703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Ukryty modernizm. Warszawa według Christiana Kereza

 

Jan Strumiłło

Nicolas Grospierre (zdjęcia)

Karakter, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

 

Gdy patrzę w twe oczy, zmęczone jak moje
To kocham to miasto, zmęczone jak ja
Gdzie Hitler i Stalin zrobili, co swoje
Gdzie wiosna spaliną oddycha

 

Wyobraźmy sobie, że mamy polecić obcokrajowcowi polskie miasto z piękną architekturą. Bez dwóch zdań nasz wybór padnie na Kraków lub Wrocław, w sezonie letnim być może również wspomnimy o Gdańsku. Ów osobnik może być nieco zdezorientowany, przecież w większości państw najbardziej reprezentacyjnym miastem jest stolica. W tym momencie możemy zacząć opowieść o tym, jak to źli Niemcy latem 1944 r. zrównali z ziemią zabytkowe centrum Warszawy i jak to po 1945 r. źli Rosjanie zabrali się za jej radosne odbudowywanie na swoją własną, socmodernistyczną modłę. Gotyckich katedr nie ma, zamek podrabiany – lepiej pojechać do Krakowa.

 

Inna opcja: przyznajemy mu rację i polecamy Zamek Królewski ze startym rynkiem (falsyfikaty, ale może się nie pozna), Wilanów i Łazienki z Chopinem. A ten wysoki budynek z pocztówek to symbol minionego ustroju, niechciany „dar”, nie warto do niego zaglądać.

 

Możemy też wręczyć mu książkę „Ukryty modernizm. Warszawa według Christiana Kereza” i życzyć udanej wycieczki po stolicy nieco niestandardowym szlakiem architektury powojennej.

 

Zaraz, zaraz… Ale czym jest „Ukryty modernizm” i kim jest ów osobnik, który będzie nas po niej oprowadzać?

 

Chrisitan Kerez to szwajcarski architekt i wykładowca, który wsławił się w architektonicznej historii Warszawy jako autor budynku, który nigdy nie powstał. Historii tragicznej, bo w jej wyniku ucierpiał nie tylko główny zainteresowany, ale również warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które od lat bezowocnie szuka swojego lokum oraz Plac Defilad, z którym po zmianie ustroju nikt nie wie, co zrobić. Był pomysł, żeby na tej pustej działce w centrum miasta wznieść muzeum, ogłoszono nawet konkurs, który w 2007 roku wygrał Szwajcar. Jego pomysł okazał się być jednak zbyt kontrowersyjny i pięć lat później media podały, że przedsięwzięcie nie dojdzie do skutku. Umowa została zerwana, niesmak pozostał.

 

Głównym „mankamentem” projektu była jego skromna, jednorodna bryła, która w zamyśle autora miała stanowić tło dla otaczających ją modernistycznych budynków z Pałacem na czele. Tak się bowiem złożyło, że architekt zamiast sugerowania wyburzenia „daru Stalina”, pokochał powojenną architekturę stolicy. W 2008 roku zdecydował się nawet zabrać swoich studentów na krótką wyprawę do Warszawy śladami tego stylu. Ze względu na ograniczony czas wybrano zaledwie kilka budowli. Efektem tej wyprawy był skrypt, który następnie przerodził się w wydany w tym roku nakładem wydawnictwa Karakter przy wsparciu (o ironio!) Muzeum Sztuki Nowoczesnej książko-album.

 

Publikacja ta składa się z czterech części. Całość otwiera esej poświęcony Kerezowi autorstwa Jana Strumiłło, architekta, który pomagał Szwajcarowi w organizacji warszawskiej wycieczki, pełniąc jednocześnie rolę jego przewodnika po polskiej stolicy. Strumiłło pojawia się również w drugiej części, czyli w wywiadzie przeprowadzonym z pomysłodawcą publikacji, w którym panowie rozmawiają o modernistycznych warszawskich obiektach oraz ich współczesnych losach. To teksty skupiające się na postaci Kereza, jego twórczości i epizodzie warszawskim,

 

Po tym wprowadzeniu możemy wreszcie przejść do sedna, czyli do budynków. Trzeba przyznać, że wybory Kereza nie są oczywiste i czasami zaskakują. Mamy tutaj cały wachlarz głównie powojennych konstrukcji (z kilkoma przedwojennymi wyjątkami), począwszy od Pałacu Kultury, Sejmu i Dworca Centralnego, przez „kultowy” Smyk, Supersam i Pawilon Chemii, aż po drobne przystanki PKS, czy zajezdnię. Architekt zwrócił również uwagę na osiedla mieszkaniowe (m.in. MDM, Sady Żoliborskie) oraz na trasę WZ. Pojawia się nawet jeden kościół, co biorąc pod uwagę ówczesne nastroje społeczne, jest wyborem zdecydowanie niestandardowym.

 

Każda prezentacja budynków (łącznie jest ich 30) została opatrzona niezbędnymi informacjami, takimi jak data powstania (nierzadko również data wyburzenia), nazwiska projektantów oraz adres pod którym się znajduje. Resztę wypełniają fotografie budynku, zarówno te współczesne autorstwa Nicolasa Grospierre, jak i te pochodzące ze źródeł archiwalnych. Dodatkowo Strumiłło wykonał plany omawianych brył, co bez dwóch zdań dodaje atrakcyjności zebranemu w tej publikacji materiałowi. Całość uzupełniają dodane na końcu krótkie noty biograficzne architektów oraz mapa, dzięki której możemy brać książkę w rękę i wyruszać na podbój Warszawy.

 

Po pierwszym przekartkowaniu „Ukrytego modernizmu” stwierdziłam, że same fotografie mogą nie wystarczyć i że przydałoby się napisać kilka zdań o każdym z prezentowanych budynków. Po lekturze całości zrozumiałam jednak, że takie uzupełnienie mijało by się z celem. Warto przypomnieć sobie, że Kerez nie jest Polakiem, tylko Szwajcarem i patrząc na ulice Warszawy nie widzi w jej zabudowaniach kontekstu historycznego, tylko same formy. Mówiąc dosadniej: nie obchodzi go kontekst historyczno-polityczny, tylko „tu i teraz”. Patrząc na PKiN widzi on ciekawą konstrukcję, a nie nacechowany negatywnymi emocjami pomnik ubiegłej dekady. Tak też powinniśmy podejść do tego albumu, oglądać budynki skupiając się na podkreślanych na zdjęciach detalach, zapominając na chwilę o wszelkich skojarzeniach i uprzedzeniach. A jeśli komuś naprawdę zależy na poznaniu historii budynków, to odsyłam do „Źle urodzonych” Filipa Springera.

 

„Ukryty modernizm” to kolejna publikacja, która próbuje oswoić nas z architekturą powojennego modernizm (dokładniej socmodernizmu), pokazując nam, że potężne, betonowe konstrukcje z lat ’50 wcale nie są brzydkie, ani monotonne. To trochę paradoksalne, że wycieczka, która powstała z myślą o szwajcarskich studentach, ma teraz edukować nas, Polaków. Może wreszcie nauczymy się spoglądać na te budynki, jak na przykłady ciekawej architektury i dostrzeżemy w nich coś więcej, niż upiornego ducha PRL-u?

 

Szkoda tylko, że w przeciwieństwie do publikacji poświęconej domostwu Hansenów, ta książka nie powstała w wersji dwujęzycznej. Równoległy tekst angielski mógłby okazać się przydatny dla obcokrajowców, którzy chcieliby poznać modernistyczne oblicze Warszawy. Choć z drugiej strony zdjęcia, które w końcu stanowią jej główny element, nie potrzebują tłumacza. Całą resztę wyjaśnić może nam internet.