703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Klangor

 

Urszula Kozioł

Wydawnictwo Literackie, 2014

 

 

Jak pogodzić się ze stratą ukochanej osoby? Można szukać wsparcia w najbliższych lub dołączyć do grupy terapeutycznej. Można chować tęsknotę w sobie lub dzielić się nią z całym światem. Można przelać swój smutek na papier i schować go głęboko w szufladzie, bądź przekłuć go w dzieło literackie i wydać na rynku. W końcu najlepsze dzieła sztuki rodzą się z bólu.

 

Tą drogą podążyła Urszula Kozioł, wybitna polska poetka, autorka powieści i dramatów, redaktor „Odry”, laureatka wielu nagród (m.in. im. Fundacji Kościeliskich). Artystka, która w świecie poezji obecna jest już od lat ’50 minionego wieku i choć nie odznaczyła się w nim tak mocno jak jej starsi koledzy (Miłosz, Herbert, Szymborska), to jednak jej dorobek literacki jest wyjątkowo obfity.

 

Ta licząca sobie już ponad 80 wiosen poetka w 2010 roku straciła męża, Feliksa Przybylaka, który towarzyszył jej przez ostatnie półwiecze. Kozioł w rozpaczy po swoim ukochanym postanowiła napisać tomik poezji, zbiór utworów, w których zamknie wspomnienia i którymi wypełni pustkę po jego utracie. Tak jak Kochanowski wieki temu żegnał swoją ukochaną Urszulkę, tak ona teraz, na początku XXI wieku pożegna Felka.

 

„Klangor” to księga tęsknoty i właśnie to uczucie przewija się w niemal wszystkich wierszach składających się na ten tomik. Mamy tutaj więc oszczędne w przekazie, ale niezwykle wymowne „Treny do Feliksa” („czuję jak/zamieram w tobie/tej w tobie mnie/coraz więcej jednak/ty nie opłaczesz mnie/sama/ciebie i mnie/muszę opłakać”) , czy tytułowy „Klangor”, długi monolog skierowany do zmarłego męża („z ręki ukochanego padam/przeszyta bólem na przestrzał/ten ból rozwłóczę/po wertepach wiersza”). Bywa poetycko, jak w „Rankiem” („mając cię całego w sobie/nie mam cię wcale”), czy nawet do bólu minimalistycznie („Myśleć o tobie”). Bez względu na formę, jaką wybierze autorka, z wierszy zawsze można odczytać to samo: tęsknotę, żal i bezradność w obliczu straty.

 

Warto dodać, że nie jest to jedynie tęsknota bezpośrednio związana z Feliksem, w wierszach Kozioł można również wyczuć tęsknotę za dawnym Wrocławiem, czy reminiscencje zagranicznych podróży. Pojawi się również nieco przewrotne pożegnanie XX wieku, który oprócz wielu wybitnych reformatorów kultury i sztuki, przyniósł ze sobą konflikty i wojny. Historia pojawia się również w przesyconej orientem opowieści o losach Turcji.

 

Nie będę ukrywać, że z „Klangorem” miałam początkowo problem. Na tyle przyzwyczaiłam się do poezji współczesnej, że kontakt z wierszami autorstwa przedstawicielki „starej szkoły” był dla mnie wyjątkowo trudny. Pełne, soczyste wersy przekazują obrazy inspirowane mitologią i orientem. Już po pierwszych kilku wierszach poczułam się, jakbym znowu znalazła się w szkolnej ławie i analizowała utwory wieszczów romantyzmu, czy ostatecznie poetów początku minionego wieku. Czytamy tutaj o podróżach mitycznymi labiryntami, o historii antycznej Hypatii, zza węgła wychyla się również Mehmed II z różą. Ponieważ nic tak nie działa mi na nerwy jak powoływanie się na fundamentalne, ale jednak do bólu już przerobione w literaturze, motywy romantyczne, niemal z miejsca przykleiłam Kozioł łatkę „epigonki”.

 

Po drugim, pełniejszym przeczytaniu utworów wypełniających „Klangor”, wreszcie dotarło do mnie piękno poezji Kozioł, poziom wrażliwości autorki, jej wewnętrzne rozedrganie, destabilizacja, którą w stanie zrozumieć jest jedynie ta osoba, która przeżyła to, przez co przejść musiała ona. I to osoba znajdująca się w podobnym wieku do Kozioł, bo nie brak tutaj również refleksji odnośnie dojrzałego wieku autorki ujętych w sposób szczery i błyskotliwy, m.in. w „Z listu”.

 

„Klangor” to więc nie tylko pożegnanie z ukochanym, dla mnie ten tomik to również pożegnanie z określoną stylistyką poetycką, pisaniem pięknem, które w XXI wieku raczej ustępuje prostocie i minimalizmowi. Najnowsze dzieło Urszuli Kozioł nie do końca przypadnie do gustu fanom szorstkich strof, jednak ci wrażliwi na piękno w najbardziej klasycznym tego słowa znaczeniu, znajdą je tutaj w całej okazałości. Nie jest to poezja wytyczająca nowe szlaki, ale i takich nieco bardziej tradycyjnych głosów potrzebuje polska literatura.