703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Córka Wokulskiego

 

Roman Praszyński

Self publishing, 2012

 

Nie lubię sequeli. Bardzo rzadko dorównują one poziomem pierwszej wersji filmu (jeśli była ona naprawdę dobra), przeważnie powielają zawarte w niej schematy sprawiając, że widz doświadcza deja vu. Możemy czuć się oszukani, jednak czego innego można się spodziewać po filmie, który powstaje w celu generowania zysków? Nie kręci się kontynuacji złych lub niepopularnych filmów, nikt nie zaryzykuje finansowania produktu, który i tak się nie zwróci.

 

Do tej pory o sequelach mówiło się jedynie w kontekście filmowym. Jeśli w świecie literatury jakaś książka odniesie wielki sukces i autor zdecyduje się rozszerzyć dany wątek na więcej tomów, wówczas mówimy o „serii” (choć istnieje oczywiście wiele przypadków, w których autor już od początku planuje rozpisanie swojego dzieła na kartach kilku książek, najczęściej dzieje się to w gatunku fantastyki). Serie nie są złe, choć i tutaj zdarzają się mniej chlubne przykłady, wystarczy spojrzeć na literaturę kobiecą, młodzieżową, czy nawet na dobrze znaną wszystkim serię przygód bohatera „Kodu Leonarda da Vinci” Dana Browna.

 

Czym innym jest jednak kontynuowanie swojej własnej książki, a czym innym dopisywanie dalszego ciągu do pozycji innego autora. Typowe zadanie domowe ze szkoły podstawowej (dopisz ciąg dalszy lektury) niektórym tak przypadło do gustu, że zdecydowali się podzielić swoją kreatywnością nie tylko z panią od polskiego, ale i z szerszym odbiorcą. Dokładnie pamiętam, jak kilka miesięcy temu w ofercie wydawnictwa Znak zobaczyłam książkę opowiadającą dalszy ciąg przygód Stasia i Nel. Nie ma już pustyni, nie ma puszczy, teraz znajdujemy się w Indiach, gdzie nasi dzielni bohaterowie zostaną wciągnięci w intrygę z klejnotami w tle. Nie sięgnęłam po tę książkę, nie wiem więc, w jakim stopniu udało się autorowi dorównać pierwowzorowi, ale sama koncepcja „żerowania” na sukcesie dzieła, które powstało ponad sto lat temu, wywołuje u mnie lekki niesmak.

 

Ostatnio trafiła do mnie za to inna pozycja kontynuująca inną szkolną lekturę: „Córka Wokulskiego” autorstwa Romana Praszyńskiego. Jak sam tytuł wskazuje, w tomie tym ponownie wrócimy do świata znanego z „Lalki” Bolesława Prusa, zostaniemy skonfrontowani z jej starymi bohaterami, choć pojawi się również kilka nowych twarzy na czele z główną bohaterką tej powieści, młodą akrobatką Nataszą, nieznaną córką Wokulskiego. W przeciwieństwie do stonowanego (i miejscami nudnawego) pierwowzoru, jego kontynuacja jest wielowątkową powieścią przygodową, z mniej lub bardziej nieoczekiwanymi zwrotami akcji oraz sporą dawką erotyzmu. Pozycja idealna dla masowego czytelnika AD 2015.

 

„Córce Wokulskiego” faktycznie bliżej do kina akcji, niż do pozytywistycznego pierwowzoru. Tutaj nie ma miejsca na przydługawe opisy uczuć głównych bohaterów, czy opisy warszawskich ulic (o pamiętnikach Rzeckiego nie wspominając). Zamiast tego mamy strzelaniny, pościgi, ucieczki i zamachy. Tak się bowiem składa, że tytułowa bohaterka niewiele ma wspólnego z typową XIX-wieczną przedstawicielką płci pięknej. To awanturniczka, która nie zawaha się nawet podnieść ręki na samego włodarza Warszawy, wysportowana cyrkówka, która doskonale radzi sobie nie tylko z chodzeniem po linie, ale i z bieganiem po dachach pociągów. Młodej Żydówce (tak, tak) przytrafiają się niesamowite przygody, w wyniku których na swojej drodze spotka wielu bohaterów znanych z powieści Prusa, łącznie z niedostępną Izabelą, która po pobycie za granicą nieco dojrzała i nabyła dość intrygującą umiejętność.

 

Czas odpowiedzieć sobie na pytanie, czy eksperyment Praszyńskiego się udał. Odpowiedź będzie standardowa: i tak i nie.

 

Owszem, jest to pozycja o niezwykle wciągającej fabule, o wielu nagłych (choć przeważnie przewidywalnych) zwrotach akcji. Całość zaczyna się dość intrygująco, zapowiadając obiecującą opowieść o zabarwieniu polityczno-kryminalnym. Jednak z czasem coś zaczyna się psuć i ciekawe wątki giną w gąszczu mało wyszukanych scen erotyczno-pornograficznych i dość dziwnych rozwiązań (umiejętności Izabeli, powracający cyrkowy niedźwiedź, wątek indiański). Staje się oczywiste, że autor nie traktuje tej opowieści poważnie, podchodzi do niej z dużym dystansem tworząc książkę, której celem jest wzbudzenie uśmiechu na ustach przeciętnego czytelnika. Owszem, tu i ówdzie można zauważyć próby zwrócenia uwagi na pewne aspekty społeczne końca XIX wieku (rządy Rosjan, żydowska część Warszawy, czy rodząca się fascynacja spirytyzmem), jednak nie został on przez autora rozwinięty. A szkoda.

 

Autorowi udało się za to z powodzeniem oddać postać Wokulskiego. Choć stara się uczynić z niego bohatera na miarę tych z komiksów Marvela, to jednak jego postać jest tak samo irytująca i bezpłciowa, jak w oryginale Prusa.

 

„Córka Wokulskiego” to książka rozrywkowa, którą jedni pokochają, a inni odrzucą zniesmaczeni. Pomimo kilku niedociągnięć jest to opowieść ciekawa i warto w wolnej chwili rzucić na nią okiem. Fani „Lalki” raczej tej kontynuacji nie polubią, za to ci, którzy nie byli jej zwolennikami w szkole, mogą być nią zachwyceni. Mogą, ponieważ gusta są różne i nie każdemu musi przypaść do gustu książka z kategorii „lekkich, łatwych, przyjemnych”. Należy docenić starania autora w zachowaniu XIX-wiecznych realiów, zarówno w kwestii merytorycznej, jak i językowej. Z drugiej jednak strony zbyt wiele pojawia się tam banałów i dziwnych wątków, za mało tzw. „food for thought”. Rozumiem, że autorowi chodziło o naszpikowanie książki wieloma zwrotami akcji, ale czasami (zwłaszcza pod koniec książki) są one zbyt mocno naciągane i zaczynają męczyć czytelnika.

 

I jeszcze raz podkreślam: ponieważ książka zawiera sceny erotyczne, nie jest ona polecana jako zamiennik szkolnej „Lalki”.

 

A ja czekam, aż ktoś napisze dalszy ciąg „Kordiana” Słowackiego.