703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Źle urodzone

Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL - Filip Springer

Filip Springer

wydawnictwo Karakter, 2011

 

Z czym mi się kojarzy architektura PRL-u? Z szarością betonu. Z wielkimi, bezdusznymi bryłami. Z abstrakcyjnymi dekoracjami, które zamiast dodawać budynkowi uroku, czyniły go tylko jeszcze bardziej dziwacznym, niepasującym do otoczenia. I wreszcie z wielką płytą i całymi osiedlami poustawianych obok siebie identycznych bloków. Pozbawione okien domy handlowe, które wyglądały jak wyciągnięte na powierzchnię ziemi bunkry. A na dokładkę tu i ówdzie można było zobaczyć jakiś drobny element nawiązujący do najważniejszych założeń PRL-u. Ciężko jest mi darzyć takie budowle pozytywnym uczuciem i chyba nie tylko ja tak uważam. Dlatego też bez większych emocji obecnie oglądamy, jak kolejne (przeważnie opuszczone i zaniedbane) owoce polskiego modernizmu znikają z powierzchni ziemi. To, co straszyło powybijanymi oknami, zwolni miejsce na którym powstanie nowy, nowoczesny obiekt.

 

 

Źle urodzone to zbiór reportaży poświęconych właśnie takim budynkom. Filip Springer bierze na warsztat kilka najbardziej reprezentacyjnych budowli polskiego modernizmu (np. obserwatorium meteorologiczne na Śnieżce, warszawski Dworzec Centralny, katowicka ’Superjednostka’, poznański arsenał i sukiennice, czy słynny Przyczółek Grochowski) i na ich przykładzie stara nam się pokazać, że to, co obecnie uważamy za stare i brzydkie, w zamyśle twórcy było innowacyjne i nierzadko miało być przyjazne dla użytkownika czy mieszkańca. Bo tak właściwie to całość zbudowana jest nie wokół architektury, ale właśnie architektów. Każdy reportaż przybliża nam konkretnego przedstawiciela tej profesji i za pomocą formy reportażowej prezentuje czytelnikom jego życie i twórczość. Omawia genezę konkretnych budynków, zestawia ją z jej wykonaniem (nierzadko odbiegającym od założeń autora projektu), po czym informuje o dalszych losach budynku (zazwyczaj niezbyt napawających optymizmem).

 

Patrząc na to, co obecnie zostało po architekturze PRL-u, trudno jest sobie uzmysłowić, że te miejsca, zwłaszcza budynki mieszkalne, miały być idealnym miejscem do życia, utopią. Mieszkający w nich ludzie mieli mieć możliwość załatwienia wszystkich potrzebnych spraw nie opuszczając terenu osiedla. Sklepy, szkoły, tereny rekreacyjne – wszystko miało znajdować się na wyciągnięcie ręki. Wielkopłytowe molochy miały łączyć się z Le Corbusierowskim hasłem reprezentującym niezbędne elementy urbanizmu: ‘słońce, przestrzeń, zieleń’(co bardzo dobrze jest widoczne chociażby na przykładzie omawianych w książce Sadów Żoliborskich).Miało być pięknie, ale jak zwykle nie wyszło. Wyjątkowo jednak nie można tutaj tradycyjnie zrzucić winy na władze komunistycznej Polski. Ta idea po prostu nie odniosła sukcesu w skali całego świata. Doszło nawet do tego, że mieszkańcy zaczęli demolować swoje własne domy, które zamiast zamierzonej emancypacji, kojarzyły się im z totalitaryzmem. Najsłynniejszy taki przypadek doprowadził do wyburzenia osiedla Pruitt-Igoe w St. Luis 15 lipca 1972 (datę tę uznaję się za koniec architektury modernistycznej). Przynajmniej pod tym względem nie odstajemy od reszty świata.

 

Źle urodzone to połączenie reportaży z albumem. Oprócz interesująco napisanego tekstu znajdziemy tutaj dużo ładnych zdjęć, zarówno tych archiwalnych, jak ich współczesnych odpowiedników autorstwa samego Filipa Springera. Tekst czyta się bardzo dobrze, krój czcionki nie męczy wzroku. Mamy też tutaj duże marginesy, na których znajdziemy przypisy (czyli głównie źródła, z których korzystał autor). I z tymi przypisami wiąże się jedyny mankament tej książki, zademonstrowany na zdjęciu poniżej:

 

 

Niestety, nie wygląda to zbyt elegancko i co gorsza dość często takie nachodzenie tekstu przypisu na tytuł rozdziału się powtarza. Mam nadzieję, że wydawnictwo jest świadome tego małego ‘bubla’ i w przyszłości uważniej będzie planowało layout.

 

Źle urodzone to książka zdecydowanie warta polecenia i to nie tylko dla tych, którzy interesują się architekturą. To ludzie, a nie budynki są bohaterami reportaży zebranych w tej pozycji, dlatego wszyscy, których choć trochę interesują te koszmarne budynki, powinni po nią sięgnąć. Co prawda książka do najtańszych nie należy ale zdecydowanie jest warta wydania tych 74 zł (oczywiście to tzw. cena sugerowana, jak ktoś się postara, to kupi ją nieco taniej), zwłaszcza, że otrzymujemy połączenie dobrze napisanego reportażu oraz pięknego albumu (chociaż piękno budynków przedstawionych na zdjęciach jest dyskusyjne).