubiegłym roku Wisławie Szymborskiej („Piosenka na koniec świata. Wołamy”), w którym zamiast wychwalać poetkę pod niebiosa, autor przytacza również opinię tych, którym twórczość noblistki przeszkadzała. Wspomina również Jerzego Lieberta, przedwcześnie zmarłego poetę międzywojnia, który w swojej twórczości poświęcił dużo miejsca refleksji religijnej, śmierci i przemijaniu. Element idealnie uzupełniający całość tomiku.

 

Na szczególną uwagę zasługują również dwa pierwsze wiersze zamieszczone w tomiku. Otwierające całość „Fragmenty zwrócone pamięci” zdecydowanie wyróżnią się na tle wszystkich innych utworów. O ile bowiem większość tekstów Moczulski zdecydował się ubrać w rymy i inne ozdobniki, tak tego uczynił nie tylko wierszem białym, ale również i wolnym. Zabieg ten, charakterystyczny dla poezji najnowszej, szokuje tym bardziej, że następujący po nim utwór nie dość że jest pełen rymów, to jeszcze został oparty na biblijnym Hymnie do miłości. Swoją drogą wciąż zastanawiam się, czy jego tytuł „Dziesięć odcieni miłości” jest dziełem przypadku, czy też może przytykiem do Pięćdziesięciu twarzy Greya (ang. Fifty shades of Grey, shade – odcień). Bez względu na to, czy nawiązanie to było zamierzone, czy to tylko zbieżność, ciekawie jest przeczytać ten dość obszerny wiersz opiewający miłość w ujęciu bardziej metafizycznym i porównać ją z fizycznością zaprezentowaną przez E. L. James. Wnioski nasuwają się same.

 

Kartki na wodzie to zbiór dość trudny w odbiorze, zwłaszcza dla młodego czytelnika lubującego się w retoryce poezji stricte współczesnej. Osobnik ów nie zawraca sobie przeważnie głowy refleksją na temat przemijania i odchodzenia, nieco naiwne i przepełnione niemodnym patosem mogą mu się wydać odniesienie do wiary, odwykł też od poezji pełniej rymów, stylem niejednokrotnie nawiązującej do tego znanego z Biblii. Mimo to jednak warto spróbować przełamać się i sięgnąć po ten tomik. Przeczytać co najmniej dwa razy, wgryźć się w tekst i docenić kunszt autora. Bo choć wiersze te traktują o tematach poważnych i niewygodnych, to pan Moczulski dołożył wszelkich starań, by ubrać je w jak najpiękniejsze słowa. Coś, co w poezji młodych twórców, przeważnie zdominowanej przez minimalizm, zanika niemal zupełnie.

 

Na zakończenie wiersz, który z racji mojej profesji szczególnie zapadł mi w pamięć: