703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Jaśnie pan

 

Jaume Cabré

Marginesy, 2015

 

Barcelona, zmierzch XVIII wieku. Markiz de Dosrius organizuje przyjęcie na którym zjawiają się wybitne osobistości, zasłużone zarówno w dziedzinie kultury, jak i życia społecznego miasta. Spotkanie uświetnia Marie de l'Aube Desflors, znana śpiewaczka, obdarzona nie tylko pięknym głosem, ale i talentem do zwabiania mężczyzn do jej łoża. To huczne przyjęcie ma dla niej jednak niezwykle tragiczny finał. W pokoju hotelowym zostaje odnalezione ciało Marie, a wszystkie pozostawione ślady wskazują, że miało tam miejsce morderstwo. Do akcji wkracza prezes trybunału miejskiego, Rafel Massó, który ma znaleźć odpowiedź na typowe dla kryminałów pytanie: kto zabił?

 

Tak w dużym skrócie i bez ujawniania szczegółów wygląda początek „Jaśnie pana”, najnowszej (przynajmniej na rynku polskim) książki Cabré. Jak można się domyślić po obecności trupa i potrzebie odnalezienia winnego, tym razem ów pisarz oferuje nam kryminał. Oczywiście w pozostałych książkach autor przyzwyczaił nas do wątków zabawy w detektywa, jednak teraz miało do zdominować całość narracji. Ja się mu ten zabieg udał? Książka w momencie swojego wydania (1991 r.) w ojczyźnie autora wzbudziła pozytywne emocje zarówno wśród czytelników, jak i w gronie krytyków, stając się pierwszą książką Cabré, która odniosła sukces na tak dużą skalę.

 

W powieści tej spokojnie możemy odnaleźć większość cech typowych dla przeciętnego kryminału. Mamy zbrodnię, brakuje nam zbrodniarza. Pojawia się podejrzany, choć mamy wrażenie, że to raczej nie ta osoba, która faktycznie mogłaby się dopuścić takiego czynu. W między czasie poznajemy słodkie sekrety Rafaela, tytułowego „jaśnie pana”, który uwielbia spędzać czas z pięknymi kobietami (teleskop ustawiony w jego ogródku faktycznie służy mu do obserwacji ciał, tylko niekoniecznie niebieskich). Tak więc jak na porządny kryminał przystało, jest przemoc, jest też i seks. Ale na tym nie koniec, w tle pojawiają się również niesnaski polityczne, skorumpowana i zadufana w sobie władza, dla której bardziej niż faktyczna sprawiedliwość ważne są pieniądze i sława. Im dalej zagłębiamy się w tę książkę, tym więcej szczegółów wyjawia nam autor sprawiając, że choć cała sytuacja ze strony na stronę staje się coraz bardziej mroczna, to jednak wszystko powoli zaczyna układać się w logiczną całość.

 

Kryminał Cabré nie jest jednak typowym kryminałem. Nie znajdziemy tutaj bowiem żadnego suspensu, ten, który towarzyszy nam na początku lektury szybko się gdzieś ulatania, autor w połowie książki odkrywa przed czytelnikami większość kart (by resztę zachować dla siebie i nigdy się z czytelnikiem nimi nie podzielić), sprawiając, że ów szumnie zapowiadany kryminał zaczyna zmierzać w kierunku powieści obyczajowej z zagadką kryminalną w tle. Po dobrze zapowiadających się pierwszych dwóch częściach powieści, trzecia skupia się głównie na psychoanalizie bohatera oraz na zagadnieniu sprawiedliwości moralniej, zamieniając się tym samym w powieść o silnym zabarwieniu psychologiczno-obyczajowym. Nie znajdziemy tutaj zatem gwałtownych zwrotów akcji, ta snuje się tutaj raczej wolno, acz treściwie. Cabré już w 1991 roku przywiązywał wyjątkową wagę zarówno do słowa i stylu, jak i do tła historycznego, które stanowi niewątpliwie istotny element w tej powieści i pomaga czytelnikowi (zwłaszcza temu, który jest obeznany z dziejami Hiszpanii) lepiej wczuć się w klimat opowieści, a przez to może i lepiej zrozumieć zachowania bohaterów. Widać, że bardziej niż na stworzeniu wciągającego kryminału zależało mu na napisaniu uniwersalnego traktatu o źle i obłudzie. Czytając powieść odnosiłam czasem wrażenie, że Barcelona to miasto z najgorszego koszmaru, miejsce w którym różnego rodzaju żądze biorą górę nad rozwagą i intelektem.

 

„Jaśnie pan” jest powieścią zdecydowanie mniej rozbudowaną, niż „Wyznaję”, co akurat, moim zdaniem, działa na jej korzyść. Dzięki mniejszej liczbie wątków, skromniejszej liczbie bohaterów i braku ekstremalnych wycieczek w czasie i przestrzeni, łatwiej jest śledzić rozwój wydarzeń, co w przypadku tej pierwszej powieści było akurat nieco kłopotliwe. Można powiedzieć, że ta książka Cabré to ubogi krewny wychwalanego pod niebiosa bestsellera, uboższy w treść i środki ekspresji i jest w tym sporo racji. Nie ma tutaj tego rozmachu, co jednak nie oznacza, że „Jaśnie pan” to grafomańska próba literacka, bo do tego tej powieści daleko. I tutaj zdarza się wodzić autorowi czytelnika za nos, brutalnie rozwiewać nadzieje i przemilczeć kilka spraw. Trzeba po prostu wziąć po uwagę, że to przecież książka od której wszystko się zaczęło, dopiero po niej autor zaczął rozbudowywać swój styl i dążyć do tego, co znamy z jego współczesnej twórczości.

 

Nie będę ukrywać, że należałam do grona tych osób, których „Wyznaję” nie zachwyciło i do twórczości Cabré jestem nastawiona wyjątkowo sceptycznie. „Jaśnie pan” tej niechęci nie zmienił, choć muszę przyznać, że ta skromność i oszczędność środków bardziej przypadły mi do gustu. Trochę zawiodłam się na wątku kryminalnym, który w pewnym momencie nieco się rozmył i nie był w stanie utrzymać mojego zainteresowania, nieco przeszkadzał mi również dość silny moralizatorski wydźwięk całego tekstu. Mimo to mam wrażenie, że jest to szczersza, mniej wyrachowana i nastawiona na efekt wersja Katalończyka i ta naturalność pozwoliła mi po zakończeniu lektury uplasować „Jaśnie pana” w kategorii książek „z potencjałem, którym czegoś jednak zabrakło”.

 

Ale to tylko moja opinia, a ja ponownie jestem w mniejszości. Prawda jest taka, że tym, którzy zachwycali się „Wyznaję”, „Jaśnie pan” również przypadnie do gustu. To już tylko i wyłącznie kwestia oczekiwań i gustu, a o nim, jak wszyscy dobrze wiemy, dyskutować nie wypada.