703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Sezon na słoneczniki

 

Igor T. Miecik

Agora, 2015

 

Jeszcze nie tak dawno temu o Ukrainie mówiło się jako o państwie które stoi w politycznym rozkroku pomiędzy wschodem i zachodem, nie wiedząc, w którą stronę się udać. Była to dla nas, Polaków, kraina lekko zacofana, na przykładzie której leczyliśmy swoje kompleksy pocieszając się, że tuż za miedzą znajduje się obszar, w którym jest nieco gorzej niż u nas. Prześmiewcze komentarze mieszały się z dziwnym sentymentem który czuli niektórzy z nas (zarówno ci starzy, jak i młodzież) do zachodniej części tego państwa. Ostatnio obraz takiej Ukrainy pokazywali nam m.in. Ziemowit Szczerek, Taras Prochaśko, czy nawet laureatka Angelusa Oksana Zabużko. Ukraina może i była państwem skorumpowanym, o dużych dysproporcjach społecznych, ale była przynajmniej miejscem bezpiecznym.

 

W ubiegłym roku stan ten uległ gwałtownej zmianie. I jak wszyscy wiemy, nie była to zmiana na lepsze.

 

Na rynku powoli zaczynają ukazywać się książki prezentujące ten nowy, jakże odmienny obraz Ukrainy. Krym zaczął żyć własnym życiem, wschód z Donbasem zatracił się w wojennym amoku, na zachodzie nowy rząd desperacko próbuje ratować rozpadające się państwo. Podzielone społeczeństwo rozwarstwiło się jeszcze bardziej, bracia stali się wrogami, którzy bez wahania otwierają do siebie ogień. Ci, którzy śmiali się z Ukrainy, dziś wylewają nad jej losem łzy (nierzadko krokodyle).

 

Jedną z publikacji przybliżających czytelnikowi sytuację na wschodzie Ukrainy jest „Sezon na Słoneczniki” autorstwa Igora T. Miecika, autora m.in. reportażu „14:57 do Czyty". Nie jest to jednak zwykła relacja z frontu powielająca informacje znane nam z pierwszych stron gazet. Owszem, autor przemierza Ukrainę odwiedzając „majdan”, fabrykę czekolady prezydenta Poroszenki, czy zrujnowany Donbas. Rozmawia z osobami stojącymi po obu stronach barykady, pisze o zestrzelonym samolocie, czy o głodującej Nadii Sawczenko. Równolegle do artylerii i nienawiści autor toczy jeszcze drugi, mniej oczywisty wątek. Miecik nie wybrał się bowiem na Ukrainę, by stać się korespondentem wojennym. Tak się składa, że jego korzenie sięgają wschodniego rejonu tego kraju. Tak więc ta wyprawa jest doskonałym pretekstem by powrócić do miejsca, w którym dorastała jego matka. By odbyć sentymentalną podróż.

 

W Donbasie, okręgu przemysłowym położonym we wschodniej części Ukrainy, mieszkały kiedyś trzy siostry. Gdy wkroczyły w dorosłość ich drogi się rozeszły: jedna wyjechała do Polski, druga udała się do Rosji, natomiast trzecia zdecydowała się zostać w ojczyźnie. Los każdej z nich potoczyły się inaczej, jednak i tak musiały stawić czoła trudnościom losu. Dziś to rozdzielenie nabrało wydźwięku symbolicznego, zdaje się, że pomiędzy członkami tej samej rodziny powstał skutecznie rozdzielających ich mur. Zadaniem autora jest zatem podjęcie próby zrobienia w nim wyłomu i pojednania się z dawno niewidzianymi krewnymi. Tak więc obok czysto typowo reporterskich relacji, będziemy obserwować prowadzoną na marginesie osobistą narrację rodzinną. Rozwiązanie ciekawe, które choć na chwilę pozwala nam oderwać się od tragicznej sytuacji.

 

Gdybym miała określić jednym słowem zawartość tej książki, to wybrałabym właśnie „podział”. Na kartach „Sezonu na słoneczniki” przybiera on kilka postaci, wciąż spokojny zachód zostaje zestawiony z pogrążonym w chaosie wschodem, Rosja standardowo przeciwstawia się krajom europejskim i USA, a biedni uchodźcy nijak mają się do przepychu fabryki Poroszenki (choć ta i tak nie może się równać z luksusowymi posiadłościami jego poprzednika). Kraj z dziecięcych wspomnień autora zdecydowanie odbiega swoim wyglądem i atmosferą od obecnej Ukrainy. Jedno, co pozostało bez zmian to wszechobecna korupcja i ruchy narodowościowo-wyzwoleńcze, którym nie obca jest filozofia dawnej UPA.

 

Innym określeniem pasującym do tej publikacji jest groza. Igor T. Miecik napisał bowiem książkę, która nie pozostawia nam złudzeń, sytuacja na Ukrainie wygląda źle i nic nie zapowiada rychłego rozwiązania tego bratobójczego sporu. Aż trudno uwierzyć, że wydarzenia opisane w „Sezonie na słoneczniki” nie dzieją się gdzieś na Bliskim Wschodzie, czy nawet w krajach byłej Jugosławii, tylko na terytorium naszego wschodniego sąsiada. Choć zdarzenia te nie wyglądają jeszcze tak dramatycznie, jak kilka lat temu miało to miejsce na ulicach Sarajewa, to jednak czytając wyznania niektórych separatystów włos jeży się na głowie. I pomyśleć, że to wszystko dzieje się w mieście, w którym dwa lata temu walczyli ze sobą co najwyżej europejscy piłkarze.

 

„Sezon na słoneczniki” to książka smutna, w której sentymentalna podróż autora zmieniła się w wyprawę do kraju zupełnie innego, niż ten który zachował się w jego pamięci. Choć zwykło się mówić o zwycięstwie Euromajdanu, to jednak w trakcie tej lektury można zacząć poważnie wątpić w zasadność tego stwierdzenia. Choć codziennie widzimy kolejne migawki z Donbasu i, nie bójmy się tego określenia, zdążyliśmy się do tej sytuacji na tyle przyzwyczaić, że staliśmy się obojętni na kolejne rozboje zza wschodnią granicą, to ten reportaż na nowo rozbudzi nasze emocje.