703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Myśl jak Sherlock Holmes

 

Maria Konnikova

Agora, 2015

 

Nie wierzę poradnikom, nie wierzę, że jedna książka może pomóc mi (czy komukolwiek innemu) naprawić życie. Nie ufam autorowi, który mówi mi, co mam jeść i co mam zakładać do pracy, nie mając pojęcia kim jestem. Ponadto nie sięgam po bestsellerowe książki z poradami, bo, moim zdaniem, żadna z nich nie mówi o czymś, o czym bym do tej pory nie wiedziała.

 

No dobrze, ostatnio po jedną sięgnęłam, ale muszę przyznać, że było to niejako w akcie desperacji. Przełom lutego i marca miał zdecydowanie kiepski wpływ na moją kondycję umysłową. Dopadło mnie dziwne rozkojarzenie, rozdrażnienie, kłopoty z pamięcią i kreatywnym myśleniem. Na rynku ukazała się wówczas książka „Myśl jak Sherlock Holmes”, pozycja reklamowana jako bestseller „New York Timesa”, który sprawi, że zaczniemy myśleć jak wykreowany przez Doyle’a bohater. Zachęcona pozytywnymi opiniami przełamałam się i skusiłam na pierwszy poradnik w moim życiu.

 

Czy dowiedziałam się czegoś nowego z tej książki, co pomogłoby mi usprawnić moje myślenie?

Nie.

 

Zacznijmy od tego, że „Myśl jak Sherlock Holmes” nie jest typowym poradnikiem i chyba w zamyśle autorki nie miał nim być. Maria Konnikova, autorka tej pozycji, zamiast dawać nam gotową, „magiczną” receptę na usprawnienie naszych procesów myślowych, snuje tutaj opowieść o tym, jak funkcjonuje nasz mózg i świadomość. Nie powiedziała mi jednak ona o niczym, czego bym już wcześniej nie wiedziała. Jestem w pełni świadoma, że kształtujemy sobie opinie o świeżo poznanych osobach na podstawie pierwszego wrażenia, że w życiu kierujemy się głównie skojarzeniami i że lepiej zapamiętujemy te fakty, czy wydarzenia, z którymi łączą nas silne (przeważnie pozytywne) emocje. Nawet przytoczone przez nią przykłady i zagadki nie były mi obce. Sprawdziła się więc moja teoria na temat tego typu książek – jeśli ktoś chce się podzielić z szerszym gronem odbiorców innowacyjnym odkryciem, robi to za pomocą publikacji stricte naukowej, a nie książki skierowanej do masowego czytelnika. Wydawnictw tego typu jest na naszym rynku na pęczki i większość z nich prawi dokładnie o tym samym. O pamięci i dedukcji również.

 

Dlaczego więc ta została bestsellerem?

 

Nieocenioną zaletą tej książki jest nie treść, którą przekazuje, ale sposób, w jaki to robi. Konnikova postanowiła bowiem wyjaśnić czytelnikowi wszystkie niuanse ludzkiej pamięci na przykładzie samego Sherlocka Holmesa. Każdy rozdział książki rozpoczyna od przytoczenia fragmentu przygody tego słynnego detektywa, którą potem krok po kroku analizuje, próbując wykazać, które mechanizmy u niego zadziałały, a które zawiodły (bo i tak się zdarza). Pod koniec książki początkową scenę z „Psa Baskervilllów” autorka rozbraja dosłownie na czynniki pierwsze, by poddać analizie, jak zadziałała dedukcja Holmesa i jak zawiodła w przypadku drogiego Watsona. Autorka nawet całą koncepcję funkcjonowania naszego mózgu opiera na cytacie tego bohatera, porównując go do pustego poddasza, które należy umeblować. Holmes gra w tym tekście zdecydowanie pierwsze skrzypce dodając temu wykładowi o zabarwieniu naukowym znacznie ciekawszy wydźwięk.

 

Muszę przyznać, że gdyby nie postać słynnego detektywa, pewnie nie przeczytałabym tej książki do końca. Decyzja Konnikovej, by oprzeć jej quasi-poradnik na tym bohaterze sprawiła, że czytałam tę książkę nie jako książkę o pamięci, ale właśnie jako książkę o Holmesie, jako wnikliwą analizę bohatera literackiego oraz jego autora (bo ten też zagadki rozwiązywał).

 

Dla mnie „Myśl jak Sherlock Holmes” to analiza tytułowej postaci opatrzona wyjaśnieniami naukowymi, a nie książka, która sprawi, że ja zacznę myśleć tak jak on. Gotowych wskazówek jest tutaj mało, górę bierze teoria opatrzona sowicie przykładami. Dlatego jeśli ktoś poszukuje ćwiczeń poprawiających pamięć, czy dedukcję, powinien raczej sięgnąć po inną pozycję. Natomiast fani Holmesa powinni bez cienia wątpliwości sięgnąć po tę książkę i pogrążyć się w tej lekturze. Na pewno nie będzie to czas stracony.