703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

O Architekturze. Szkice pisane i rysowane

 

Sławomir Gzell

Blue Bird, 2014

 

Na polskim rynku książek ostatnio na brak literatury związanej z architekturą nie możemy narzekać. Co chwila ukazują się kolejne pozycje przybliżające nam tę najbliższą człowiekowi dziedzinę sztuki. I nie są to już tylko i wyłącznie opracowania naukowe, ani też opasłe tomiska, w których autorzy dokonują przeglądu wszelkich możliwych stylów. Coraz chętniej sięgamy po książki, w których znawcy rozpisują się nie o tym, jak budowla wygląda, ale jaki przekaz ze sobą niesie. Niestety, są to głównie pozycje autorstwa autorytetów, które po ziemi chodziły pół wieku temu i bryła na kształt muzeum w Bilbao nawet im przez myśl nie przemknęła. Co gorsza, większość z nich to towar importowany, w których próżno wypatrywać nawiązań do naszego rodzimego podwórka.

 

Z niesamowitym zaciekawieniem podeszłam więc do książki Sławomira Gzella wydanej w ubiegłym roku przez warszawskie wydawnictwo Blue Bird. Po pierwsze – jest to nasz produkt krajowy. Po drugie – teksty w nim zawarte powstały na przestrzeni ostatnich 10 lat. Po trzecie – jego autor wciąż jest aktywny zawodowo. Po czwarte – nie powinno oceniać się książki po okładce, ale zignorować takie wydanie, graniczyłoby z ignorancją.

Zacznijmy od tytułu, bo odgrywa on tutaj niemałą rolę. „O Architekturze” wszystkim mniej lub bardziej zorientowanym w literaturze architektonicznej od razu przywiedzie na myśl złożony z dziesięciu ksiąg zbiór tekstów starożytnego Witruwiusza. Z tym monumentalnym dziełem łączy zbiór esejów profesora architektury nie tylko tytuł. Oba teksty opisują współczesne autorowi trendy w architekturze, oba zostały również bogato ilustrowane. Różni je głownie fakt, że o ile dzieło Witruwiusza ma bardziej praktyczne podłoże, to u prof. Gzella konkretów raczej nie znajdziemy. Zamiast nich mamy za to prawdziwą ucztę intelektualną.

 

 

Jak sam autor deklaruje w podtytule, jego teksty są jedynie szkicami, które luźno oscylują wokół zagadnienia architektury, często również zahaczając o bliźniaczą urbanistykę. Profesor snuje rozważania na temat ostatnich trendów, wspominając nie tylko modernizm i postmodernizm, ale zahaczając również o często pomijany dekonstruktywizm. Nie posługuje się jednak przy tym stertą pozycji naukowych, a głownie własnymi spostrzeżeniami. 

 

Jak już wspomniałam, próżno szukać tu konkretów, czy zdecydowanych deklaracji. Nie możemy się jednak temu dziwić, ponieważ w jednym z tekstów autor bezowocnie próbuje znaleźć wyczerpującą definicję architektury. Tak więc architektura staje się paradoksalnie nieuchwytnym zjawiskiem, pisanym tutaj przez duże „A” które łatwiej jest poczuć spacerując po ulicach Rzymu, czy warszawskim śródmieściu, niż opisać ze słownikiem w ręku.

 

Na różnorodność tematów nie możemy narzekać. Gzell nie tylko skupia się na pięknie budowli, nadając im znamiona sztuki (Jane Jacobs przewróciła się w grobie), ale również zgłębia tę nieco mniej urodziwą sztukę budownictwa. W „O Architekturze” przeczytamy więc o konkursach architektonicznych (opowieść snuta w oparciu m.in. o następcę WTC), czy o kryzysie ekonomicznym, który jeszcze nie tak dawno spędzał nam sen z powiek. Będzie też wycieczka krajoznawcza do Włoch, w trakcie której poznamy gorzką prawdę dotyczącą kondycji architektonicznej kraju usłanego światowej sławy zabytkami. Przejedziemy się również po stolicy podziwiając jej architekturę skali makro, medium i mikro. Pojawi się również wspomniany już Witruwiusz oraz cały szereg wyśmienitych architektów (również tych polskich). Reasumując: na nudę narzekać nie będziemy.

 

 

Powróćmy do ilustracji. Jakby nie było, zostały również one ujęte w tytule, więc znaczyć muszą wiele. Faktycznie, doskonale korespondują one z tekstem, choć wcale nie powielają myśli w nim przedstawionych. Doczekały się one również osobnego szkicu, w którym autor stara się uzmysłowić czytelnikowi ich wagę i znaczenie dla architektury, pokazując tym samym, że owa technika nie jest wcale skazana na odejście do lamusa.

 

Jak już wspomniałam, wydawnictwo Blue Bird dołożyło wszelkich starań, by książka profesora Gzella stała się przedmiotem wyjątkowym. Całość została wydana w twardej, płóciennej oprawie, na grubym papierze w kolorze kości słoniowej. Gdy połączymy to z zawartością merytoryczną książki oraz jej aspektami literackimi (warto bowiem dodać, że pan Gzell z pisaniem radzi sobie wyśmienicie), otrzymamy pozycję wyróżniającą się na rynku książki, powtarzając za Wojciechem Kosińskim, „bibliofilskiego białego kruka”. To pozycja która z pewnością powinna zagościć w bibliotece każdego pasjonata architektury. I nie tylko.