703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Jak działa architektura. Przybornik humanisty

 

Witold Rybczyński

Karakter, 2014

 

Architektura powróciła na salony, co raz częściej się o niej mówi, ocenia się budynki, raz po raz wytykając wady i podkreślając zalety kolejnych budowli, zarówno tych nowych, jak i tych, które już od lat funkcjonują w naszej przestrzeni. Dyskutuje się o funkcjonalności i estetyce, okazuje się, że szare bloki nie były wcale takie złe, a nowoczesne pasaże handlowe z początku XXI wieku są szczytem kiczu. Jak funkcjonuje architektura? Co sprawia, że dany projekt jest doby, a co skazuje go na porażkę? O co w tym wszystkim chodzi?

 

Nakładem wydawnictwa Karakter ukazała się w listopadzie książka, której tytuł zwiastował znalezienie odpowiedzi na wszystkie powyższe pytania. "Jak działa architektura. Przybornik humanisty" Witolda Rybczyńskiego był zapowiadany jako przewodnik po meandrach tej dziedziny sztuki skierowany do przeciętnego humanisty, który chciałby zrozumieć jej tajniki, ale suchy metajęzyk architektów mu na to nie pozwala. Miało być przystępnie, frontem do spragnionego wiedzy odbiorcy.

 

Książka faktycznie ma formę przewodnika. Autor przeprowadza nas krok po kroku przez kolejne etapy powstawania budynku, począwszy od wyboru miejsca, w którym zostanie posadowiona owa konstrukcja, przez wykonanie jej planów, zaprojektowanie fasady i w końcu zadbanie o wystrój wnętrza. Każdy aspekt został omówiony na podstawie konkretnych przykładów, które dodatkowo zostały zilustrowane przez obfity materiał fotograficzny. Nie obyło się również bez krótkiego omówienia stylów architektonicznych, czy takich smaczków, jak przegląd domów architektów, wyjawienie tajników przebiegu konkursów architektonicznych, a nawet rozważania nad sposobem ubierania się słynnych architektów. Jakby dla podkreślenia, że książka oferowana jest dla osoby niezorientowanej w świecie architektury, na końcu znalazł się mini-słowniczek najważniejszych (zdaniem autora) pojęć pojawiających się w książce.

 

 

Książce Rybczyńskiego do przewodnika idealnego nieco jeszcze brakuje. Czytając ją próbowałam wcielić się w osobę, która faktycznie o architekturze wie niewiele, tyle, co wyniosła z lekcji historii i wiedzy o kulturze. Niestety, pomimo wspomnianego już słowniczka, nie wszystkie terminy po które sięga architekt byłyby dla takiej osoby zrozumiałe, nie wspominając już o gąszczu nazwisk, na które powołuje się autor. Przydałoby się zawrzeć w książce również krótkie noty biograficzne, przynajmniej tych najwybitniejszych architektów, co ułatwiłoby przynajmniej pobieżną orientację czytelnika, bez konieczności odrywania się od lektury i przeczesywanie zasobów internetu.

 

Niektórym czytelnikom może również przeszkadzać fakt, że autor traktuje Stary Kontynent nieco po macoszemu. Warto bowiem wyjaśnić, że Rybczyński, pomimo swojsko brzmiącego nazwiska, jest Amerykaninem i na architekturze tego kraju właśnie skupia swoją uwagę (na wątki polskie nawet nie mamy co liczyć… no, może z wyjątkiem wzmianki o kapliczce). Choć pojawia się tu m.in. odniesienie do Palladia, to jednak nie uświadczymy tutaj zbyt wielu odniesień do przeszłości. Autor koncentruje się głownie na dokonaniach ostatnich dwóch wieków, co biorąc pod uwagę koncentrację na architekturze amerykańskiej nie powinno nikogo dziwić. Biorąc jednak pod uwagę ilość książek poświęconych historii architektury (głównie europejskiej) i porównując ją z liczbą tych opisujących dokonania XX wieku, taki wybór wydaje się całkiem interesujący. Oczywiście również z faktu koncentracji na USA wypływa korzyść dla czytelnika, mianowicie będzie on miał okazje poznać nieco bliżej architekturę Stanów Zjednoczonych, zarówno budowle wszystkim dobrze znane (jak Fallingwater), jak i te, o których być może niejeden znawca architektury nie słyszał.

 

 

Na tym jednak nie koniec drażliwych punktów. Nieco wrażliwszym czytelnikom przeszkadzać będzie gust autora, którego główna aktywność zawodowa przypadła na mało chlubne lata postmodernizmu. Nie oznacza to jednak, że autor śladem Roberta Venturiego poddaje krytyce dokonania modernizmu, wręcz przeciwnie, pojawiają się tutaj i przychylne komentarze pod adresem tego stylu. Nie zmienia to jednak faktu, że jego zachwyt wyrażany pod adresem niektórych nieco nowszych budynków może wzbudzić w czytelniku konsternację. No cóż, to już kwestia gustu, a o nich przecież nie powinno się dyskutować.

 

"Jak działa architektura” to książka zdecydowanie godna polecenia osobom, które mniej więcej orientują się w najnowszej historii architektury i nie dostają uczulenia na widok realizacji postmodernistycznych. Poza tymi kilkoma drażliwymi punktami (które oczywiście nie każdemu muszą wadzić) lektura tej pozycji jest dość przyjemna i myślę, że również pożyteczna. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć, zwłaszcza, że na naszym rynku wciąż panuje niedobór pozycji traktujących o architekturze współczesnej. Lektura ta zdecydowanie nie będzie czasem straconym.