703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

W krainie czarów

 

Sylwia Chutnik

Znak, 2014

 

Nie lubię opowiadań. Ledwie człowiek wciągnie się w jedno, to niespodziewanie nadciąga koniec i czytelnik zostaje z pustymi rękoma. Kolejna strona to już zupełnie inna historia, nowi bohaterowie, nowe problemy. Zdarzają się wyjątki, tak jak u Amosa Oza, który łączy losy postaci swoich tekstów umieszczając ich najczęściej w niewielkiej społeczności kibucu, czy w pamiętnym „Ocaleniu Atlantydy” Zyty Oryszyn (choć nie wiadomo, czy to jeszcze zbiór opowiadań, czy już powieść). Na taką kompilację trzeba mieć po prostu dobry pomysł, zrobić wszystko, by nie wyglądała ona jak kolekcja przypadkowych tekstów, przedruków z prasy i prac konkursowych. Trzeba nadać jej jakiś sens.

 

Minionej wiosny Sylwia Chutnik, jedna z bardziej interesujących autorek młodego pokolenia, podjęła się tego wyzwania. Nakładem wydawnictwa Znak ukazała niepozorna książeczka, którą swoją różową okładką i bajecznym tytułem „W krainie czarów” zapowiadała nawiązanie do klasyka Lewisa Carolla. Autorka zagrała jednak wszystkim czytelnikom na nosie i pod tą słodką okładką ukryła teksty, które z kolorowym, magicznym światem Alicji nie mają nic wspólnego. To raczej wypełniona szarością rzeczywistość współczesnych Polaków, którzy z różnych powodów znaleźli się w grupie zagrożonej wykluczeniem społecznym.

 

Nie jest bowiem tajemnicą, że Chutnik troszczy się o kondycję polskiego społeczeństwa. W centrum jej uwagi znajdują się przeważnie kobiety (a zwłaszcza matki), nie inaczej jest również w „W krainie czarów” (choć pojawia się również i pierwiastek męski, w dość okrojonej formie, ale zawsze). Bohaterkami jej opowiadań są osoby, które z różnych przyczyn znalazły się w sytuacjach bez wyjścia, często na własne życzenie. Chutnik zamiast brać pokrzywdzone w obronę, zostawia ich postawę naszej ocenie, co wcale nie jest takie łatwe. Spotkamy się tutaj bowiem w bohaterkami niejednoznacznym, takimi jak dojrzała prostytutka, która swoim monologiem próbuje nas przekonać, że życie na ulicy to ciężki kawałek chleba. Pojawi się też starsza kobieta, która wciąż czeka na powrót swoich rodziców, z którymi rozstała się w czasie wojny. A skoro już mowa o wojnie, to ta powraca jeszcze dwukrotnie. Do tego smutnego epizodu w dziejach Polski nawiązują bowiem, najciekawsze moim zdaniem teksty z „W krainie czarów”: oniryczne „Muranooo” pełne żydowskich duchów oraz zamykająca tomik „Piwnica”, tekst dramatyczny przedstawiający losy kobiet kryjących się w tytułowej piwnicy w czasie powstania.

 

Oczywiście na tym nie koniec. U Chutnik pojawia się również alkoholizm, niedostatek, bezrobocie, a także tak popularny ostatnio wątek miłości dwóch kobiet. Jest też nawiązanie do religii w postaci gorliwego katolika-mordercy. Wisienką na szczycie tego tortu nieszczęść jest śmierć, która nieco przewrotnie atakuje czytelnika już na pierwszych stronach zbioru. Zupełnie tak, jakby autorka chciała wsadzić wszystkie problemy tego świata w tym małym tomiku, jak w mitologicznej puszce Pandory. Czy jej się to udało? Patrząc na tematykę opowiadań, wygląda na to, że tak. Tylko z jakim skutkiem?

 

Ta „kraina czarów” mnie nie oczarowała. Zaciekawiła, ale nic poza tym. Być może jest to wina nieszczęsnej formy, jaką jest zbiór opowiadań, gdzie obok perełek pojawiają się teksty, które zupełnie nie zapadają w pamięć. Minęły zaledwie niecałe dwa miesiące od kiedy skończyłam czytać tę książkę, a ja oprócz piwnicznego dramatu zamykającego zbiór miałam problem, żeby przypomnieć sobie pozostałe opowiadania. Owszem, całość czytało mi się bardzo dobrze, jednak nic, pomimo tak specyficznej tematyki, nie poruszyło mnie na tyle, by zostać ze mną na dużej. A skoro już jesteśmy przy tematach poruszanych przez autorkę, to tutaj pojawia się kolejny problem. Pisząc o problemach osób wykluczonych trudno nie zacząć mimowolnie powielać pewnych szablonów. I tak wyznania prostytutki są dość przewidywalne (nie chcę, ale muszę + matczyna miłość), podobnie sztampowo prezentuje się opis miłości dwóch kobiet, która wciąż ma odcień tej 'zakazanej'. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku opowiadań wojennych, ale tutaj naprawdę trudno o wymyślenie czegoś nowego.

 

Opowiadania Chutnik poleciłabym raczej jako wypełniacz pomiędzy „Cwaniarami” a nową powieścią, która prawdopodobnie ukaże się w tym roku. Nie jest to książka, która "trzeba" przeczytać, a raczej "warto". Bo choć "Krainie czarów" daleko do ideału, to jednak wciąż jest to książka prezentująca przyzwoity poziom literacki, ze specyficznym dla autorki "słodko-gorzkim" sposobem opisywania rzeczywistości.