703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Gry Jaskółek

Zeina Abirached

Kultura Gniewu, 2014

 

Na dzień dziecka recenzja gatunku, który najbardziej kojarzy się z dzieciństwem. Dzieci, wrażliwe na bodźce graficzne i wszelką pstrokaciznę, znacznie lepiej reagują na obrazki, niż na pokryte drobnym maczkiem białe kartki. Komiks, bo o nim właśnie mowa, wciąga i bawi niczym najlepsza kreskówka, czyta się go szybko i równie szybko o nim zapomina.

 

Tylko, że komiks o którym piszę dla dzieci raczej nie jest. Nie ma feerii kolorów i zabawnych przygód. Owszem, jego lektura nie zajmie zbyt wiele czasu, ale mimo to ciężko o nim zapomnieć.

 

Zaina Abirached urodziła się w 1981 roku w Beirucie, stolicy Libanu. Miała pecha, bo przyszła na świat w mieście ogarniętym konfliktem. Od 1975 r. do 1990 r. na terytorium państwa toczyła się wojna domowa pomiędzy muzułmanami a chrześcijanami, co gorsza w tym samym okresie państwo znajdowało się pod okupacją syryjską. W wyniku działań militarnych śmierć poniosło ok. 120000 osób, rozpoczął się również masowy exodus Libańczyków. Bombardowania zniszczyły główne miasta a ograniczone racje żywieniowe, jak również problemy z dostawą wody i prądu sprawiły, że wiele osób znalazło się na skraju nędzy.

 

Historią tą Zaina dzieli się z czytelnikiem w komiksie „Gry Jaskółek”. Jego fabuła jest prosta: noc, bombardowanie, dzieci same w domu, rodzice próbują wrócić. Jedyną bezpieczną częścią mieszkania Zainy jest pozbawiony okien przedpokój, w którym kolejno zaczynając gromadzić się najbliżsi sąsiedzi. Każdy z nich przychodzi ze swoim własnym bagażem doświadczeń wojennych, na życiu każdego z nich konflikt odcisnął dość pokaźne piętno. Zaina przedstawia nam ich historie pokazując równocześnie, jak wyglądało życie w okupowanym mieście, rozrysowuje nawet pokrętne ścieżki, którymi musieliby biegnąc ich rodzice, by uniknąć kuli snajpera. Wokół tylko barykady i długie sznury samochodów w kolejce po podstawowe produkty (w tym wodę).

 

Czytając ten komiks nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że choć prezentuje w sumie tylko niewielki, wręcz mikroskopijny wycinek tragedii jaka spotkała mieszkańców oblężonego miasta (Barbara Demick oblężeniu Sarajewa poświęciła całą książkę), to jednak historia ta trafia do mnie mocniej, niż nie jeden „poważny” reportaż. Myślę, że to za prawą ilustracji, które idealnie uzupełniają treść przekazywaną za pomocą tekstu, idealnie odzwierciedlając emocje towarzyszące bohaterom. Przeciwnicy komiksu mogą powiedzieć, że przecież gros reportaży wzbogacone jest materiałem graficznym i zdjęcia lepiej odzwierciedlają rzeczywistość, niż odręczne bazgroły. To prawda, jednak rysunek nie pojawia się w tego typu komiksach w celu wiernej reprodukcji zdarzeń, a raczej ukazania emocji, pewnych prawidłowości. Nie twierdzę, że komiks może zastąpić dokument, ani że jest od niego lepszy. Po prostu działa na odbiorcę w zupełnie inny sposób i ma coś innego na celu.

 

Wiele osób porównuje „Gry Jaskółek” do „Persepolis” Marjane Satrapi. Jest to porównanie niemal naturalne, oba komiksy przedstawiają świat widziany oczami małych dziewczynek, obie narracje mają miejsce na Bliskim Wschodzie (Persepolis to oczywiście Iran), w obu przypadkach bohaterkom przyszło żyć w trudnych czasach. Tylko, że mała Marjane na naszych oczach dorasta, jej opowieść nie ogranicza się do jednego wieczora, ale rozlewa się na kilkanaście lat. „Persepolis” to wielowątkowa, znacznie głębsza opowieść, która, abstrahując już od młodzieńczych perypetii bohaterki, pokazuje znacznie większy wycinek historii jej ojczyzny i znacznie lepiej nas w niego wprowadzając. W „Grach Jaskółek” trochę tego brakuje, po zakończonej lekturze czuć niedosyt, zarówno ze względu na kwestię stricte fabularną, jak i ze wzglądu na brak informacji o opisanym konflikcie. Ale może właśnie to miała na celu Zaina? Zaintrygować czytelnika i zmusić go do dalszych poszukiwań? Kto wie.