703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Tablet taty

 

Darek Foks

Biuro Literackie, 2015

 

Zanim przejdę do recenzji czas na wspomnienia. Czas akcji: czerwiec 2013 r. Miejsce: Starbucks w jednej z warszawskich „galerii” handlowych. W głównych rolach ja, średnie cappuccino i „Kebab meister” Darka Foksa. Cappuccino na stoliku, szybki łyk, otwieram książkę i pogrążam się w lekturze. Trzy łyki później lektura skończona a na mojej twarzy mina wyrażająca połączenie „to już, tak szybko?” oraz „co to właściwie było?”.

 

Czas akcji: 10 czerwca 2015 r. Miejsce: własna kanapa, Łódź. W głównych rolach ja, „Pas d’action” z „Jeziora łabędziego” oraz „Tablet taty” Darka Foksa. Orkiestra zaczyna grać, ja zaczynam czytać. Utwór (ok. 8 min) nie zdążył wybrzmieć, ja docieram do spisu treści. Tym razem jestem zadowolona, choć gdzieś z tyłu głowy snuje się myśl „mogłoby być tego więcej”.

 

Tytułowy tata z nowego zbioru wierszy Darka Foksa ma tablet, a na tym tablecie trzydzieści siedem folderów. W każdym folderze ulokował inną kobietę, którą miał okazję poznać (w jakim stopniu, tego możemy się chyba domyślić). Opis każdej zamyka w 4 wersach wiersza, każdej kobiecie przypisuje odpowiednie wspomnienie, jakieś skojarzenie. Z Antoniną fantazjował na temat nieistniejących książek, Natalia czytała gazetę oparta o zlewozmywak, a Zuzanna chichotała patrząc, jak on próbuje ułożyć się na materacu. Wspomnienia na pozór nieistotne, ale jednak zostały skatalogowane i zachowane na dysku. Ku pamięci.

 

Foks dobrze czuje się w minimalizmie i trzeba przyznać, że jest mu w nim do twarzy, zwłaszcza, jeśli chodzi o poezję. W przypadku prozy i pamiętnej powieści „Kebab meister” ta zdawkowość i przewaga białej kartki nad czarną czcionką trochę mnie uwierała, może nie tyle ze względu na sam pomysł, ale na nastawienie, z jakim podeszłam do lektury. Blurb zapowiadał interesującą narrację osadzoną w realiach II Wojny Światowej, podczas gdy we wnętrzu narracji praktycznie nie było.

 

W przypadku poezji jest jednak inaczej. Wiersz nie musi ciągnąć się przez kilka stron, by z powodzeniem przekazać całą treść. Takie były modne w romantyzmie, gdy wieszczowie potrzebowali wielu strof, w których zmieścić mogliby wszystkie epitety, metafory, porównania itp., każdą końcówkę wykańczając eleganckim rymem. Dziś nikomu już się w to kraszenie nie chce bawić, dzisiaj liczy się zwięzłość przekazu: ma być krótko i merytorycznie. I tak właśnie jest u Foksa, który w swoim najnowszym tomiku zamieścił wiersze które owszem, są krótkie, ale którym nie można zarzucić braku walorów poetyckich, czy powierzchowności.

 

Z tych cztero-wersowców wyglądają nie tylko kobiety, ale i dość ciekawe obrazy, z których wiele zakotwiczonych jest w krajobrazie miejskim. Katarzyna obserwuje małe budynki, na miejscu których lada moment stanąć ma inny, większy (centrum handlowe? hotel? zakład produkcyjny?), Monika pojawia się w oparach smogu, a Ewa popadła w konsternację zauważając, że fasada jej domu została nagle przemalowana na pomarańczowo. Same bohaterki wierszy również nie są jednakowe, są bardziej i mniej odważne, czasami można odnieść wrażenie, że niektóre są zagubione, natomiast inne idą przez świat z podniesioną głową, nie bojąc się nawet zmierzyć swojego męża lodowatym spojrzeniem. I chociaż okładka książki sugeruje, że wnętrza folderów mogą skrywać pikantne smaczki, to jednak erotyzm, choć jest w wierszach Foksa obecny, zostaje tutaj zgrabnie ukryty. Tak na wszelki wypadek, gdyby pociecha taty dorwała się do jego ulubionej zabawki.

 

„Tablet taty” to tomik przyjemny i choć zamieszczone w nim wiersze są dość krótkie, to pamiętajmy, że po zakończonej lekturze możemy zabawić się w odkrywcę i poszukać w historiach tych znajomości drugiego dna. I tak jak w przypadku niedawno opisywanych przeze mnie „Powązek” odradzałam czytanie tomiku w centrach handlowych i środkach komunikacji miejskiej, tak „Tablet taty” można zabrać ze sobą wszędzie, do tramwaju, na plażę, na nudne zajęcia. Tak jak na prawdziwy tablet przystało, idealnie sprawdzi się w każdych warunkach. I czas na łyżkę dziegciu w beczce miodu: wątpię, czy wiersze te zostaną z czytelnikiem na dłużej, obawiam się wylecą z pamięci czytelnika, jak się tam dostały. Choć mogę się mylić, w końcu wpisy zamieszczane na Twitterze są wyjątkowo krótkie, a jednak mogą rozpętać prawdziwą burzę. Może z wierszami Foksa też tak będzie?