703 Obserwatorzy
102 Obserwuję
literatkakawy

Literatka kawy.

Proza, poezja, architektura. Wrażenia z ostatnio przeczytanych książek, garść informacji z rynku wydawniczego oraz okazyjne wynurzenia literaturą inspirowane.

Teraz czytam

Bodo wsrod gwiazd
Anna Mieszkowska
Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej Tom 2. Katowice i województwo śląskie
Andrzej Szczerski, Zbigniew Kadłubek
Przeczytane:: 73/366 stron
Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii
Dan Jones
Przeczytane:: 32/640 stron
Grobowiec Lenina
David Remnick
Przeczytane:: 84/580 stron

Nagrody, bestsellery i zgłoszenia

 

Czas nadrobić zaległości związane z nagrodami literackimi.

3 lutego Magazyn Literacki Książki już po raz 13 wręczył nagrody za najlepsze książki wydane w minionym roku. Perełkami roku 2014 okazały się być:


„Dzieje Polski. Tom I - do 1202 r.” prof. Andrzej Nowak (Biały Kruk)
„Śpiewaj ogrody” Paweł Huelle (Znak)
„Przemyślny szlachcic Don Kichot z Manczy” Cervantes w tłum. Wojciecha Charchalisa (Rebis)
„Dzienniki 1825-1875” Hans Christian Andersen w tłum. Bogusławy Sochańskiej (Media Rodzina)
„Oriana Fallaci. Portret kobiety” Cristina de Stefano, w tłum. Aliny Pawłowskiej-Zampino (Sonia Draga).

 

Wydawcą roku został Prószyński Media (za kreowanie rynkowych mód i aktywność w zakresie promocji czytelnictwa), wydarzeniem okrzyknięto serię „Skarby sztuki” wydawnictwa Arkady, natomiast człowiekiem roku został Tadeusz Zysk.

 

Nagrody przyznawane są w dość interesujący sposób. Co miesiąc zespół redakcyjny magazynu typuje cztery najlepsze książki miesiąca, z których następnie zostaje wyłonione tych pięć najlepszych. Warto przy tym dodać, że wybory te są niekiedy dość zaskakujące, a nawet dyskusyjne, wystarczy przypomnieć sobie ubiegłoroczną nagrodę specjalną dla książki „Oburzeni” oraz podejrzaną sympatię do wydawnictwa Biały Kruk.

 

Taka jest zdanie szanownych redaktorów. A czy pokrywa się z nim opinia konsumentów?

 

 

O tym powie nam lista laureatów Bestsellerów Empiku 2014. Jak można się domyśleć, w tym plebiscycie głosowali czytelnicy, którzy oddawali głosy na wybrane pozycje poprzez ich zakup. Jak prezentuje się nasz gust? Oto lista wyróżnionych pozycji:

 

Literatura dla dzieci: „Dziennik cwaniaczka. Zezowate szczęście” Jeff Kinney (Nasza księgarnia)
Poradnik: „Bóg nigdy nie umiera” Regina Brett (Insignis)
Literatura faktu: „Masa o kobietach polskiej mafii” Artur Górski (Prószyński i S-ka)
Poezja: „Czarna piosenka” Wisława Szymborska (Znak)
Literatura obca: „Gwiazd naszych wina” John Green (Bukowy Las)
Literatura polska: „Gniew” Zygmunt Miłoszewski (W.A.B.)
Nagroda specjalna: „Zniszcz ten dziennik” Keri Smith (K.E. Liber)

 

Wnioski? No cóż, dalej czytamy to, co modne, choć nie jest wcale tak źle. W końcu Miłoszewski może i pisze książki popularne, jednak udaje mu się nie wpaść w kuszącą otchłań kiczu i tandety. Cieszy fakt mnie również fakt, że „Gwiazd naszych wina” wyprzedziła serię E. L. James. Owszem, jest to naiwna i ckliwa powieść dla młodzieży, ale lepsze to, niż mało wyszukane romanse erotyczne. Jeśli chodzi o poezję, to nikogo nie powinien dziwić wybór czytelników. Jeśli już sięgamy po poezję, to tylko po taką, której a) autorem jest osoba bardzo dobrze znana, b) tytuł wszedł na rynek z rozdmuchaną akcją promocyjną. W lekką konsternację może wprowadzać przyznanie nagrody specjalnej książce, która książką nie jest, ale to już zagadnienie na oddzielny wpis.

 

 

Tyle o wręczonych nagrodach. Tymczasem wielkimi krokami zbliża się 3 marca, dzień w którym poznamy nominowanych do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Niecierpliwi mogą zapoznać się z listą pozycji zgłoszonych przez wydawnictwa. Znajdziemy tam reportaże autorstwa m.in. laureatki ubiegłorocznej edycji nagrody Elizabeth Åsbrink (wówczas za "W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa"), Joanny Bator, Barbary Demick, Swietłany Aleksijewicz, Magdaleny Grzebałkowskiej, Aleksandry Gumowskiej, Jacka Hugo-Badera, Grażyny Jagielskiej, Krzysztofa Vargi, czy Łukasza Orbitowskiego. Lista dostępna tutaj.

Nowości - luty 2015

 

Długie, mroźne wieczory zdecydowanie sprzyjają lekturze. Czemu zatem nie sięgnąć po jedną z lutowych nowości? W tym miesiącu zdecydowanie warto sięgnąć po reportaże (wydawnictwo Czarne w dalszym ciągu nas pod tym względem rozpieszcza), choć i miłośnicy historii oraz literatury amerykańskiej XX wieku również będą zadowoleni. Fani architektury również powinni wybrać się w tym miesiącu do księgarni, gdzie znajdą aż dwie architektoniczne nowości od wydawnictwa Karakter.

 

Zapraszam do mojego autorskiego przeglądu.

 

dalej »

Śmierć i życie wielkich miast Ameryki

 

Jane Jacobs

Centrum Architektury, 2014

 

Jak wygląda miasto każdy widzi. Bez względu na jego rozmiar, wiek, czy miejsce położenia, w każdym panuje ten sam harmider. Ogromne aglomeracje, które wyrosły w połowie XIX wieku na skutek rewolucji przemysłowej, zamieniły małe miasteczka w prawdziwe molochy, przeludnione siedliska nędzy i zarazy. Z nieprzyjemnymi warunkami starało się walczyć już wielu, raz po raz pojawiały się kolejne koncepcje zagospodarowania obszarów miejskich, które a to miały pogrążać się w zieloności ogrodów, a to piąć się do góry wraz z kolejnymi piętrami wieżowców. Kreślono fantazyjne wzory, wytyczano rygorystyczne strefy. Wielcy architekci doby modernizmu próbowali, ale ich plany jeden po drugim paliły na panewce.

 

W 1961 r. na rynku pojawiła się książka autorki, która również chciała uzdrowić miasta (zwłaszcza te, znajdujące się w USA), poddając pod krytykę nie tylko samoistny rozwój przestrzeni, ale również i pomysły innych architektów i urbanistów. Jane Jacobs kręci nosem zarówno na nieco już zakurzone pomysły Ebenezera Howarda, jak i na wciąż żywe (choć powoli odchodzące w zapomnienie) kontrowersyjne idee Le Corbusiera. Mówi stanowcze nie miastom rozrysowanym na kartce i twierdzi, że tereny zielone i przestrzeń, których tak spragnieni byli jej starsi koledzy po fachu, mogą czasami więcej zaszkodzić, niż przynieść pożytku.

 

Właściwie pisząc „koledzy po fachu” popełniłam pewne nadużycie. Jane Jacobs nie była bowiem ani architektem, ani urbanistą, tylko dziennikarką. Wystarczy jednak przeczytać kilka kartek jej książki, by przekonać się, że ten drobny niuans działa zdecydowanie na jej korzyść. Zamiast bowiem próbować przeforsowywać własne projekty zagospodarowania przestrzeni, uważając, że są one „jedyne i słuszne”, ona spogląda na otaczającą ją miejską rzeczywistość przede wszystkim z perspektywy jej mieszkańca i użytkownika. Innymi słowy „Śmierć i życie wielkich miast Ameryki” to nie manifest twórcy, ale głos jednego z nas.

 

Jak już wspomniałam, myślą przewodnią tej książki jest głównie polemika z modernizmem. Jeśli spojrzymy na datę wydania tej publikacji, nie powinna nas ta krytyczna postawa zupełnie dziwić. W latach 60. w Stanach Zjednoczonych stara gwardia powoli odchodziła w stan spoczynku, za rogiem czaił się już w nieco większym stopniu swojski postmodernizm. Tą swojskość szczególnie czuć w tekście Jacobs, która bardziej niż na planowaniu i nowoczesnych technologiach, skupia się na człowieku. „Miasto maszyna” brzmi może intrygująco, ale przecież jego funkcjonowanie nie polega na pracy trybików, tylko na interakcjach zachodzących w tkance społecznej. Dla niej ulica to nie pasmo, po którym suną samochody, ale miejsce wzdłuż którego żyją i funkcjonują ludzie. Bez nich miasto nie ma prawa bytu.

 

Pomysły Jacobs wydają się dziwne, aczkolwiek nie są zupełnie pozbawione sensu. Kręci ona bowiem nosem na parki, które zamiast zwabiać spacerowiczów, stają się miejscem schadzek typów spod ciemnej gwiazdy. Nie podoba się jej monotonia, stawia na urozmaicenie, mieszankę form i stylów. Zbyt wiele otwartej przestrzeni również nie ułatwia mieszkańcom życia. A jeśli chodzi o piękne samochody… Może lepiej porzucić je na rzecz komunikacji miejskiej? Na tym nie koniec. Autorka nie tylko koncentruje się na architekturze i socjologii, z czasem zamienia się w eksperta ds. ekonomii, który ma czelność wypowiadać się o dotowaniu mieszkań. Odważne posunięcie, trzeba jednak przyznać, że nawet w tej roli autorka wypada całkiem wiarygodnie.

 

Oczywiście, jak to już z każdym tekstem tego typu bywa, nie należy traktować go jak słowa objawionego i trzeba spojrzeć na niego krytycznie. Chociaż na pierwszy rzut oka dzieło Jacobs wydaje się być niezwykle profesjonalne, to jednak momentami pomysły autorki trącą naiwnością. Ot chociażby wizja ulicy, na której wszyscy sąsiedzi żyją ze sobą w wyśmienitej komitywie, nie tylko doskonale się znają, ale i są skorzy do wzajemnej pomocy. Opis dnia (nazwany przez autorkę tańcem) jest piękny, ale niestety nie do zrealizowania we współczesnych realiach. Człowiek człowiekowi wilkiem i nic nie wskazuje na to, by takie podejście miało ulec zmianie. Podobnie prezentuje się pomysł spełniania funkcji edukacyjnej przez chodnik. Z doświadczenia wszyscy wiemy, że jest to ostanie miejsce, które kojarzy się z bezpieczeństwem najmłodszych. Może w warunkach, w których żyła Jacobs było inaczej, choć jednak śmiem w to wątpić.

 

Czas odpowiedzieć sobie zatem na najistotniejsze pytanie: jak się ma wywód Jacobs do sytuacji w Polsce AD 2015? Można do niego podejść w dwojaki sposób. Z jednej strony możemy uznać, że tekst autorki jest ponadczasowy i pewne zjawiska po prostu nie uległy zmianie na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat, nie tylko w Ameryce, ale również i na starym kontynencie. Ale to nie wszystko. Choć nie lubimy o tym słyszeć, to jednak pod wieloma względami Polska jest opóźniona w stosunku do zachodu. Wystarczy sobie uświadomić, jak późno zawitał do naszego kraju postmodernizm (USA – późne lata ’60, Polska – ’90). Oczywiście obecnie serce większości młodych adeptów architektury kieruje się ponownie ku Le Corbusierowi, jednak rozum każe zostać przy Jacobs. Choć jej pomysły dzisiaj nie wydają się być kontrowersyjne, a niektóre stały się „oczywistą oczywistością”, to jednak wciąż się do nich nie stosujemy.

 

Książka „Śmierć i życie wielkich miast Ameryki” to dość obszerne dzieło, które powinien przyswoić sobie każdy architekt i urbanista. To zbiór cennych, niezwykle trafnych uwag, które warto wziąć pod uwagę planując każdą ingerencję w tkankę miejska. A co z dzieła Jacobs może wynieść zwykły czytelnik? Przede wszystkim świadomość miasta i błędów popełnionych przy jego projektowaniu. Nagle się okaże, że kwestie, które poruszał Filip Springer w "Wannie z kolumnadą" były już doskonale znane lata temu amerykańskiej dziennikarce. Choć tak jak wspomniałam: nie należy zapominać o krytycznym podejściu do pomysłów autorki i umiejętnym odniesieniu ich do naszych warunków czasowych i terytorialnych.

 

Na koniec jeszcze jedna rzecz, która rozczarowała mnie po pierwszym przekartkowaniu książki – brak ilustracji. Owszem, autorka we wstępie w zgrabny sposób wytłumaczyła się z braku materiału fotograficznego (zaleca nam spojrzeć na dowolne duże miasto), jednak mnie jej argumentacja nie przekonuje. Czasami jeden obraz mówi więcej, niż tysiąc słów, a nie wszystko można sobie dokładnie wyobrazić. Zwłaszcza, gdy autorka przywołuje konkretne miejsca i sytuacje. No cóż, nie można mieć wszystkiego.

 

Patrz również:

Miasto idealne

Paszporty Polityki 2014

Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

 

Wczoraj wieczorem podczas uroczystej gali w Teatrze Wielkim Operze Narodowej w Warszawie rozdano Paszporty Polityki. W kategorii literatura nagrodzony dostał znany i dość lubiany przez czytelników Zygmunt Miłoszewski, autor takich bestsellerów jak trylogia kryminałów z prokuratorem Szackim w roli głównej, czy powieści sensacyjnej „Bezcenny”. W boju po ten najbardziej prestiżowy paszport w Polsce pokonał Wita Szostaka i Jakuba Żulczyka.

 

Vox populi, vox Dei

 

Nie ma się co oszukiwać, w tym roku (w przeciwieństwie do lat poprzednich) nagrodę zdobył autor, któremu udało się trafić do tego odbiorcy, który chce, żeby literatura go bawiła, a nie zabierała na intelektualną tułaczkę. Nie znaczy to oczywiście, że Miłoszewski jest grafomanem, bo do tego mu zdecydowanie daleko. Owszem, znajduje się on po tej nieco bardziej komercyjnej stronie świata literackiego, jednak jego książki zyskują aprobatę krytyki. Udało mu się połączyć dwa światy, może nie jest to więź idealna, ale ważne, że istnieje.

 

Po wczorajszej gali na ustach wszystkich był jednak nie fakt, że Paszportem uhonorowany został autor popularny, ale słowa, które wygłosił ze sceny. Miłoszewski skomentował obecność prezydenta i minister kultury mówiąc: „Do różnych urzędników zajmujących się kulturą, którzy dziś przyszli na imprezę ludzi kultury – macie Państwo niezły tupet”. Wypowiedź ta obiła się szerokim echem nie tylko wśród zgromadzonych, którzy chętnie nawiązywali do nich w trakcie uroczystości, ale również w mediach, które z radością przytaczały kontrowersyjny komentarz autora. Autor na swoim profilu w serwisie Facebook zapowiedział, że wkrótce wyjaśni, co miał na myśli. Można jednak przypuszczać, że to kolejny komentarz odnoszący się do dotowania artystów i kultury w Polsce, tematu, który coraz częściej poruszany jest przez twórców.

Nowości - styczeń 2015

 

 

Wyspa łza

Joanna Bator
Znak
Data premiery: 5 stycznia 2015

 

Co robi Joanna Bator, którą prześladują słowa „znikła bez śladu”?
Szuka po omacku. Czeka na znak. Na Sandrę Valentinę, która w 1989 roku znikła bez śladu i do dziś nie odnaleziono jej ciała.

Pisarka i fotograf ruszają śladem zaginionej Sandry. Tam, gdzie kończy się jej trop, zaczyna się mroczna opowieść o miłości, samotności i pisaniu. O podróży na Sri Lankę, wyspie w kształcie łzy, bramie do świata Joanny Bator i jej bliźniaczki...
Zdjęcia Adama Golca ilustrują tę mroczną podróż na wyspę, gdzie ludzie i miejsca istnieją jednocześnie w rzeczywistości i w świecie czarnej magii.

 

Patrz też:

Ciemno, prawie noc

Rekin z parku Yoyogi

 

 

Czarny Anioł. O Ewie Demarczyk
Angelika Kuźniak , Ewelina Karpacz-Oboładze       
Znak
Data premiery: 12 stycznia 2015

 

Ewa Demarczyk z dnia na dzień stała się gwiazdą wielkiego formatu. W 1964 roku podbiła Paryż. Wróżono jej ogromną karierę. Miała najlepszych „tekściarzy” — Baczyńskiego, Tuwima, Dymnego. Dbała o każdy szczegół. Była wielkim odkryciem, wielkim spełnieniem i nagle zniknęła.

Autorki odkrywają źródła jej wielkości , opowiadają też o tym, ile kosztowały artystkę pełne pasji koncerty i całkowite oddanie sztuce. Czarnego Anioła polskiej sceny wspominają w książce m.in. Zygmunt Konieczny, Andrzej Zarycki i przyjaciele z Piwnicy pod Baranami.

Ewa Demarczyk od wielu lat nie udziela wywiadów. Teraz dostajemy jej niezwykły portret.

 

 

Znikająca Europa

Katharina Raabe, Monika Sznajderman (red.)

Wydawnictwo Czarne

Data premiery: 15 stycznia 2015

 

Autorzy: Jurij Andruchowycz, Christoph Ransmayr, Marius Ivaškevičius, Vetle Lid Larssen, Geert Mak, Carola Susani, Karl-Markus Gauß, Dagmar Leupold, Fatos Lubonja, Mircea Cărtărescu, Lavinia Greenlaw, Lidia Jorge, Tatjana Gromača, Swietłana Wasilenko, Andrzej Stasiuk.

Wspólne przedsięwzięcie niemieckiego wydawnictwa Suhrkamp i Wydawnictwa Czarne.
Opowieść o „mówiących ruinach, przesuniętych granicach i niewidzialnych miastach” czyli o tych miejscach na mapie Europy, w których coś nieodwołalnie zmierza ku końcowi, zmienia się nie do poznania, podupada. O miejscach opuszczonych, zdradzonych, skazanych na wegetację, nikomu już niepotrzebnych. O miejscach niszczonych czasem przez człowieka, historię, naturę, czasem przez obojętność i zaniechanie. Książka-inwentarz znikającej Europy. Alternatywna historia oraz geografia naszego kontynentu, a zarazem esej z dziejów mentalności.

 

 

 

Cywilizacja spektaklu

Mario Vargas Llosa

Znak
Data premiery: 15 stycznia 2015


Triumf sensacji w prasie i frywolność polityki, banalizacja sztuki i literatury, przyjemność jako jedyny cel w życiu – oto esencja współczesnej kultury, fabryki rozrywki.
Mario Vargas Llosa zabiera ważny głos w dyskusji o roli mediów i obnaża prawdę o naszych czasach.

 

 

Mała Zagłada

Anna Janko

Wydawnictwo Literackie
Data premiery: 15 stycznia 2015

 

Sochy na Zamojszczyźnie, 1 czerwca 1943 roku. Wystarczyło parę godzin, by wieś przestała istnieć. Budynki zostały spalone. Mieszkańcy rozstrzelani. Pośród zgliszczy pozostał jeden dom, nieliczni dorośli i kilkoro dzieci.

Wśród nich — dziewięcioletnia Terenia Ferenc, matka Anny Janko. Dziewczynka widziała, jak Niemcy mordują jej rodzinę. Nieludzki obraz towarzyszył jej przez lata spędzone w domu dziecka, by nigdy nie dać o sobie zapomnieć…

Mała Zagłada Anny Janko nie jest jeszcze jedną tragiczną opowieścią rodzinną wyciągniętą z lamusa II wojny światowej. To mocna, jak najbardziej współczesna rozprawa z traumą drugiego pokolenia — naznaczonego strachem. Brutalna, naturalistycznie opisana historia pacyfikacji polskiej wsi staje się w niej punktem wyjścia do przedstawienia etycznej i egzystencjalnej bezradności.

 

Patrz też:

Pasja według św. Hanki

 

 

Odpływ

Lars Saabye Christensen

Wydawnictwo Literackie

Data premiery: 15 stycznia 2015

 

W najnowszej książce norweski pisarz powraca do swoich ulubionych wątków i tematów: relacji dziecko–rodzice, dojrzewania i drobnych niedoskonałości fizycznych, które definiują osobowość. Znakiem rozpoznawczym Saabye Christensena są też postaci kobiet świetliste, tajemnicze i emanujące swoistą melancholią.

Książka została uznana przez prasę za arcydzieło i jest uważana za najlepszą powieść autora.

Ostry, zabawny i wstrząsający Odpływ to propozycja dla wszystkich, którzy kochają filmy braci Coen i nie mogą się uwolnić od chłodnego czaru prozy Karla Ove Knausgårda. Saabye Christensen hipnotyzuje tak samo, ale czułość, z jaką opisuje swoich niedoskonałych bohaterów, sprawia, że Odpływ emanuje niezwykłym ciepłem.

 

 

 

Moscoviada. Powieść grozy

Jurij Andruchowycz

Wydawnictwo Czarne

Data premiery: 15 stycznia 2015

 

Mieszkasz na szóstym piętrze, ściany poobwieszałeś Kozakami i działaczami ZachodnioUkraińskiej Republiki Ludowej, z okna oglądasz moskiewskie dachy, smętne topolowe aleje, wieży telewizyjnej w Ostankino nie widzisz – widać ją z pokojów, znajdujących po drugiej stronie korytarza – ale jej bliskość odczuwasz w każdej chwili...

Moscoviada opowiada o jednym dniu z życia Ottona von F., mieszkańca moskiewskiego akademika. Studenci ze wszystkich republik radzieckiego imperium przy wtórze wietnamskich pieśni piją wódkę i napój winogronowy, zagryzając suszonymi rybkami i tłustym kaukaskim pilawem. Otton także nie wylewa. Jest wybitnym poetą, tak jak wszyscy jego sąsiedzi.

Powieść Andruchowycza to fantasmagoryczny kalejdoskop ukraińskich wierzeń, przejść z bezpieką, uprzedzeń rasowych i etnicznych do współmieszkańców ZSRR. To oniryczno-deliryczna szalona wyprawa, u której kresu spotykają się caryca Katarzyna, car Iwan Groźny i Feliks Edmundowicz.

 

 

Motory rewolucji

Grzegorz Szymanik

Wydawnictwo Czarne

Data premiery: 22 stycznia 2015

 

Ukraina, Egipt, Syria, Czeczenia. Punkty zapalne, gdzie ludzie buntują się przeciwko satrapom i walczą o swoje prawa. Miejsca, gdzie jeździ Grzegorz Szymanik, jeden z najciekawszych reporterów młodego pokolenia. Interesuje go nie tylko wielka historia, ale przede wszystkim ludzie, którzy ją tworzą: zaangażowani, niepokorni, pragnący zmian. Szymanik spotyka się ze swoimi bohaterami na kijowskim Majdanie, kairskim placu Tahrir czy w ostrzeliwanych przez żołnierzy Baszszara al-Asada syryjskich wioskach. Wszędzie słucha relacji o ludzkich doświadczeniach – o brutalności, agresji i bezkarności władzy, o okupionych krwią dążeniach do reform społecznych. Oszczędny język jego tekstów nie pozostawia czytelnika obojętnego wobec konfliktów, które wciąż nie znajdują rozwiązania.


 Nawozy sztuczne. Dla artystów i sprzątaczek

Tadeusz Nyczek

Wydawnictwo Literackie

Data premiery: 29 stycznia 2015

 

Najnowsza książka cenionego krytyka literackiego i teatralnego, podsumowująca najważniejsze wydarzenia ostatnich lat w polskim teatrze.

Nawozy sztuczne to zbiór publikacji z lat 2008-2014. Prawie wszystkie ukazały się w miesięczniku „Dialog”.

 Opisy książek pochodzą ze stron wydawnictw

Polish your English. Angielski z Premierem

 

Agora, 2014

 

UWAGA: Recenzowana poniżej książka, oprócz genezy i okładki, nie ma nic wspólnego z Donaldem Tuskiem. Przeczytać ją może każdy, bez względu na sympatie polityczne.

 

Gdy pod koniec sierpnia pojawiła się informacja, że Donald Tusk został wybrany na przewodniczącego Rady Europejskiej, po ogromnej fali euforii i gratulacji, w mediach pojawiło się jedno dość podstawowe pytanie: jak premier poradzi sobie z komunikacją w języku angielskim? Sam zainteresowany, w pełni świadomy swoich zdolności językowych, obiecał, że wyszlifuje swój angielski („I will polish my English”). Deklarację premiera szybko podchwyciła Gazeta Wyborcza, która wpadła na pomysł, by w nauce języka wspierała premiera cała Polska. Na jej łamach sukcesywnie zaczęły pojawiać się mini-lekcje, za pomocą których nad szlifowaniem swojej znajomości angielskiego mógł popracować każdy z nas. Projekt dobiegł końca na początku grudnia, wraz z objęciem przez Donalda Tuska docelowego stanowiska, jednak popularność, jaką się on cieszył, sprawiła, że Agora zdecydowała się zebrać wszystkie lekcje i wydać je w jednym tomie. Taki gest w kierunku osób, które po prasę codzienną sięgają jedynie od święta.

 

Widząc okładkę książki opatrzoną radosną twarzą premiera w pierwszej chwili pomyślałam, że to żart. Gdy następnego dnia zobaczyłam fizyczną kopię tego wydawnictwa w księgarni, moja ciekawość tylko wzrosła. Stwierdziłam, że koniecznie muszę po to kuriozum sięgnąć, przeczytać i sprawdzić, czy z jej pomocą można naprawdę polepszyć znajomość języka angielskiego.

 

Zacznijmy od tego, że „Polish your English” jest pozycją przeznaczoną faktycznie do szlifowania języka, a nie do jego nauki. Nie znajdziemy tutaj żadnych zasad gramatyki z czasami, stronami biernymi i modalami, ani podstawowych słówek. Autorom lekcji przyświecała bowiem myśl, żeby stworzyć materiał pod kątem osoby o podobnych potrzebach, jak te wybierającego się na podbój Europy Donalda Tuska. Odpuścili sobie oni zaawansowane słownictwo unijne (w końcu jego znajomość nie jest każdemu potrzebna do szczęścia), stawiając raczej na zwroty przydatne w konwersacjach, które mają sprawić, że swoją finezją w użyciu języka obcego dorównamy niejednemu „native speakerowi”.

 

I tak każda lekcja składa się z krótkiej czytanki poświęconej aktualnym wydarzeniom ze świata, zarówno tym dotyczącym polityki, jak i zwykłym ciekawostkom (plotki o celebrytach też się zdarzają, choć w mniejszości). Obok znajdują się kolejne sekcje poświęcone przydatnym sformułowaniom pomagającym w prowadzeniu tzw. "small talku", wybranym pułapkom gramatycznym, fałszywym przyjaciołom, idiomom oraz wyjątkowo przydatnym zasadom prowadzenia korespondencji mailowej. Całość została wzbogacona o artykuły (w języku polskim) poświęcone rożnym ciekawostkom związanym z językiem angielskim oraz pewnymi zwyczajami obowiązującymi w krajach anglosaskich (zwłaszcza w należącej do UE Wielkiej Brytanii).

 

Książka, jak na prawdziwy materiał do nauki angielskiego przystało, daje również czytelnikowi możliwość przetestowania swoich umiejętności. W trakcie lektury trafimy na testy, które nie tylko będą sprawdzać nasze postępy w nauce, ale również wiedzę ogólna, chociażby o sporcie, UE, czy rodzinie królewskiej. Pod koniec książki pojawiają się również zagadki kryminalne, w których oprócz odpowiedzenia na standardowe pytanie (kto zabił) czytelnik musi jeszcze rozwiązać zadania językowe. Ciekawym elementem jest również test naszych ogólnych predyspozycji językowych, który wykaże, czy nasze problemy z nauką języków obcych są faktycznie owocem braku owych predyspozycji, czy może to tylko kwestia naszego lenistwa. Warto również dodać, że cała książka napisana jest z przymrużeniem oka, tak więc obcowanie z nią jest wyjątkowo przyjemne.

 

Choć w pierwszej chwili koncept tej książki budzi uśmiech na naszych twarzach, szybko się przekonamy, że w tym szaleństwie jest metoda. Próżno bowiem na polskim rynku wydawniczym szukać pozycji, która w tak lekki i przystępny sposób wprowadzałaby czytelnika w meandry języka używanego przede wszystkim w mowie codziennej, a nie w pokrytych kurzem, rzadko aktualizowanych gramatykach. Z tej lektury skorzysta zarówno osoba znająca język angielski w stopniu komunikatywnym, jak i osoby biegle nim władające. Ja sama (absolwentka filologii angielskiej), jak i moja koleżanka (osoba znająca angielski w stopniu zaawansowany) nie mogłyśmy się nadziwić, że polskie „pijany jak świnia”, po angielsku brzmi „as drunk as a skunk” (pijany jak skunks). A to tylko jeden z wielu smaczków, które kryje w sobie „Angielski z Premierem”.

 

Damy Złotego Wieku. Historie prawdziwe

Kamil Janicki

Znak, 2014

 

Ślęcząc nad podręcznikami historii w szkole trudno było nie oprzeć się wrażeniu, że dzieje naszej cywilizacji, to faktycznie „his-story” (z ang. jego historia). Władcy i królowie, papieże i inni przywódcy religijni – wszyscy byli mężczyznami. Kobiet, którym udało się zasiąść za tronie było stosunkowo niewiele, choć jeśli już mogły wziąć sprawy narodu w swoje ręce, to przeważnie robiły to wyjątkowo sprawnie. Katarzyna Wielka, Elżbieta I, Izabela Kastylijska – to tylko przykłady dam, które władając swoim państwem osiągnęły więcej, niż niejeden przedstawiciel tzw. płci brzydkiej. W Polsce płeć piękna miała niestety niewiele do powiedzenia. Owszem, zdarzyły się nam dwie damy zasiadające na tronie, Jadwiga oraz Anna Jagiellonka, ale trudno powiedzieć, żeby swoim zmysłem politycznym dorównywały one zagranicznym koleżankom. Podręczniki wspominają o nich głównie ze względu na ich mężów (odpowiednio Władysław Jagiełło i Stefan Batory). Czy w Polsce było aż tak źle?

 

Anna Jagiellonka z mężem Stefanem Batorym, rysunek Jana Matejki

 

Odpowiedzieć na to pytanie stara się Kamil Janicki za pomocą swojej najnowszej książki „Damy Złotego Wieku. Prawdziwe historie”. Ten młody autor zdaje się specjalizować w losach kobiet na przestrzeni wieków (kobiet dość nietuzinkowych, warto dodać), nie jest to bowiem jego pierwsza publikacja poświęcona tej tematyce. Wcześniej pisał o damach II RP - tych, które były blisko władzy i o tych, które sięgnęły dna. Teraz cofa się do Złotego Wieku, przenosi nas do Polski, która zaczyna porzucać wieki ciemne i zmierza ku światłości renesansu. Czy za sprawą tego zwrotu w postrzeganiu miejsca człowieka w świecie, pozycja kobiety w życiu społeczno-politycznym XVI-wiecznej Polski się umocniła? Kim są owe „damy”, o których zamierza opowiedzieć nam Janicki?

 

Czytelniku, porzuć wszelkie nadzieje. „Damy Złotego Wieku" to przede wszystkim opowieść o przybyszce o dalekich stron, Bonie Sforzy i jej najbliższych: mężu, którego poślubiła w ciemno, ukochanym synku, który okazał się być rozczarowaniem, nietrafionych synowych, z których praktycznie żadna nie podbiła serca wymagającej teściowej oraz o córkach, które w życiu matki nie odegrały żadnej większej roli. Owszem, mamy tutaj kilka innych bohaterek (Barbara Radziwiłłówna, królowa Anna), ale i tak osią całej narracji jest dominująca wszystko i wszystkich (przynajmniej do czasu) Bona, której życie obserwujemy praktycznie od samych narodzin, aż po moment śmierci. Śledzimy jej kolejne intrygi i chęć zyskania jak największej, ja to tylko możliwe władzy w państwie (paradoksalnie, marzenia Bony o tronie ziściły się w przypadku jej córki, do której władczyni, delikatnie mówiąc, nie przywiązywała większej uwagi), jak również dementujemy plotki (zarówno te dotyczące włoszczyzny, jak i licznych romansów, a nawet samego wyglądu Włoszki).

 

 

Portret Bony pędzla Lucasa Crancha Młodszego

 

To jednak nie tylko opowieść o pozycji kobiet w XVI wieku. Dzięki tej publikacji uzyskujemy również wgląd w sytuację polityczną i obyczajową ówczesnej Polski. To z jednej strony skomplikowane manewry dynastyczno-dyplomatyczne, ożenki świadczące nie tyle miłości, co o przymierzach politycznych, z drugiej wyjazdy na sejmiki i skomplikowane relacje z poddanymi (tymi wyższego szczebla, ma się rozumieć). Janicki odnotował również tutaj jeden z największych punktów zwrotnych w polskiej historii: wygaśniecie linii Jagiellonów i rozpoczęcie wyborów władców elekcyjnych, których przebieg miał zdecydowanie niewiele wspólnego z demokracją.

 

W przeciwieństwie do poprzedniej publikacji Janickiego, „Upadłych dam II Rzeczpospolitej”, w której to każdej bohaterce poświęcony był osobny rozdział, tutaj mamy ciągłość narracji. Co więcej, autor w swojej opowieści umiejętnie łączy elementy charakterystyczne dla powieści historycznej (zabawa w odtwarzanie scen z życia bohaterów) oraz opracowania popularnonaukowego (powoływanie się na konkretne źródła). Dzięki temu pogrążamy się w przyjemnej lekturze będąc spokojnymi, ze to, co czytamy nie jest stekiem bzdur, które autor wyssał sobie z palca.

 

Śmierć Barbary Radziwiłłówny, Józef Simmler

 

„Damy Złotego Wieku. Prawdziwe historie” to wyjątkowo dobrze napisana książka, która udowadnia, że i w Polsce żyły niegdyś kobiety, które miały realny wpływ na losy państwa (choć i tak daleko im do samodzielności rządów białogłów w innych krajach). Historia opowiedziana przez Janickiego zdecydowanie przybliża nam postaci znane z kart podręczników historii. To już nie groźni władcy, wojowie, to nie milczące kobiety spoglądające bez wyrazu z płócien Matejki. To osoby z krwi i kości, targane żądzami i muszące stawić czoła swoim słabościom. To ten rodzaj historii, od którego nie będzie mógł oderwać się nawet największy oponent studiowania dziejów naszej cywilizacji. Mam nadzieję, że to nie ostatnie słowo Janickiego i że autor ma już w planach kolejną książkę z "kobiecej" serii. Może tym razem przeniesiemy się do średniowiecza? Kto wie...

Paszporty Polityki 2014 - nominacje

 

Ogłoszono nominacje do 22 edycji Paszportów Polityki.

Nagroda ta nieprzerwanie od 22 lat wyróżnia utalentowanych, młodych ludzi , którzy swoją działalnością w danym roku wywarli niekwestionowany wpływ na polską kulturę i mogą być najlepszymi ambasadorami Polski w świecie. O wyborze zwycięzcy decydują krytycy, którzy wybierają swojego faworyta w następujących 6 dziedzinach: film, teatr, sztuki wizualne, muzyka poważna, muzyka popularna, literatura. Dodatkowo wręczana jest również nagroda specjalna "Kreator kultury", którą otrzymuje osoba zaangażowana w propagowanie polskiej kultury.

 

W tym roku w kategorii "literatura" nominowani zostali:

 

foto. Mateusz Skwarczek/AG

 

Wit Szostak „Za wrażliwe ucho, subtelnie prowadzoną melodię języka. I za próbę przełożenia historii Don Kichota na czasy współczesne” Zofia Król

 

foto. Leszek Zych/Polityka

 

Jakub Żulczyk „Współczesna Warszawa u Żulczyka jest jak Los Angeles lat 50. sportretowane przez Jamesa Ellroya: przykryta wieczną nocą, ogarnięta gorączką złota, pulsująca od zbrodni i pożądania, podkręcona i odurzona kokainą” Piotr Kofta

 

 

foto. Leszek Zych/Polityka

 

Zygmunt Miłoszewski „Świetne zakończenie najlepszego polskiego cyklu kryminalnego po 1989 r., za literaturę gatunkową, która jest spełnioną obietnicą mądrej rozrywki, za polską realizację dominującej współczesnej recepty na kryminał, który powinien być również opowieścią o społecznych demonach – tak dobrą, że autor nie odstaje od światowej czołówki” Juliusz Kurkiewicz

 

***

Nie da się ukryć, że w tym roku wśród wytypowanych do nagrody literatów zdecydowanie dominuje pierwiastek męski. Panowie nie są debiutantami, każdy z nich zdążył się już dobrze zakorzenić w polskim świecie literackim, zyskując rzeszę fanów (w czym prym bez dwóch zdań wiedzie Miłoszewski) oraz uznanie krytyki (Fuga Szostaka w ubiegłym roku była nominowana do Nike). Każdy z nich spędził ostatnie miesiące wyjątkowo pracowicie: Szostak napisał Sto dni bez słońca, powieść w której daje prztyczek w nos społeczności akademickiej (środowisko skądinąd dobrze znane autorowi, nauczycielowi akademickiemu), Żulczyk dopiero co wydał Ślepnąc od świateł, mocną opowieść o naszej codzienności, natomiast Miłoszewski z Gniewem doprowadził do końca serię kryminałów z prokuratorem Szackim w roli głównej.

 

Który z tych młodych twórców rozpocznie przyszły rok z Paszportem? Uroczyste ogłoszenie laureatów nastąpi podczas Gali, w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie w dniu 13 stycznia 2015 roku. Transmisję z wydarzenia będzie można obejrzeć w Telewizyjnej Dwójce.

 

Sylwetki wszystkich nominowanych osób zostaną przedstawione w specjalnym 16-stronicowym dodatku do najnowszego wydania tygodnika POLITYKA (50/2014).

 

Źródło: materiały prasowe

Spacerownik po żydowskiej Warszawie

Jarosław Zieliński, Jerzy S. Majewski

POLIN, Agora, 2014

 

Zaledwie kilka tygodni temu w Warszawie miało miejsce otwarcie kolejnego, długo wyczekiwanego, obiektu muzealnego. Muzeum Żydów Polskich POLIN to miejsce, które nie tylko zamierza zaakcentować dzieje Narodu Żydowskiego na ziemiach polskich, ale daje również świadectwo długotrwałych i przeważnie dość skomplikowanych stosunków łączących Żydów i Polaków. To miejsce służące nie tylko upamiętnieniu ważnych osobistości i doniosłych wydarzeń, ale przede wszystkim obszar, który ma nas edukować udowadniając, że Żydzi to nie tylko holocaust i getto, ale i dość istotny element historii naszego kraju.

 

Jak to zwykle w przypadku tak nagłośnionych wydarzeń bywa, wraz z otwarciem muzeum na rynku ukazały się publikacje nawiązujące treścią do nowego obiektu. Wśród nich znalazł się Spacerownik po żydowskiej Warszawie, efekt współpracy Agory oraz samego muzeum. Choć wskazywałaby na to nazwa, nie jest to zwykły przewodnik wskazujący zagubionym turystom miejsca ważne dla historii polskich Żydów, pokazując ich lokalizację i wyjaśniając w dwóch słowach czym dany budynek lub obszar jest (a raczej był, zważając na okoliczności do których jeszcze wrócę). Spacerownik to raczej opowieść o tym, jak wyglądała dawna Warszawa, miejsce mieszania narodów, wyznań i stanów społecznych. To autorzy tej książki, Jarosław Zieliński i Jerzy S. Majewski, wybitni varsavianiści, zabierają nas na spacer ulicami dawnej i obecnej Warszawy, niczym najlepsi przewodnicy snując ciekawe opowieści o miejscach, które przyjdzie nam napotkać na swojej drodze.

 

Każdy z autorów podszedł do kwestii ukazania żydowskich akcentów w stolicy w nieco inny sposób. Zieliński Przedstawia czytelnikowi najważniejsze fakty historyczne, po czym przechodzi do pokazywania najważniejszych budynków publicznych, począwszy od synagog, żydowskich szkół i szpitali, aż po największe obiekty handlowe. Skrupulatnie odnotowuje dzieje każdego miejsca, praktycznie za każdym razem wspominając o jego obecnych losach (które przeważnie nie prezentują się zbyt dobrze). Majewski natomiast przechadza się dawnymi ulicami i analizuje każdy budynek, który się w danym obszarze znajduje. Podziwia nie tylko architekturę danej bryły, ale docieka również historii, które w sobie skrywają. To miejsca, w których mieszkały i przebywały wybitne postaci (jak chociażby Władysław Szpilman), miały miejsce wydarzenia z pierwszych stron gazet, miejsca znaczące, jak i te, o których wiemy stosunkowo niewiele. Ważniejsze fakty zostały dodatkowo opatrzone komentarzami, które sprawiają, że czytelnik ma okazję zapoznać się nieco bliżej z kulturą żydowską.

 

Spacerownik po żydowskiej Warszawie to wydawnictwo ważne nie tylko z oczywistej potrzeby upamiętnienia wkładu, jaki miała w kształt i rozwój stolicy społeczność żydowska. To również wnikliwy obraz miasta, którego już nie ma. Z lektury opisów kolejnych budynków i ulic czytelnik może dojść bowiem do smutnego wniosku, że Warszawa AD 2014 ma się nijak do obrazu zaprezentowanego na kartach tej książki. Nie tylko pojedyncze budynki, ale i całe ulice zniknęły z mapy miasta. Warszawscy Żydzi ucierpieli w trakcie II Wojny Światowej podwójnie: na włosku zawisł nie tylko ich własny, ludzi los, ale też cały ich dorobek materialny i kulturowy. Znaczna część miasta została przecież zrównana z ziemią, pozostały tylko szczątkowe zabudowania. Część z nich przetrwała do dziś, jednak ich stan nie jest niestety zadowalający. Między wierszami można więc w tej publikacji wyczytać cichą prośbę o zatroszczenie się o te pozostałości pamięci o Żydach.

 

Nie jest tajemnicą, że najwięcej przyjemności z lektury Spacerownika będą mieć mieszkańcy stolicy, osoby, które dobrze znają to miasto. Jednak nawet brak znajomości topografii tego miasta nie przeszkodzi innym w wyniesieniu wielu cennych informacji z publikacji. Książka tam to w końcu nie konkretne budynki i adresy, ale przede wszystkim opowieść o ludziach i ich historii, okazja, by poczuć atmosferę przedwojennej Polski.

Lachert i Szanajca. Architekci awangardy

Beata Chomątowska

Wydawnictwo Czarne, 2014

 

„Polska architektura? Phi! Przecież nie dzieje się tutaj nic ciekawego. Nie dzieje, nie działo i dziać się chyba już nic nie będzie. Tam na zachodzie to mieli wybitnych architektów, a i owszem. Corbu, Mies, Wright, Gropius… A my jak zawsze w tyle, a u nas zawsze posucha”.

 

Słysząc wypowiedzi tego typu znawcom architektury międzywojennej włos się jeży na głowie, a czołowi architekci II RP przewracają się w grobie. Nie działo się nic? W tyle? Posucha?

 

Modernizm wraca do łask, jednak atakuje nas od złej strony. Młodzież stara zrozumieć idee socjologiczno-filozoficzne, które zrewolucjonizowały sposób odbierania budynków i ich funkcji na początku minionego wieku, patrząc na nie przez pryzmat zagranicznych (czytaj zachodnich) wielkich architektów, zupełnie ignorując to, co działo się wówczas w ich własnym kraju (bo przecież nie działo się tutaj nic ciekawego). Polscy reportażyści wychodzą nieco naprzeciw zapotrzebowaniu na odczarowanie „nijakiej” architektury polskiej – najpierw Filip Springer przywrócił na salony Hansenów, teraz Beata Chomątowska przedstawia nam dwóch innych, nieco już zapomnianych, architektów – Bohdana Lacherta i Józefa Szanajcę.

 

Lachert i Szanajca. Architekci awangardy to na pierwszy rzut oka biografia tandemu niezwykle uzdolnionych architektów okresu II RP, osób wyjątkowo otwartych na nadciągający nie tylko z zachodu, ale również i ze wschodu powiew awangardy. Szybko jednak czytelnik przekonuje się, że nie są to jedyni bohaterowie na których skupiła się autorka. Jedna po drugiej zaczynają pojawiać się kolejne postaci związane ze środowiskiem polskiej awangardy, które nie zadowalają się rolą postaci drugoplanowej i bezczelnie wypychają się przed szereg, zostawiając w tle tytułową parę artystów. Będąc mniej więcej w połowie książki zaczęłam się zastanawiać, czy może nie lepiej byłoby ją nazwać „Lachert, Szanajca i inni. Środowisko awangardy II RP”, bo jednak szczegółowość, z jaką Chomątowska prezentuje sylwetki koleżanek i kolegów architektów, nieco wykracza poza ramy zwykłego zarysowania kontekstu.

 

Czy to źle? Oczywiście, że nie. Czytelnik otrzymuje bowiem więcej, niż się spodziewał. Miał przeczytać o losach i twórczości dwóch architektów, a w ten sposób ma możliwość zapoznać się (i to całkiem dogłębnie) z niemalże całym środowiskiem awangardy międzywojnia, z postaciami, które kolejno tworzyły Blok i Praesens. Strzemiński, Szczuka, Syrkusowie, Brukalscy – to zaledwie część nazwisk, które będą przewijać się nieustannie w tej książce. To artyści, którzy pragnęli wprowadzić najświeższe trendy do odradzającego się państwa. Ich nowoczesne bryły, maszyny do mieszkania, musiały stawić czoła masowo wznoszonym patriotycznym dworkom, co nie było ani łatwe (ach ta wiecznie żywa Sarmacja), ani też nie niemożliwe. Choć na naszej polskiej ziemi faktycznie nie znajdziemy tak barwnych i jednocześnie odkrywczych postaci, jak chociażby Le Corbusier czy Walter Gropius, to jednak nad Wisłą zaczęli pojawiać się może nie tyle ich godni naśladowcy, co raczej krzewiciele ich rewolucyjnych pomysłów.

 

Obraz środowiska architektów ukazany przez Chomątowską wyraźnie udowadnia, że Polacy nie byli jedynie ślepymi kopistami zagranicznych autorytetów, ale ich głos liczył się również na arenie międzynarodowej. Nasi delegaci byli obecni na światowych kongresach i wystawach, brali udział w konkursach architektonicznych, a co niektórzy mogli się nawet pochwalić osobistą znajomością z samym Le Corbusierem. Autorka starannie wynotowuje te wszystkie większe i drobniejsze osiągnięcia naszych artystów, pokazując tym samym, że Polska nie była krajem tak zacofanym, jak nam się to wydaje. A że nowy styl w pełni nie rozwinął tutaj swoich skrzydeł? Na to też autorka stara się znaleźć odpowiedź, pokazując, że życie architekta to nie droga usłana różami, ale sieć kolejnych konfliktów, nie tylko na linii artysta-biurokracja, ale również tych wynikających w środowisku artystycznym (awangarda awangardzie nie jest przecież równa).

 

Lachert i Szanajca. Architekci awangardy to książka, którą zdecydowanie warto sięgnąć. Para tytułowych bohaterów to jedynie oś, wokół której toczy się ciekawa narracja przenosząca czytelnika w sam środek wydarzeń sprzed 80-90 lat. Chomątowska zadbała nie tylko o to, by całość czytało się z niemal zapartym tchem, ale również, żeby zmieścić w tym stosunkowo niewielkim tomie (325 stron) tak wiele cennych i w wielu przypadkach niezwykle szczegółowych informacji. Wspomniany już Filip Springer mówiąc o tej książce wspomina o łataniu luk w historii polskiej architektury. Choć nie możemy w tym przypadku mówić o wyczerpaniu przez autorkę tematu (to w końcu zaledwie biografia/reportaż, a nie wnikliwe opracowanie historyczne), to jednak można przyjąć, że kolejna karta z zapomnianą historią polskiej sztuki została odkryta i po raz kolejny zapomnianym artystom oddano należyty hołd.

Nowości - listopad 2014

Po obfitym w premiery literackie październiku przychodzi czas na zdecydowanie skromniejszy listopad. Ciekawych nowości jest zdecydowanie mniej (wiadomo, koniec roku tuż, tuż), co nie oznacza jednak, że w tym miesiącu nie dzieje się kompletnie nic ciekawego.

Poniżej tradycyjnie zamieszczam mój skromny wybór najbardziej intrygujących nowości.

 

Dyskretny bohater

Mario Vargas Llosa

Znak

planowana data premiery: 3 listopada 2014

 

Biznesmen Felicito Yanaque, zakochany do szaleństwa w uwodzicielskiej Mabel, podejmuje nierówną walkę z bezwzględnym szantażystą. Don Rigoberto i ponętna Lukrecja całe dnie spędzają w łóżku, nie podejrzewając zagrożenia, jakim jest tajemniczy przyjaciel ich syna Fonsita. Tymczasem w innej części Peru sędziwy Ismael Carrera płata swoim synom szatańskiego figla, planując perfidną zemstę.
Kto z nich okaże się dyskretnym bohaterem?
W najnowszej, trzymającej w napięciu do ostatniej strony powieści Mario Vargas Llosa serwuje wykwintny koktajl tajemnic, namiętności i zemsty, gdzie miłość i zdrada noszą jedno imię. Noblista perfekcyjnie wodzi czytelnika za nos, snując intrygę, w której wszyscy są podejrzani. Ta mistrzowska powieść zachwyci miłośników „Szelmostw niegrzecznej dziewczynki” i „Pochwały macochy”.

 

Spóźniony owoc radiofonizacji

Dariusz Sośnicki

Biuro literackie

planowana data premiery: 3 listopada

 

Precyzja tomu Spóźniony owoc radiofonizacji widoczna jest od pierwszego wiersza, w którym zarysowany zostaje charakter książki oraz relacji z czytelnikiem. Autor zaprasza do swojej poezji jako "widmowego domu", bo choć osadzona jest w rzeczywistości, to jednak przedstawiony w niej konkret istnieje wyłącznie w języku, w wyobraźni. Wiersz, podobnie jak radio, staje się otwarciem na świat i za swój cel obiera ludzkie poznanie. Potwierdzenie tego znajdziemy także w języku tomu – dojrzałym, opartym na pełnej frazie. 

 

Projekt handlu kabardyńskimi końmi

Krzysztof Środa

Wydawnictwo Czarne

planowana data premiery: 5 listopada

 

Projekt handlu kabardyńskimi końmi to szczególny dziennik podróży na Kaukaz. Wyprawa, która ma się skończyć sprowadzeniem wyjątkowo wytrzymałej rasy koni kabardyńskich do Polski, staje się pretekstem do przedstawienia gry pamięci. Książka zdobyła Nagrodę Literacką Gdynia w kategorii eseistyki (2007).

 

 

Jak działa architektura. Przybornik humanisty

Witold Rybczyński

Karakter

planowana data premiery: 6 listopada

 

Jedyna taka książka na polskim rynku. Fascynująca opowieść o tym, jak powstaje architektura i jak ją rozumieć. Witold Rybczyński odpowiada na najbardziej podstawowe pytania dotyczące tej dziedziny. Jakie idee stoją za powstaniem słynnych realizacji? Jakie są kulisy konkursów architektonicznych? Jak różni architekci odnoszą się do krajobrazu i otoczenia, w którym mają stanąć projektowane przez nich budynki? Co można wyczytać z planów i co wynika z doboru konkretnych materiałów budowlanych? Jak współczesna architektura odnosi się do przeszłości? Czym w architekturze jest smak? Co architektura naszych czasów mówi o nas samych?

W błyskotliwym eseju autor analizuje dziesiątki konkretnych budynków i przytacza wypowiedzi samych architektów – od Le Corbusiera i Miesa van der Rohe po Renzo Piano i Franka Gehry’ego. Bogato ilustrowana książka jest znakomitym wprowadzeniem do architektury nie tylko dla adeptów tej dziedziny, ale również dla tych, którzy chcieliby lepiej rozumieć otaczający nas świat.

 

Warszawa architekta
Marian Spychalski

Bellona

planowana data premiery: 6 listopada

 

Marian Spychalski jest znany przede wszystkim z działalności politycznej. Mało kto kojarzy go z zawodem architekta, czynnego w latach trzydziestych. Tej właśnie działalności jest poświęcona pierwsza część jego pamiętnika zatytułowana Wspomnienia z okresu pracy na stanowisku kierownika Wydziału Ogólnego Planu Zabudowania m. st. Warszawy. Lata 1935-1939.
W 1945 roku Spychalski rozstał się z zawodem architekta i zajął wyłącznie działalnością polityczną. Części tej działalności poświęcona jest druga część pamiętnika zatytułowana Wspomnienia z okresu pracy na stanowisku Prezydenta m. st. Warszawy 15 IX 1944 - 5 III 1945. Z tekstu dowiadujemy się o licznych, nieraz bardzo trudnych, dramatycznych okolicznościach towarzyszących organizowaniu administracji na Pradze oraz o ludziach uczestniczących w tych wydarzeniach. Dowiadujemy się po prostu o życiu codziennym. Tekst jest niecenioną lekturą dla zainteresowanych historią tego okresu, ponieważ, podobnie jak całe dzieje PRL, podlega on dziś często zafałszowaniu przez tych, którzy poprawność polityczną przedkładają nad rzetelność badawczą.

 

Świat żelaznych szmat

Zygmunt Kałużyński

Instytut Wydawniczy Latarnik

planowana data premiery: 6 listopada

 

"Świat żelaznych szmat" to wybór tekstów z ponad 50-letniej kariery tego wybitnego krytyka i publicysty Kałużyński pisze w nich o kinie (w książce znajdziecie m.in. recenzje "Okna na podwórze", "Przesłuchania" czy "Terminatora"), ale i nie ucieka od tematów, z którymi nie zwykliśmy go kojarzyć - religii, polityki, historii.

Nie zabraknie także błyskotliwych polemik m.in. z Jerzym Turowiczem oraz Jerzym Płażewskim. Erudycja, błyskotliwy humor, inteligencja i nieprawdopodobnie wprost lekkie pióro - oto za co czytelnicy kochali teksty Zygmunta Kałużyńskiego.

 

A hipopotamy żywcem się ugotowały

William S. Burroughs, Jack Kerouac

Wydawnictwo Czarne

planowana data premiery: 10 listopada

 

Latem 1944 roku Nowym Jorkiem wstrząsa informacja o morderstwie – młody Lucien Carr śmiertelnie rani o dziesięć lat starszego Davida Kammerera. Pierwszymi, którzy się o tym dowiadują, są… William Burroughs i Jack Kerouac.

A hipopotamy żywcem się ugotowały to opowieść o wydarzeniach poprzedzających tę zbrodnię, a jednocześnie wczesna próba talentu artystów, którzy przeszli do historii jako czołowi przedstawiciele Beat Generation. Burroughs i Kerouac bez pruderii portretują amerykańską bohemę końca lat czterdziestych, wypełniając nowojorskie bary miłością, alkoholem, narkotykami, przemocą i niekończącymi się dysputami. To jedyna książka napisana wspólnie przez obu pisarzy. Na pojawienie się drukiem czekała ponad sześćdziesiąt lat.

 

Złoty notes

Doris Lessing

Wielka litera

planowana data premiery: 12 listopada

 

Książka laureatki literackiej Nagrody Nobla 2007. Szeroko zakrojona powieść psychologiczno-obyczajowa na bogatym tle społecznym, uważana za najwybitniejsze dzieło noblistki. Wnikliwa panorama Zachodu połowy XX wieku, naznaczonego wojną, rozdartego między mieszczańskim "wolnym" modelem życia, między kapitalizmem a socjalizmem... Anna, czterdziestoletnia pisarka, prowadzi cztery notesy. Opisuje w nich swe nieudane związki uczuciowe, młodość spędzoną w Afryce, działalność w partii komunistycznej i jednocześnie pisze powieść.

 

Serce Europy

Norman Davies

Znak

planowana data premiery: 17 listopada

 

Historię Polski zazwyczaj poznajemy według utartego schematu: średniowiecze, nowożytność, zabory i powstania, odzyskanie niepodległości i wiek dwudziesty. Ale tak nie musi być! Norman Davies udowadnia, że nie ma dla niego schematów, od których nie można byłoby się oderwać. W „Sercu Europy” podróż przez polską historię biegnie ścieżką od czasów najnowszych do epok najbardziej w czasie odległych.
Dzięki temu zabiegowi autor „Powstania ‘44”, „Europy” oraz mnóstwa innych historycznych bestsellerów rozpościera przed czytelnikiem niezwykłą panoramę historycznych i kulturowych sił kształtujących naszą teraźniejszość. Historia, literatura, religia, konflikty międzynarodowe i wewnętrzne, polityczne intrygi i rywalizacje. W tej książce nie brakuje niczego.
Polska w „Sercu Europy” to nie tylko geograficzny środek kontynentu. To miejsce, w którym rytm rozwoju europejskiej cywilizacji jest najlepiej słyszalny. Pierwsze polskie wydanie tej książki to gratka dla wszystkich miłośników historii i pisarstwa Normana Daviesa.

 

Śmierć i życie wielkich miast Ameryki

Jane Jacobs

Centrum architektury

planowana data premiery: 19 listopada

 

W latach 50. miasta USA stały na skraju katastrofy – biała klasa średnia wynosiła się na przedmieścia, pozostawiając śródmieścia biedocie żyjącej w cieniu wspaniałych wieżowców. Metropolie dusiły się od samochodów, drobny handel i życie kulturalne obumierały, dramatycznie rosła przestępczość, a segregacja rasowa była na porządku dziennym. Jane Jacobs postanowiła zbadać przyczyny tych „miejskich plag” i zaproponować recepty na wyjście z kryzysu: przywrócenie życia ulicom, odrodzenie przedsiębiorczości i życia społecznego, zapewnienie bezpieczeństwa, tanich i dobrych mieszkań, właściwej równowagi między potrzebami kierowców i innych uczestników ruchu. Jej marzeniem było miasto, które dzięki wewnętrznej sile może samo się regenerować i stawiać czoła kryzysom.
Książka była pierwszą głośną salwą w wojnie z modernistyczną urbanistyką, z dominacją blokowisk i centrów handlowych, parkingów i tras szybkiego ruchu. To żarliwa polemika z ideami Le Corbusiera czy koncepcją miasta ogrodu, z wszechwładnymi urzędnikami i wielkimi deweloperami; to wołanie do architektów i urbanistów o zdrowy rozsądek i powrót na ziemię, bliżej realnych problemów. Oprócz błyskotliwych obserwacji z Nowego Jorku (słynna scena „ulicznego baletu na Hudson Street”), Bostonu, Filadelfii, Pittsburgha, San Francisco czy Los Angeles, autorka przedstawia konkretne rozwiązania sprzyjające naturalnemu i harmonijnemu rozwojowi miast i ich mieszkańców. To książka o „degeneracji i regeneracji miast".

B jak Bauhaus. Alfabet współczesności

 

Deyan Sudjic

tłum. Anna Sak

Karakter, 2014

 

Po Języku rzeczy przyszła kolej na kolejną publikację Deyana Sudjica na polskim rynku. Choć tytuł nieco przewrotnie wskazuje, że ów tom będzie oscylował wokół Bauhausu i jego założyciela, Waltera Gropiusa (który zresztą spogląda na nas z okładki), to jednak to nie weimarska szkoła odgrywa tutaj główną rolę. B jak Bauhaus to zbiór rozważań autora na temat sztuki współczesnej (choć nie tylko współczesnej. I nie tylko sztuki), spisanych za pomocą krótkich esejów, z których każdy poświęcony został konkretnej osobie bądź całemu zjawisku. Teksty ułożone w kolejności alfabetycznej tworzą tytułowy Alfabet współczesności, listę problemów i fenomenów, nad którymi, zdaniem autora, warto się nieco dłużej zastanowić.

 

Trudno jest się z tym wyborem z Sudjicem nie zgodzić. Dyrektor londyńskiego Design Museum roztacza przed czytelnikiem cały wachlarz stylów i trendów kreujących współczesny świat designu i architektury, począwszy od rękodzielnika Williama Morrisa, aż po programistów tworzących wirtualne miasta w GTA. Nowoczesność przeplata się z historią, wielka sztuka z codziennym użytkiem. Funkcjonalni moderniści idą w parze z orędownikami postmodernizmu, jedni i drudzy miewają lepsze i gorsze projekty, nie ma lepszych i gorszych. B jak Bauhaus to dosłownie esencja współczesności, skupiająca się głownie na architekturze i designie, choć nie zabraknie tutaj również wycieczek w rejony bliższe modzie, czy do świata filmu. Jedna myśl goni drugą, a wszystkie splatają się w jedną wielką sieć powiązań. Książkę wypełnia taki natłok ważnych informacji, że można się w tym labiryncie designu pogubić. Szybko bowiem okazuje się, że alfabetyczny porządek tylko nakreśla oś każdego eseju, nie uwalniając każdego z nich od dygresji i wycieczek w inne, choć powiązane, rejony.

 

Przed przystąpieniem do tej jakże fascynującej lektury, należy sobie jednak wyjaśnić co najmniej dwie kwestie. Po pierwsze, nie jest to książka naukowa. Sudjic w swoich tekstach nie kreuje się na naukowca, który z grobową miną zasypuje czytelnika skomplikowanymi, suchymi faktami. Jego eseje to raczej miniaturowe opowieści, rozważania wzbogacone licznymi przykładami, najczęściej zaczerpniętymi wprost z życia autora. Oczywiście nie wszystkie rozdziały są równie interesujące, dla jednych mogą okazać się nużące rozważania na temat autentyczności, inni nie będą mieli ochoty czytać o dokonaniach Utzona (architekt, który zaprojektował gmach Opery w Sidney). Całe szczęście teksty nie stanowią linearnej całości, można po nich dowolnie przeskakiwać i wybierać te, na które aktualnie mamy ochotę, nic przy tym nie tracąc.

 

Druga kwestia dotyczy zawartości merytorycznej B jak Bauhaus. Otóż nie można traktować tej książki jako podręcznika, czy encyklopedii stylów. Owszem, Sudjic pochyla się nad kwestiami nierozerwalnie związanymi z XX wiekiem, jednak żadnej z nich nie wyczerpuje. Skupia się na interesujących go detalach, jedynie luźno zarysowując tło całego zjawiska. Nie spodziewajmy się więc, że znajdziemy tutaj wnikliwą analizę tytułowego Bauhausu, czy wyczerpujący życiorys jego założyciela, Waltera Gropiusa. Nazwiska takie jak Le Corbusier czy Loos często atakują czytelnika znienacka, bez uprzedzenia. W dobie internetu nie stanowi to żadnego problemu, zwłaszcza, że odbiorcami książki i tak w zdecydowanej większości będą osoby, dla których ruch Arts and Crafts, czy postać Rema Koolhaasa nie są absolutnie żadnym novum.

 

B jak Bauhaus to książka, która z całą pewnością powinna stanąć na półce każdego miłośnika współczesnej sztuki użytkowej i architektury, powinna również zaciekawić tych, którzy z tymi tematami nie mieli do tej pory zbyt wiele wspólnego. Lekkość stylu, jaką posługuję się autor sprawia, że nie sposób jest oderwać się od lektury tego niby-leksykonu.

Afrykański nobel?

 

Już zaledwie godziny dzielą nas od poznania nazwiska tegorocznego laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. To wciąż najbardziej prestiżowa nagroda literacka, stanowiąca w pewnym sensie ukoronowanie kariery każdego pisarza. Ponieważ lista nominowanych jest znana tylko członkom kapituły, całej reszcie populacji nie pozostaje tylko snuć przypuszczenia oparte na obecnych trendach i statystyce, wielokrotnie powołując się na zakłady bukmacherskie. Choć przeważnie podchodzi się do nich z przymrużeniem oka, w tym przypadku w ich proroctwach znajduje się dość duże ziarno prawdy. Czyje zwycięstwo zwiastują tym razem?

 

W tym roku zaszła zmiana. Według firmy bukmacherskiej Ladbrokes największe szanse na zdobycie nagrody ma nie dotychczasowy faworyt Haruki Murakami (który spadł na miejsce drugie), ale kenijski pisarz Ngũgĩ wa Thiong'o. Nie ma w tym nic dziwnego, już od dawna krążą plotki, że tym razem Nobel powinien powędrować do przedstawiciela „Czarnego Lądu”. Przypomnę, że w Polsce ukazały się dwie książki tego autora: Chmury i łzy oraz Ziarno pszeniczne, obie zostały wydane w latach 70.

 

Na trzeciej pozycji uplasowała się Swiatłana Aleksijewicz, białoruska pisarka i dziennikarka, dość dobrze znana polskim czytelnikom (jeszcze w tym miesiącu nakładem wydawnictwa Czarne ukazuje się jej najnowszy reportaż Czasy secondhand) Dalej znajduje się syryjski poeta Adonis, albańczyk Ismail Kadare (jego Wypadek znalazł się w gronie finalistów Nagrody Angelus) oraz francuz Patrick Modiano.

 

W pierwszej dwudziestce znajdują się również takie sławy jak Philip Roth, Joyce Carol Oates, Milan Kundera, Thomas Pynchon, pojawia się równie rumuński pisarz Mircea Cartarescu oraz Bob Dylan (którego Kroniki właśnie ukazały się na rynku polskim). Dość nisko w tym roku znalazła się natomiast Margaret Atwood, nikłe szanse na zwycięstwo wróży się również mojemu osobistemu faworytowi, Amosowi Ozowi, czy Salmanowi Rushdiemu.

 

A co z reprezentantami naszego kraju? W tym roku na liście znalazł się tylko jeden Polak, poeta Adam Zagajewski, ale za to na liście figuruje na wysokiej (i pechowej) 13 pozycji. Czy ma szanse na zwycięstwo? Życzę mu jak najlepiej, ale obawiam się, że na kolejnego polskiego noblistę przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

 

Nazwisko laureata zostanie ogłoszone jutro o 13:00.

Czytajmy o architekturze

 

Kończy mi się miejsce na półce z książkami. Kolejnych egzemplarzy przybywa, wolnej przestrzeni jest niestety coraz mniej. W trakcie wczorajszej reorganizacji regału zdałam sobie sprawę, że coraz większą część mojego księgozbioru stanowią książki poświęcone architekturze. Mało to, w zdecydowanej większości są to pozycje zupełnie nowe, wydane na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Wygląda na to, że panuje popyt na literaturę związaną z tematyką otaczającej nas przestrzeni. Chcemy o niej wiedzieć coraz więcej, próbować ją zrozumieć lub wprowadzić w niej znaczące zmiany.

 

To podsunęło mi pomysł na zredagowanie krótkiego wpisu poświęconego literaturze związanej z architekturą. Będzie to przegląd oparty zarówno na książkach, które mam już na swojej półce, jak i na tych, które zamierzam kiedyś na niej postawić. Zapraszam do lektury.

dalej »

Podróże z Charleyem

 

John Steinbeck

tłum. Bronisław Zieliński

Prószyński i S-ka, 2014

 

Jest rok 1960. John Steinbeck, autor m.in. takich dzieł jak Grona Gniewu czy Myszy i ludzie, opuszcza swój dom w Sag Harbour. Wsiadał się do kampera, któremu nadał jakże wymowne imię Rosynant, odpala silnik i wyrusza w drogę. Przed nim 10 000-milowa podróż, tułaczka po amerykańskich szosach, wzdłuż i wszerz tego czwartego co do wielkości państwa na świecie. Dwa i pół miesiąca wędrówki, w której jedynym towarzyszem 58-letniego pisarza będzie pies Charley. A to wszystko po to, by zbadać kondycję społeczeństwa amerykańskiego AD 1960 i następnie swoje spostrzeżenia spisać w formie reportażu.

 

Steinbeck i jego wierny towarzysz w trakcie swojej podróży zahaczają o niemal wszystkie stany Ameryki. Są w dużych miastach i małych miasteczkach. Jadą przez tereny silnie zurbanizowane i zupełne pustkowia. Spotykają na swojej drodze ludzi mniej i bardziej uprzejmych. Odwiedzają miejsca znane autorowi, w niektórych goszczą po raz pierwszy. Są to typowe atrakcje turystyczne, jak również miejsca w które nikt przeważnie nie zagląda. Jednym słowem, jest to niezwykle przekrojowa podróż, z której możemy dowiedzieć się doprawdy wiele interesujących faktów na temat USA. Przynajmniej w teorii.

 

Rzeczywistość okazuje się jednak zupełnie inna. Owszem, Steinbeck odbywa podróż po swojej ojczyźnie, ale szybko się dowiadujemy, że społeczeństwo stanowi jedynie tło tej powieści. Na pierwszym planie bezsprzecznie pozostaje sama droga, motyw tak typowy dla kultury amerykańskiej. W momencie w którym autor dociera do Chicago (gdzie spotyka się ze swoją żoną), jego misja bycia w drodze zamienia się w chęć jej najszybszego przebycia. Na swój sposób jest to więc powieść drogi, w której bohater okrąża kraj, nie tyle w celach turystycznych, co z zamiarem oderwania się od rzeczywistości. Oczywiście pierwotny zamiar stworzenia obrazu współczesnych Amerykanów nie znika kompletnie z kart tej książki. I tak zamiast mrożących krew w żyłach przygód osoby podróżującej od wybrzeża do wybrzeża, mamy tutaj spokojne uwagi podróżnika dotyczące otaczającej go rzeczywistości.

 

Obraz Stanów Zjednoczonych, jaki wyłania się z Podróży z Charleyem, jest niezwykle cenny. Z historii doskonale pamiętamy, że lata 60. XX wieku stanowiły punkt przełomowy w historii społeczeństwa. Rewolucja seksualna, wyzwolenie kobiet, pozbycie się segregacji rasowej, kult młodości i wyraźniejsze zaznaczenie się nowej grupy wiekowej, nastolatków – wszystko to zdarzyło się w ciągu jednej dekady. W 1960 roku wszystkie te przemiany nie nabrały jeszcze rozpędu, dlatego to, co widział Steinbeck szybko z obrazu współczesnej Ameryki zamieniło się w ostatni obraz Ameryki tej nieco bardziej tradycyjnej. Najdobitniej widać to, gdy autor dociera na przesycone rasizmem południe, gdzie segregacja rasowa jest wciąż na porządku dziennym. Z drugiej strony na prezydenta za moment zostanie wybrany Kennedy, przedstawiciel Demokratów, niosący ze sobą pewien powiew świeżości. Jednym słowem – jest to ciekawy obraz Ameryki stojącej w rozkroku, pomiędzy starym a nowym porządkiem.

 

Książka Steinbecka z prawdziwym reportażem ma jednak niewiele wspólnego. Raz: taki tekst powinien być obiektywny, dwa: powinien oddawać rzeczywistość. Tymczasem tutaj obecność autora wielokrotnie dominuje obserwacje. Mało to, już po śmierci autora okazało się, że fakty zawarte w Podróżach z Charleymem zostały w dość znaczny sposób podkolorowane. Fikcja miesza się z rzeczywistością, nie można być pewnym, czy osoby, które autor spotkał na swojej drodze faktycznie istnieją, czy może są one jedynie wytworem wyobraźni Steinbecka. Oczywiście wydarzenia dodane, czy nieco naciągnięte przez autora nie są nieprawdopodobne, każda taka sytuacja mogła się zdarzyć. Niesmak jednak pozostaje.

 

Podróże z Charleyem znajduje się gdzieś pomiędzy reportażem, powieścią drogi a autobiografią autora. Fakty mieszają się z fikcją, choć bez wcześniejszego uprzedzenia nie sposób odkryć drobnego oszustwa Steinbecka. Nie jest to może książka rewolucyjna, która demaskuje niewygodne fakty dotyczące amerykańskiego społeczeństwa, czy samego autora, nie ma w niej wartkiej akcji, ale jednak coś sprawia, że trudno się oderwać od jej lektury.

Nike 2014

 

Karol Modzelewski

Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca

Iskry 2013

 

A więc nie bohater brukowców Karpowicz.

Nie buntownik Świetlicki.

Nie zadziorni debiutanci.

Nie Pilch ani nie Helbig.

 

Wygrała książka, o której mówiło się chyba najmniej. Wybór nieoczywisty, choć całkiem bezpieczny.

 

Zwycięzcy gratuluję, mam nadzieję, że wkrótce uda mi się sięgnąć po zwycięską książkę, bo wygląda na to, że jest tego warta.